wtorek, 26 lutego 2013

Rozdział 32


  Do kraju, gdzie miała odbyć się impreza urodzinowa, z okazji urodzin Biebera, Zo i Justin dolecieli w samo południe.
-Jus, kogo zaprosiłeś na urodziny? – zapytała Zoey, kiedy weszli do pokoju hotelowego.
Bieber wpił się w usta dziewczyny przyciskając ją do ściany.
-Później ci powiem, teraz jestem zajęty – odpowiedział wsuwając ręce pod jej bluzkę.
Zo odepchnęła go od siebie ze śmiechem.
-Nie. Teraz mi odpowiadasz.
Justin zrobił minę skrzywdzonego szczeniaczka.
-Tylko kilka osób – znowu musnął jej usta.
Zoey odsunęła się od niego na bezpieczną odległość.
-A dokładniej? – zapytała.
-Umm… Z 10 osób… plus jedno zero…
-Justin?! – pisnęła Zoey.
-No co? Scott zapraszał większość – Bieber wzruszył ramionami.
-I Selenę? – spytała Zo z ironią.
-Justin, potrzebujemy cię przy przygotowaniach! – do pokoju wszedł Kenny – O, Zoey!!! – padł jej w objęcia… A raczej ją podniósł i przycisnął mocno do siebie.
-Cześć, Kenny – roześmiała się dziewczyna.
-Puść ją – powiedział naburmuszony Justin.
-Weź wyluzuj Jazo – zaśmiała się dziewczyna – Ty mnie nie zaniesiesz na plecach, a Kenny tak.
-Zakład, że zaniosę? – zapytał wojowniczo - Już cię nosiłem – mruknął pod nosem, a Kenny spojrzał na nich podejrzliwie.
Zapadła krępująca cisza.
-Nie będę wnikał – powiedział Kenny.
-Jus, ja cię bardzo kocham, najbardziej na świecie, ale jesteś za bardzo osłabiony, żeby mnie nieść i prędzej byś się połamał niż byś mnie tam doniósł – odezwała się zmieszana Zo.
-Tsaa – powiedział Bieber z niezadowoloną z jakichś powodów miną – Mi się dotknąć nie dajesz, a mu od razu na ręce wskakujesz…
-Nie daję?! Jesteś pewien, że nie daję?? – powiedziała ostro.
-Oj, wyluzuj, kochanie – powiedział Justin – Dobra, nie kłóćmy się. Ok, jestem zazdrosny o każdego chłopaka, który chociaż cię dotknie – uniósł ręce w obronnym geście – Kocham cię.
-Ja ciebie też – uśmiechnęła się Zo.
-Idziemy?! – zniecierpliwił się Kenny.
Biebs skinął głową i wyszli na korytarz.


 -88, 89, 90, 91, 92…
-Kochanie, co robisz? – zapytał zdziwiony Justin, podchodząc do Zoey z ponczem.
-Liczę gości. 93, 94, 95, 96, 97, 98…
-Ej, a może chociaż na mnie spojrzysz, co?
-Nie rozpraszaj mnie! 99, 100, 101, 102, 103… Miało być 100, Justin, a to nie wszyscy! 104 – ciągnęła patrząc na tłum – 105, Selena, 107.
-Co?! Gdzie?! – zapytał zdenerwowany Bieber.
Zoey pokazała palcem.
-Tam. Idzie do nas.
-Cześć Justin! – Sel z wielkim uśmiechem przytuliła Biebera i musnęła jego policzek – Sto lat, sto lat.
-Dzięki… - powiedział Biebs wyrywając się z jej uścisku. Zaczął się rozglądać za Zo, ale ona gdzieś zniknęła.
-To ta twoja…? – zapytała Selena z kpiną – Chyba się zmyła.
-Taa. Przez ciebie – Justin wypatrywał Zoey w tłumie,
-Przepraszam?
Bieber zignorował jej słowa i ruszył do przodu szukając swojej dziewczyny. Zaklął pod nosem. Poświęcał jej dziś stanowczo za mało uwagi. Ale miał tyle gości… Nie mógł się rozdwoić. Postanowił, że jakoś jej to wynagrodzi, ale najpierw musi ją znaleźć. Kiedy tak chodził z jednego miejsca na drugie, przepychając się pomiędzy mnóstwem ludzi.
-Cześć Justin! Gdzie twoja dziewczyna? Chętnie ją poznam! – powiedziała Katy Perry.
-Hej, Katy. Jeżeli gdzieś ją znajdę to ci ją przedstawię – obiecał Bieber nie przestając ani na sekundę wypatrywać Zoey.
-Jak można zgubić dziewczynę? – zapytała rozbawiona Katy.
-Opowiem ci później, okey? Albo nie. To jedno słowo…
-Selena?
-Jesteś genialna, Katy – Justinowi zdawało się, że mignęła mu gdzieś miętowa sukienka Zo i ruszył szybko w tym kierunku. Kiedy tam dotarł już jej tam nie było. Nie był przekonany, czy wzrok przypadkiem go nie zawiódł.
Szukał jej dobrą godzinę, olewając gości. Był pewny, że sprawdził już każde miejsce. Był na nią coraz bardziej zły. Jak mogła sobie tak po prostu gdzieś pójść? W jego urodziny? Nagle doznał olśnienia. Nie sprawdzał jednego miejsca. Wybiegł na dwór i udał się na tył posiadłości. Kawałek stąd było jezioro z niewielkim mostkiem. To miejsce wcześniej bardzo spodobało się Zo. Był na siebie wściekły, że wcześniej o tym nie pomyślał. Pobiegł tam najszybciej, jak był w stanie.
-Zoey! – zawołał, kiedy ją zobaczył. Siedziała na mostku i moczyła stopy w wodzie. Odwróciła się zdziwiona w jego stronę, po czym wróciła do swojej poprzedniej czynności. Na dworze było dość jasno, bo księżyc był w pełni i towarzyszyło mu mnóstwo gwiazd. Na niebie nie było, ani jednej chmurki.
-Dlaczego sobie poszłaś? – zapytał Justin smutno, siadając obok niej i obejmując ją ramieniem.
-Nie chciałam ci przeszkadzać… Wszyscy patrzyli na mnie jakbym była kosmitką. Co chwilę ktoś mnie pytał: ‘Jesteś tą lalą Biebera?’, czy tym podobne. Miałam dość, a ciebie w ogóle przy mnie nie było. Nie miałam ochoty stać tam sama pośród obcych ludzi, znanych mi tylko z telewizji. Wbrew pozorom to wcale nie jest fajne – odpowiedziała wrzucając do wody kamyk i nie patrząc na Justina.
-Mała, poszłaś akurat wtedy, jak do ciebie przyszedłem. Szukałem cię teraz przez półtorej godziny, a to TY masz pretensje do mnie, tak? – zapytał Bieber.
-Nie mam do ciebie pretensji, Jus. Ja po prostu nie nadaję się na takie imprezy. Poszłam sobie, bo było mi przykro. Nie lubię tej całej Seleny i większości twoich ‘przyjaciół’. Wiem, wiem, nie znam ich, nie powinnam oceniać, ale założę się, że większość z nich leci tylko na kasę… 100 ileś tam osób? Po co tyle gości, jak z niektórymi pewnie, nawet nie zamienisz słowa – powiedziała Zoey patrząc w dal.
-Wiesz... to, że jest tyle osób ma też swoje plusy. Myślę, że nie zauważą, że mnie nie ma – uśmiechnął się do niej i łapiąc za brodę przekręcił jej głowę delikatnie w swoją stronę – Spójrz na mnie wreszcie Zo - powiedział wpatrując się w nią swoimi czekoladowymi oczami.
Dziewczyna spojrzała mu w oczy, a on posłał jej uroczy uśmiech.
-Serio szukałeś mnie przez półtorej godziny? – zapytała, a on poczuł jej oddech na swoich ustach.
-Uhm – pocałował ją czule. Nagle usłyszeli chrzęst desek, ale nie zwrócili na to zbytniej uwagi.
-Ten most jest na pewno stabilny? – zapytał rozbawiony Justin w momencie, kiedy deski pod nimi się zawaliły i wpadli z pluskiem do wody.
-Jus??? – przestraszona Zoey zaczęła wypatrywać Biebera. Nagle poczuła, że coś wciąga ją pod wodę. Pisnęła, ale kiedy poczuła czyjeś usta na swoich, już się nie bała. Wynurzyli się z wody.
-A co jakbym się utopiła?! – krzyknęła Zo.
-Zrobiłbym ci sztuczne oddychanie – obiecał Justin zakładając jej za ucho kosmyk mokrych włosów.
Zoey się roześmiała i wygramolili się na brzeg.
-Super, świetnie, zajebiście – powiedział sarkastycznie Justin – Jest szansa, że przemkniemy się niezauważeni obok ponad setki ludzi?
-Ależ oczywiście – odpowiedziała sarkastycznie Zo.
-A więc… Hmm… Telefon! – krzyknął przerażony Bieber i wyciągnął z kieszeni iPhona ociekającego wodą.
Zoey zaczęła się śmiać, a Jus posłał jej ‘słodki’ uśmiech.
-Twój kochanie wygląda tak samo.
Nagle iPhone Justina zaczął dzwonić, a Zo zaczęła się śmiać jeszcze głośniej.
-Cicho – powiedział rozbawiony Biebs i odebrał telefon.
-Gdzie ty do cholery jesteś?! Szukam cię już jakieś pół godziny! – krzyknął zdenerwowany Scooter.
-W Zoey – odpowiedział szybko – Yyy, nie! Z Zoey. Z – podkreślił.
Scott parsknął śmiechem i przez dłuższą chwilę nie mógł się uspokoić.
-Masz tu stówę gości, a zamiast się nimi zajmować, pieprzysz się ze swoją dziewczyną… nie mam pojęcie gdzie. Wracajcie.
-Okey, ale przynieś nam ciuchy.
-WTF?
-Wpadliśmy do takiego tam jeziorka…
-Że co??? Zgrywasz się Justin? – zapytał zirytowany Scooter.
-Nie, siedzieliśmy na moście i się załamał.
-Tak, oczywiście, bo jesteście taaaaacy cięęęężcy.
-Chodź, to sam zobaczysz, ale przynieś rzeczy – zakończył rozmowę Bieber.


-Padam – jęknęła Zo rzucając się na łóżko o piątej rano – Mam dość wszystkiego – westchnęła – Ale od pierwszej bawiłam się bardzo dobrze. Katy jest mega spoko. I lubię Seana Kingstona. W sumie to Usher też jest meegaaa w porządku. O, i polubiłam Victorię Justice – dziewczyna zaczęła się śmiać – SERIO ich znam! O, i Riri jest fajna.
Bieber uśmiechnął się do Zoey.
-Widzisz? Opłaca się mieć sławnego chłopaka czasem – położył się na dziewczynie i musnął jej usta – Masz dla mnie jakiś prezent na urodziny, kochanie?
-Umm… Ty masz wszystko, Jus – powiedziała dziewczyna. Na śmierć zapomniała o prezencie – Nie miałam kiedy ci cokolwiek kupić… - tłumaczyła się.
-A kto mówił o kupowaniu? – zapytał Justin uśmiechając się łobuzersko.


Samolot, którym leciała Ewel z Liamem wylądował o godzinie 5:10, jednocześnie mając opóźnienie pięciu godzin z powodu awarii na lotnisku, z którego startowali.
-Myślisz, że będą bardzo źli, że tak bardzo się spóźniliśmy? – zapytała zaniepokojona Ewel, wychodząc z samolotu.
-Nie mam pojęcia… Może w ogóle nie zauważyli, że nas nie ma? Tam miało być tyle osób… - odpowiedział Liam łapiąc Ewelinę za rękę.
-Może…
Ewel miała wrażenie, że Liam… jest dziś jakiś taki inny… Jej rozmyślenia przerwało to, że wyczuła na sobie jego wzrok.
-Czemu tak patrzysz? – zapytała spoglądając na niego niepewnie.
-Jak? – zapytał uśmiechając się jednym kącikiem ust.
Dziewczyna wzruszyła ramionami, a chłopak musnął jej policzek i przytulił do siebie.
-Liam, masz adres tego ich hotelu? – zapytała Ewelina.
-Uhm – odpowiedział chłopak – To ten – wskazał dziewczynie głową.
Kawałek drogi z lotniska do hotelu przeszli w milczeniu.
-Idziemy do Zo i Jusa? – zapytała Ewel, kiedy weszli i recepcjonista podał im klucze do ich pokoju.
-Eee, nie. Oni pewnie już śpią albo robią coś, na czym nie chcieliby zostać przyłapani – wyszczerzył się chłopak.
Ewelina się roześmiała.
-W takim razie zapukamy – mrugnęła do niego – Myślę, że wypadałoby im powiedzieć, że jesteśmy.
-Ale…
-Jaki mają numer pokoju?
Liam wzruszył ramionami i przez chwilę nie odpowiadał.
-15.
-Co? – zapytała zdziwiona Ewelina.
-15! To ich numer pokoju! Nie kontaktujesz dziś za bardzo, Ewel – trącił ją biodrem i nacisnął na klamkę przy drzwiach do pokoju Zoey i Justina. Było zamknięte.
-Miałeś nadzieję, że jednak ich przyłapiesz? – zapytała rozbawiona Ewel, pukając do drzwi.
W pokoju nastało nagłe poruszenie.
Po chwili, drzwi otworzył nieogarnięty Justin i zaprosił ich do środka.
Zoey siedziała na łóżku rozglądając się za swoją skarpetką.
-Masz – Liam podał Zoey zgubę, która leżała niedaleko drzwi.
Zo się zarumieniła, a Ewel zauważyła jak Justin zapina spodnie, których suwak był z drugiej strony, niż być powinien…
Ewelina wybuchła śmiechem i zgięła się w pół. Ze śmiechu nie mogła złapać oddechu.
-Ciekawe co robiliście zanim przyszliśmy – wydusiła, pomiędzy kolejnymi spazmami śmiechu.
-Pff. A może ja lubię nosić sobie spodnie tył na przód? – zapytał uśmiechając się niewinnie, przygładzając koszulę i potargane włosy.
-A ona rzucać skarpetkami? – zapytał Liam.
W tym momencie wszyscy zaczęli się śmiać.
-Spóźniliście się – powiedział Justin próbując zachować powagę – A teraz może idźcie już spać, co? Na pewno jesteście wykończeni podróżą... My też już padamy…
-Ależ nie, lecieliśmy pierwszą klasą – wyszczerzyła się Ewelina.
-JESTEŚCIE ZMĘCZENI! Tak trudno TO zrozumieć? – zapytał zirytowany Justin.
-Chodź, Ewel. Oni tu mają coś do skończenia – powiedział rozbawiony Liam, łapiąc Ewel za rękę i wyprowadzając ją z pokoju.
-Dziękuję uprzejmie – powiedział Biebs zamykając im drzwi przed twarzami – Dobranoc – dodał, wychylając się z pokoju i zaraz znowu zamykając drzwi.
-Mówiłem, że nas tam nie będą chcieli – roześmiał się Liam.
-A nasz pokój to…? – zapytała Ewel.
-14 - powiedział chłopak i otworzył drzwi do pokoju obok.

__________________________
Rozdział napisany z Zuzią ;)
Piszcie co sądzicie :)

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Rozdział 31



  Zdenerwowana Zo wraz z Liamem i Ewel, od razu po wylądowaniu samolotu w mieście pobytu Justina, chciała jak najszybciej dostać się do szpitala, w którym przebywał jej chłopak. Odkąd dostała wiadomość, o jego bardzo złym stanie, nie potrafiła myśleć o niczym innym, niż tylko o tym jak Justin się czuje. Obiwiniała się o to, że była dla niego taka oschła.
Szybko odnaleźli samochód Scootera, który czekał na nich już od dłuższego czasu.
-No, jedźmy już do tego szpitala! – powiedziała zirytowana Zoey, kiedy zamiast ruszać, wszyscy dziwnie się na nią patrzyli.
Czy przypadkiem nie dostrzegła w oczach Eweliny przebłysku rozbawienia?
Świruję z nerwów – stwierdziła w myśli.
Scott uśmiechnął się do niej i ruszył nic nie mówiąc.
Zo denerwowała się coraz bardziej.
-Tam był szpital… - odezwała się w pewnym momencie zdezorientowana.
-Wypisali go, leży w hotelu – odpowiedział Scooter.
-Nie rozumiem… - powiedziała niepewnie Zoey – Jak jest w takim złym stanie, to dlaczego go wypisali?
-Wszystkiego dowiesz się na miejscu – powiedział Liam, a Zo spojrzała na niego, coraz bardziej zdziwiona.
-Co wy znowu kombinujecie? Zawsze wszytsko odbywa się za moimi plecami. Czemu? To wszytsko odbija się na moich nerwach i zdrowiu – powiedziała zirytowana Zo.
-Spokojnie. Agresywność zero – zaśmiał się Liam.
-Skończcie tę kłótnie, bo nie wiem czy zauważyliście, ale jesteśmy na miejscu – wtrąciła się Ewelina.
-Jaką kłótnię? – prychnęła Zo i wysiadła z samochodu.
Ruszyła w kierunku hotelu, ale po parunastu sekundach, zorientowała się, że nikt nie idzie za nią.
Wróciła do auta.
-Ruszajcie się! – powiedziała, niemal błagalnie.
-Pokój 141 – rzucił Scooter – Nie idziemy.
Zła Zo, trzasnęła drzwiami od samochodu i pobiegła do recepcji.
Na piętro dotarła bez problemu, bo pokój był zarejestrowany również na nią.
Była coraz bardziej skołowana i… z jakichś powodów wściekła.
Odnalazła pokój i nacisnęła na klamkę. Drzwi okazały się zamknięte, dlatego zaczęła mocno walić w nie pięścią.
Po chwili wychylił się jakiś dziadek z pokoju obok.
-Jest po 22:00!! Ludzie próbują spać!! – krzyknął okrywając się ciaśniej szlafrokiem.
Dziewczyna wywróciła oczami, dalej uderzając w drzwi.
-Przestań!! – podniósł głos, w momecnie, w którym Bieber raczył otworzyć drzwi.
-Przepraszam za nią – zwrócił się do staruszka i zanim ten zdążył cokolwiek odpowiedzieć, wciągnął dziewczynę do apartamentu i zamknął za nimi drzwi.
-No cześć – uśmiechnął się do dziewczyny, przywierając ją lekko do drzwi i patrząc jej głęboko w oczy.
-CO SIĘ TUTAJ DZIEJE? – zapytała zdezorientowana – Nie wydajesz się być bardzo chory – zmierzyła go złym spojrzeniem.
-Nie wiesz co jutro jest za dzień? – spytał, kładąc ręce na jej biodrach.
-Co ty wygadu…?! – Justin przerwał jej wpijając się w jej usta.
-Nawet sobie nie wyobrażasz jak za tobą tęskniłem – wyszeptał, gładząc delikatnie jej policzek.
Dziewczyna strąciła jego dłoń.
-Albo mi wyjaśnisz o co tu chodzi albo wychodzę – zagroziła.
-Uhm.. – odpowiedział muskając jej szyję.
Zoey odepchnęła go i sięgnęła do klamki.
-Okej, okej. Spokojnie, księżniczko – powiedział łapiąc jej dłonie i odciągając delikatnie od drzwi – Usiądź sobie, wszystko ci opowiem. Zrobić ci kawy?
-Nie.
-Herbaty?
-Nie.
-Kakałko? – zapytał słodkim głosem.
-No może – powiedziała z wymuszoną łaską.
Justin się roześmiał i zaczął przetrząsać szafki w poszukiwania kakaa.
Po chwili postawił je gotowowe przed nią i usiadł obok.
-A więc… - zaczął, badając wzrokiem jej twarz – Byłem chory. Bardzo. Powiedziałem im, że wyzdrowieję, tylko wtedy, kiedy cię zobaczę – mówił poważnie, po czym uśmiechnął się.
Zoey westchnęła.
-A tak serio?
-A tak serio to uznali, że po prostu brakuje mi czegośtam, przypisali mi to. To nic poważnego, ale tylko, kiedy jesteś niedaleko mnie…
-Justin… - jęknęła Zo – Tak się denerwowałam, bałam się… – ukryła twarz w dłoniach - a ty po prostu… Ty egoistyczny idioto!! Liczysz się tylko ze sobą! Nic nie obchodzi cię co ja czuję…
-Zoey…
-A co jakbym tam zemdlała z nerwów?! Tak strasznie się czułam, tak strasznie się o ciebie bałam… - mówiła na granicy wybuchnięcia płaczem albo krzykiem.
-Zo.. Czy dasz mi dojść do sło..
Nagle rozległo się pukanie.
Zdziwiony Justin zmarszczył brwi, wstał, podszedł do drzwi i nieprzekonany nacisnął na klamkę.
Za drzwiami ukazał się dziadziuś w szlafroku, z którym mięli do czynienia chwilę temu.
-Bądźcie, żeś wy ciszej dzieciaki! Do łóżka idźcie, a nie na siebie krzyczycie!
Justin posłał znaczące spojrzenie Zoey, a ta nie powstrzymała rozbawionego uśmiechu.
-Zaraz idziemy, proszę pana – obiecał Bieber.
-No, mam nadzieję – pogroził im palcem, a Jus zamknął za nim drzwi.
-No to jak? Idziemy do łóżka? – odwrócił się do Zo.
-Ale w jakim sensie…? – zapytała dziewczyna, udając zdezorientowaną.
-Chodź, to się przekonasz.. – uśmiechnął się łobuzersko.
Zoey pokręciła przecząco głową, chociaż widać było, że się waha.
-Najpierw porozmawiajmy – powiedziała.
Jus westchnął i skinął głową po czym usiadł obok dziewczyny.
-Urodziny – powiedziała nagle Zoey, przerywając ciszę.
-Co? – zapytał zdziwiony Justin.
-Pytałeś co jest jutro za dzień. A więc odpowiadam… Jutro są twoje urodziny.
Biebs skinął potakująco głową.
-Bardzo zależało mi, żebyś na nich była. Przepraszam, że tak to rozegrałem… Nie powinienem… - mówił przepraszającym tonem.
-Nie powinieneś, ale…
-Ale?
-Ale pewnie, gdybyś tego nie zrobił, nie przyznałabym, że za tobą tęsknię, dalej udawałabym złą na ciebie i pewnie byśmy się nie spotkali – wyznała Zo na jednym tchu.
Justin przyglądał się jej przez dłuższą chwilę, po czym czule uśmiechnął.
-A więc wybaczysz mi? Czy mam się nie zbliżać, bo we mnie czymś rzucisz?
Zo odwzajemniła uśmiech.
-Myślę, że wybaczę…
Bieber podniósł się z miejsca i pomógł Zo wstać. Nie puszczając jej dłoni, musnął jej usta, po czym przytulił do siebie.
-Kocham cię – wyszeptał – Zawsze kochałem i zawsze będę kochał. Dlaczego zwątpiłaś w to, kiedy ostatnio się widzieliśmy? – zapytał muskając delikatnie jej policzek.
-Bo… - zawahała się – Po prostu… To była moja pierwsza noc… z kimś i… było tak cudownie i nagle okazało się, że wyjeżdżasz i… Nie chciałam zostawać sama… Przez chwilę czułam się nawet wykorzystana, chociaż wiem, że nie powinnam… Przepraszam, Jus… Wtedy ta kłótnia, to była moja wina… Ja nie chciałam, żeby tak wyszło…
-To nie była twoja wina, śliczna – zapewnił Justin, a jego ręka, nieznacznie wsunęła się pod materiał bluzki dziewczyny – Powinienem powiedzieć ci wcześniej, że następnego dnia wyjeżdżam. Wtedy nie byłoby podowu do kłótni. Może byśmy poczekali z tym seksem, może nie, może pojechałabyś ze mną, ale… Źle to rozegrałem. Powinienem pomyśleć... Ale sama wiesz, że to było pod wpływem chwili… Nikt tego nie planował. Myślę, że w zasadzie nikt z nas jakoś szczególnie nie zawinił.
Dziewczyna skinęła potakująco głową.
Przez dłuższą chwilę patrzyli sobie w oczy.
-Właściwie to… Co my tu jeszcze robimy? Miły starszy pan w szlafroku kazał nam iść do łóżka – uśmiechnął się Justin.
-Od kiedy to słuchasz się miłych starszych panów w szlafrokach? – zaśmiała się Zoey, a Justin pocałował ją przeciągle.
-Odkąd mówią takie mądre rzeczy – odpowiedział, przesuwając ustami po jej szyi.
Dziewczyna jęknęła, a Bieber z łobuzerskim uśmiechem popchnął ją na kanapę.
-Kocham cię – powiedział czule, całując ją namiętnie.
Wziął ją na ręce, Zo oplotła jego szyję rękami, a tułów nogami, a on trzymał dłonie na jej pośladkach. Justin musnął jej usta i zaniósł ją do łóżka. Nie puszczając dziewczyny położył się na niej.
-Deszczowa Księżniczko, wiesz, że przez to, że się pokłóciliśmy i poszłaś ode mnie, przechodząc przez cały Londyn w ‘ciekawym stanie’, wszyscy myślą, że ze sobą sypiamy? – zapytał muskając jej szyję biorąc się za zdejmowanie z niej bluzki.
-A mylą się? – zapytała Zo próbując zapanować nad biciem swojego serca.
Justin się roześmiał.
-Nie, ale wolałbym jednak, żeby nie wiedział o tym cały świat i nie zaczęli nam montować ukrytych kamer w pokojach hotelowych – powiedział, kiedy dziewczyna zaczęła rozpinać jego koszulę.
-Przepraszam, nie chciałam – powiedziała uśmiechając się rozbawiona.
-Myślę, że dam radę jakoś ci wybaczyć… - powiedział rozpinając jej stanik – Nigdy cię nie opuszczę. Nigdy. I nie wypuszczę cię tym razem tak łatwo.
Zoey się zaśmiała, a Bieber z łobuzerskim uśmiechem zaczął zsuwać z niej spodnie.

______________________________
Hmm... Trochę mnie nie było... xD Pamiętacie to jeszcze? Co sądzicie o tym rozdziale? :) Napisany jak zwykle z Zuzią <3 + niedługo pojawi się następny ;)

sobota, 15 września 2012

30. Telefon.


   -Co?! – Zoey krzyknęła do słuchawki, kiedy Bieber, nie poddając się dzwonił do niej po raz dziesiąty.
-Nic. Nudzi mi się – odpowiedział obojętnym tonem – I tęsknię.
-TOBIE się nudzi? Serio masz na to czas? – zapytała dziewczyna ironicznie.
-Ej, ej, czemu od początku rozmowy zakładasz, że ma ona przebiec nieprzyjemnie? Teoretycznie mówisz, że nie jesteś na mnie zła, a w praktyce widzę, że nie bardzo masz ochotę mieć ze mną do czynienia.
Dziewczyna przez dłuższą chwilę nie odpowiadała.
Bieber westchnął.
-Jak tam życie? Jak Ewel i Liam? Są grzeczni? – zapytał siląc się na wesoły ton.
-Jakoś leci. Liam i Ewelina dobrze, ale mam wrażenie, że coś z nią ostanio nie do końca w porządku… Mówi, że jest ok, ale…
-Może to przez tego jej byłego? – zasugerował Jus.
-Nie wiem. Ostatnio jakoś mi się nie zwierza. Dlatego mam właśnie wrażenie, że coś ją gryzie.
-A może się nie zwierza, bo nie ma z czego? Wiesz… są takie chwile, że jakoś za dużo się nie dzieje.
Zoey wzruszyła ramionami, chociaż dobrze wiedziała, że Justin tego nie widzi.
-Martwię się o nią. I o ciebie – powiedziała cicho.
-Ale nie ma czemu, Deszczowa Księżniczko – zapewnił czule Jus.
-Wiem, że jesteś w szpitalu.
-Co?! Od kogo?!
-Od ciebie. Właśnie teraz się dowiedziałam. Dzięki, że coś wcześniej mówiłeś – powiedziała sarkastycznie i rozłączyła się, ocierając łzy, które z jakiegoś powodu zaczęły płynąć z jej oczu.

-Cholera – zaklął Bieber i na nowo wykręcił numer dziewczyny. Po dwudziestym pierwszym razie bez odzewu wcale nie zamierzał skończyć, gdyby tylko dziewczyna nie wyłączyła telefonu.
Westchnął głęboko i uderzył pięścią o krawędź łóżka. Syknął z bólu i zaczął kląć pod nosem, przyciskając rękę do siebie.
Nagle usłyszał jakiś dźwięk dobiegający ze strony, po której znajdowały się drzwi. Oparta o nie stała Pattie i patrzyła na niego rozbawiona.
Justin się skrzywił i zaczął zastanawiać się ile z przekleństw słyszała rodzicielka.
-Widzę, że bardzo boli – powiedziała, próbując zamaskować rozbawienie.
-Dzięki za współczucie – odpowiedział z sarkazmem i zaczął delikatnie rozmasowywać obolałe miejsce.
-Jak się nie kontroluje złości, to można zrobić sobie krzywdę. Czemu niby miałabym ci współczuć?
-Bo to była bardziej głupota niż złość – odpowiedział Justin, a Pattie się roześmiała.
-Nie dogadujesz się z Zo? – zapytała, siadając na krześle obok łóżka syna.
Justin ścisnął usta i wykrzywił je w czymś, co przypominało sztuczny uśmiech.
-Słyszałaś rozmowę. Próbuję – odpowiedział sucho, nie patrząc mamie w oczy.
-Słyszałam tylko sam koniec i wcale nie chciałam podsłuchiwać. Po prostu dopiero jak weszłam to zauważyłam, że rozmawiasz.
-Ok, ok, nie musisz się tłumaczyć. Tak, nie dogaduję się z Zoey.
-Dlaczego?
Bieber przygryzł nerwowo wargę.
-Po prostu – odpowiedział wykrętnie.
-A nie możesz mi powiedzieć? Jestem twoją mamą. Może bym pomogła. Ostatnio ciągle jesteś smutny, nie lubię jak jesteś w takim stanie – powiedziała Pattie z troską w głosie, a Bieber uniósł na nią wzrok.
-Jest zła, że wyjechałem.
-Tylko tyle?
Justin pokręcił przecząco głową.
-Martwi się o mnie i jest zła, że nie odpoczywam, a teraz się na mnie wścieka, bo nie powiedziałem jej, że jestem w szpitalu.
-Jak jej nie powiedziałeś to skąd wie? – zapytała Patricia.
-Powiedzmy, że Zo potrafi użyć podstępu, żeby dowiedzieć się ode mnie niektórych rzeczy…
Pattie uśmiechnęła się rozbawiona.
-To przydatna umiejętność – zauważyła.
-Nie dla mnie – odpowiedział kwaśno.
Kobieta się roześmiała.
-Ale dla niej owszem. To dobrze, bo nie będzie ci się udawało jej oszukiwać.
-Nigdy jej nie oszukałem i nie będę tego robić, a teraz po prostu nie chciałem, żeby się niepotrzebnie martwiła, nie mogąc niczego zrobić…
Pattie spojrzała ze zrozumieniem na syna.
-Jesteś kochany, Justin, ale jestem przekonana, że ona jednak woli wiedzieć. Coś cię jeszcze gryzie, mam rację? – powiedziała nie przestając przyglądać się synowi.

-Podjęłaś jakąś decyzję, mała? – zapytał Liam muskając usta Ewel.
-Dotyczącą czego? – spytała Zo, nagle materializując się obok nich w pokoju.
-Nie widziałem jak weszłaś – powiedział skołowony chłopak.
-Jak się jest tak zapatrzonym w swoją dziewczynę, to się nie zauważa pewnych rzeczy – odpowiedziała rozbawiona.
Liam uśmiechnął się i spojrzał czule na Ewelinę.
-Nie idę – powiedziała Ewel uśmiechając się szeroko.
-Na pewno?
-Na pewno – odpowiedziała bez najmniejszego wahania.
-Gdzie? Wtajemniczy mnie ktoś? – dopytywała się Zo.
Nagle telefon Zoey zaczął dzwonić. Zirytowana wyjęła go z kieszeni. Dopiero co na nowo go włączyła. Nie znała numeru, który wyświetlił się jej na ekranie iPhone’a. Po krótkim wahaniu nacisnęła zieloną słuchawkę.
-Tak? – Ewelina i Liam widzięli jak dziewczyna słucha czegoś co mówi jej osoba, po drugiej stronie słuchawki i z sekundy na sekundę staje się coraz bardziej blada – Przylecę pierwszym samolotem – powiedziała drżącym głosem i zakończyła rozmowę.

____________________
Tak, wiem długi ten rozdział i wgl... XD

środa, 4 lipca 2012

29. A jak to jest...?


    Justin rozejrzał się dookoła. Znajdował się w jakimś dziwnym, pustym… pomieszczeniu? Wszystko oświetlone było jasnoniebieskim światłem.
-Masz ciekawą minę – usłyszał rozbawiony głos dziewczyny.
Odkręcił się i zobaczył Zo.
-Cześć, kochanie – uśmiechnął się szeroko i ruszył w jej kierunku, z zamiarem przytulenia jej.
-Stop! – krzyknęła dziewczyna, a on momentalnie zamarł w miejscu – Ty naprawdę jesteś tępy. Nie pamiętasz już, że w tych snach nie możemy mieć żadnego kontaktu fizycznego?
-Czyli, że nie mogę cię dotykać, tak? – westchnął zakłopotany – Dawno takiego snu nie było, to miałem prawo zapomnieć.
-Ojej, poczułeś się urażony? – zakpiła.
-A ty byś się nie poczuła, gdybym nazwał cię tępą?
-Och, przepraszam, że zraniłam delikatne uczucia pana gwiazdy – mówiła ironicznie.
-Oj, daj spokój, Zo. Nie chcę się kłócić – powiedział, podchodząc do niej trochę bliżej – Te sny są chore. Jak może nam się śnić to samo? Mam nadzieję, że nie będzie tego dziwnego snu o rodzeńswie, bo będę się dziwnie czuł, mając cię za siostrę…
-Bo ze mną spałeś?
-Powiedzmy – odpowiedział.
-Ja też nie lubię tych snów… Jak się obudzę to zawsze tak dziwnie się czuję…
-Ale wiesz co? Cieszę się, że mogę cię zobaczyć chociaż we śnie – powiedział Justin uśmiechając się niepewnie.
W tym momencie wszystko zaczęło falować i zapadła ciemność.
Bieber próbował się poruszyć, ale miał wrażenie, że utknął gdzieś pomiędzy jawą, a snem.
Po chwili znowu zalała go fala kolorów. Zobaczył szkołę, tę którą widział w snach już wcześniej, po chwili poczuł, że coś przenosi go dalej. Był jak duch unoszący się bezwładnie w powietrzu, mijał centrum handlowe, jakimś dziwnym sposobem znajome domy, aż wreszcie minął kościół. Jakaś siła spowodowała, że zatrzymał się na cmentarzu. Zobaczył gdzieś siedemnastoletnią, płaczącą Zoey-Susan, mnóstwo ludzi ubranych na czarno i księdza odmawiającego modlitwę. Kiedy spróbował przeczytać co napisane jest na nagrobku, poczuł, że spada. Zbliżał się do ziemi w zabójczym tempie. W momencie, kiedy miał się z nią zderzyć, znowu zobaczył ciemność. Miał wrażenie, że jego serce przestało bić, ale po chwili zaczęło uderzać ze zdwojoną prędkością.
Ocknął się łapiąc łapczywie powietrza, a jego serce waliło coraz szybciej.
-Ocknął się! – krzyknął jakiś głos, którego Justin nie był jeszcze wstanie dopasować do jakiejkolwiek osoby.
Usiadł i rozglądał się tępo po pomieszczeniu. Kiedy jego wzrok zaczął łapać ostrość, zdał sobie sprawę, że znajduje się na szpitalnym łóżku. Załamany, wrócił do pozycji leżącej.
Ciągle próbował wyrównać oddech. Po kilku minutach zwrócił uwagę na trzy osoby stojące obok jego łóżka. Była to Pattie, lekarz i Scooter.
-Cześć? – powiedział Justin, kiedy zauważył, że stoją nad nim i nie odrywają od niego wzroku. Przestraszył go brzmienie jego głosu. Odchrząknął – A więc… Żyję, tak? – zapytał z głupkowatym uśmiechem.
Pattie westchnęła i przytuliła go delikatnie.
-Synku, co ci jest? – zapytała zaniepokojonym głosem.
Justin uznał to za pytanie retoryczne, dlatego nie odpowiedział. Skąd niby on miał wiedzieć, jeśli żaden lekarz nie potrafił wyjaśnić tego, dlaczego tak często traci przytomność…
-Bieber, jeśli jeszcze raz nam uciekniesz to zaczniemy cię przywiązywać, jasne? A więc nie próbuj niczego. Zrozum, że musimy ustalić w jakim jesteś stanie. Jeśli straciłbyś przytomność np. prowadząć samochód spowodowałbyś najprawdopodobniej śmierć swoją, jak i kilku innych ludzi – powiedział lekarz.
Justin pokiwał głową. Nie bardzo podobało mu się, że musi siedzieć w szpitalu, ale doszedł do wniosku, że nie ma innego wyjścia.
-Nie moja wina, że macie taką słabą ochronę – powiedział. Pattie posłała mu karcące spojrzenie – Po prostu nie rozumiem dlaczego robicie z tego takie wielkie halo – powiedział Biebs niezadowolonym głosem, podnosząc ręce w obronnym geście.
-Słuchaj, Justin – zaczął lekarz - Gdybyś zemdlał raz, w porządku; dwa, można przymknąć na to oko; trzy, no cóż, pech, ale w twoim wypadku nie kończy się na trzech i nie wygląda na to, że się skończy. Jesteś bardzo chudy i blady. Na razie nie potrafię określić czy to przemęczenie, czy oznaki choroby, a więc bardzo cię proszę, współpracuj, jeśli chcesz się stąd wydostać. Zdrowy.
Bieber westchnął i nie skomentował tej wypowiedzi.
-Mam zadzwonić do Zoey i powiedzieć jej, że jesteś w szpitalu? – zapytała Pattie.
-Nie! – powiedział szybko Jus – Nie chcę, żeby się o mnie martwiła…
-Ale…
-Nie. Po prostu nie. Jak będę chciał, żeby wiedziała, to sam jej o tym powiem. Nie chcę, żeby się martwiła – powiedział z naciskiem.
-Jak wolisz – rodzicielka wzruszyła ramionami.
Bieber przyjrzał się mamie. Miała podkrążone oczy, była chyba niemal tak blada jak on. Wiedział, że zamartwia się o niego, ale czuł też, że stracił ją, kiedy tylko do jego głowy przyszła głupia myśl, że poradzi sobie bez niej, że nie chce czuć się przez nią ograniczany. Stała się dla niego zbyt mało ważna. Prawie wszystkie ich rozmowy kończyły się kłótniami. Zdawał sobie sprawę z tego, że sława go zniszczyła, ale najgorsze było to, że nie miał najmniejszego pojęcia, jakby mógł to naprawić.
Kiedy skończył swoje rozmyślenia, zdziwiony zauważył, że został sam w sali. Może zasnął? Nie miał pojęcia… Sięgnął po telefon, który leżał na szafce obok niego. Trzy nieodczytane smsy. Otworzył pierwszy.
„Cześć, debilu. Zapomniało się już, że się ma przyjaciela, co? Dzięki, że pomogłeś mi z Megan :D Odezwałbyś się czasem, a nie -.-‘ CHRIS”
Bieber się uśmiechnął.
„Cześć Krysiu. Sorry, że nie pisałem, ale po prostu nie miałem czasu nawet oddychać… Dosłownie. Obiecuję, że niedługo się odezwę. A jak tam z Meg? ;> Zdobyłeś ją wreszcie? :D Czyżby Chris zorientował się wreszcie o co chodzi z dziewczynami? xP”
Włączył kolejną wiadomość. Od Seleny.
„Zostawiłeś u mnie bluzę.”
„I nie zamierzam po nią wracać” – odpisał.
Tylko, żeby ostatni był od Zo – pomyślał błagalnie i włączył ostatniego smsa.
„Jus, jak się czujesz? Wiem, że lubisz sb czasem zemdleć po takim wspólnym śnie…”
Justin chwilę bez słowa wpatrywał się w wiadomość. Po kilku minutach wykręcił numer Zoey.
-Tak? – odebrała zaspanym głosem.
-Obudziłem cię, śliczna?
-Nie, nie mogę przez ciebie spać. Jak się czujesz?
Bieber przygryzł nerwowo wargę.
-Źle.
-Co ci jest? – zapytała zaniepokojona.
-Nic… Tylko tyle, że nie ma cię przy mnie.
-A ja tu już zawału o mało nie dostaję a ty..! – powiedziała zdenerwowana.
-Cieszę się, że się o mnie martwisz, kochanie – Justin uśmiechnął się do słuchawki.
-Oj, spadaj – Zo się rozłączyła.
Bieber uśmiechnął się smutno. Jest zła, ale przynajmniej nie będzie się niepotrzebnie zamartwiała.
-Siema, zjebie – do sali wparował Christian i rozwalił się na wolnym łóżku obok niego.
Justin posłał mu zszokowane spojrzenie.
-WTF? Co tu robisz? – zapytał Bieber kiedy otrząsnął się z wielkiego szoku.
-Serio się nie domyśliłeś? Myślisz, że wydawałbym na ciebie tyle kasy pisząc do ciebie zza granicy? Lubię cię odwiedzać w szpitalach – wyszczerzył się.
Jus się roześmiał.
-Ty nigdy nie raczysz uprzedzić przed tym jak przyjedziesz, co?
-Twoja mama wie – odpowiedział Chris i wgryzł się w jabłko, które leżało na szafce Biebera.
-A może ja chciałem je zjeść – odezwał się niezadowolony Justin.
-Chcesz? – Christian wyciągnął rękę z jabłkiem w stronę Biebsa.
-Teraz to już nie dzięki. Zjadłeś to najczerwieńsze miejsce – powiedział obrażony Jus. Chris się zaśmiał – To teraz jak już zeżarłeś mi jabłko, możesz mi powiedzieć jak tam z Meg.
Christian uśmiechnął się tajemniczo, ale nie odpowiedział.
-No ok… To powiedz jak daleko wasze sprawy się posunęły – Bieber przybrał również tajemniczy wyraz twarzy.
-A jak tam Zo? – Christian zmienił temat – Widziałem zdjęcia z Londynu.
-Nie ty jeden. Pierwszy zapytałem.
-Poczekaj, teraz jem – ugryzł jabłko po raz kolejny – Nie mówi się podczas jedzenia – dodał z pełnymi ustami.
-W takim razie to, co właśnie zrobiłeś to…? – zapytał rozbawiony Biebs.
Christian pokazał mu gestem, że nie może mówić.
Justin pokręcił załamany głową.
-A, więc co u mnie i Zo…? Umm… No… Ogólnie nie jest źle, ale trochę się posprzeczaliśmy. Strasznie za nią tęsknię, spałem z nią, jest na mnie zła, zazwyczaj nie odbiera telefonów…
Christian się zakrztusił.
-Powtórzysz to drugie?? – zapytał dalej kaszląc – Myślałem, że ten Londyn to było tylko tak, żeby było gadanie – mówił słabym głosem, nie przestając kaszleć.
-Nie Krysiu. Od tego, żeby było gadanie to jest Selena. Pewnie widziałeś zdjęcia z imprezy, co? Dobra, mniejsza. Teraz ty mów. Czekam.
Christian przeżuwał jeszcze pół godziny ostatni kęs jabłka.
-A więc… - zaczął i zrobił pięciominutową przerwę, którą Bieber skomentował tylko głębokim westchnięciem – Ona… - znowu przedłużenie napięcia.
-Jest w ciąży? – zapytał rozbawiony Justin.
-Tak – powiedział Beadles z poważną miną – Szykują się już nawet wnuki. Biebs parsknął śmiechem – Justin, zostaniesz prababcią!!
-Dobra, dobra, Chris. Powiedz wreszcie, zanim znowu stracę przytomność!!
-A już myślałem, że dziewictwo. Ufff.
Bieber posłał mu spojrzenie z serii ‘R U fuckin’ kiddin’ me?’.
-Ok, ok. Jestem z nią – wyszczerzył się Beadles.
-I jesteś pewien, że ona o tym wie…?
-Tak?
-Dobra, tylko się upewniam. I jak to jest Christino mieć dziewczynę?
-A jak to jest uprawiać sex? – zapytał w momencie, kiedy do sali weszła Pattie.
Bieber zamarł, nawet przestał na chwilę oddychać.
-Co? Że ja? Niby skąd miałbym wiedzieć? Nie no Chris, co ty odwalasz? W internecie sobie sprawdź – z jego ust posypał się potok słów, a na twarzy pojawił się rumieniec.
Chłopacy nie potrafili wyczytać niczego z wyrazu twarzy Pattie.
-Justin, Justin – westchnęła Pattie – Możesz mu opowiedzieć, ja wyjdę – powiedziała rozbawiona i po chwili zniknęła za drzwiami.
-A, co jak ona podsłuchuje za drzwiami – szepnął Christian do Biebera
-Debilu! – krzyknął szeptem Justin i uderzył Chrisa w ramie – ‘Jak to jest uprawiać sex?’?! CO TO MIAŁO W OGÓLE BYĆ?!
-No co? Chcę wiedzieć – Beadles niewinnie wzruszył ramionami.
Justin z trudem powstrzymywał się, żeby nie rzucić się na przyjaciela.

Zo leżała na łóżku i nie mogła zasnąć. Jej serce nie uspokoiło się jeszcze po śnie, a tym bardziej po usłyszeniu głosu Justina przez telefon. W pierwszym momencie uwierzyła mu, że dobrze się czuje, ale im dłużej o tym myślała, wydawało jej się to coraz mniej realne… Nie wiedziała jak, ale po prostu czuła, że czuje się źle…
A może po prostu świruję? – zapytała się w myślach. Przekręciła się na bok i spróbowała zasnąć. Kiedy już, już była na granicy jawy i snu, usłyszała z trudem tłumiony śmiech przyjaciółki dochodzący z pokoju obok. A o to i drugi powód z jakiego nie mogła spać. Nie potrafiła przestać myśleć o tym co Liam i Ewel mogą wyprawiać w pokoju obok. Może nic groźnego? Może mogłaby pójść i pośmiać się z nimi? W końcu odepchnęła od siebie tę myśl. Nie będzie im przeszkadzała. Mimowolnie uśmiechnęła się na myśl o Justinie. Na pewno nie chciałaby na miejscu Eweliny, żeby ktoś przerywał im cokolwiek z tego co teraz robią, nawet jeśli chociażby grali w karty, które jej przyjaciółka przyniosła z domu, w które Zo zawsze wygrywała, a Ewel za każdym razem ze śmiechem wszystkie rozrzucała i krzyczała na nią, że oszukuje. To była ich ulubiona gra. Gra przywieziona z Niemiec przez chrzestną Eweliny, teoretycznie należała do jej młodszego brata, ale w praktyce Zoey i Ewel ustanowiły ją swoją ulubioną grą i grały w nią prawie przy każdym spotkaniu.

 -Wygrałam!!! – powiedziała Ewelina uniesionym szeptem i zaczęła tańczyć po łóżku.
Liam patrzył na nią rozbawiony. Miała na sobie krótkie spodenki i powyciąganą bluzkę na ramiączkach, ale dla niego jak zawsze prezentowała się atrakcyjnie.
-Zejdź na dół, skarbie, bo obudzisz cały dom – pociągnął za jej bluzkę i w efekcie, zanim Ewel zdążyła, spowrotem usiąść, Liam zobaczył trochę za dużo spod jej bluzki.
Odwrócił głowę, bo spojrzenie mu się zamgliło. Myślał, że ciężko mu wytrzymać z rękami przy sobie wcześniej, teraz to już był kompletnie poziom hard. Po chwili przerwy spojrzał na Ewelinę. Jej twarz była lekko zarumieniona, a oczy błyszczące. Kiedy zauważyła, że patrzy uśmiechnęła się do niego.
-Co ci tak wesoło, mała? Pozwoliłem ci wygrać – powiedział, żeby chociaż spróbować odciągnąć swoją głowę od myślenia o jednym.
-Tak, oczywiście – pokazała mu język, jak pięciolatka – Przyjmij przegraną jak prawdziwy mężczyzna.
Uśmiechnął się zawadiacko, przysunął się do niej. Zanim dziewczyna się zorientowała, leżała pod nim, a on patrzył jej w oczy.
-A jak przyjmuje przegraną ‘prawdziwy mężczyzna’? – zapytał przygryzając jej wargę i całując namiętnie jej usta.
-Nie wiem, ale podoba mi się twój sposób – odpowiedziała rozmarzona, pomiędzy jego kolejnymi pocałunkami.
Nagle telefon Ewel zaczął wibrować.
Dziewczyna spojrzała na wyświetlacz.
-Mariusz? – powiedziała zdziwiona. Udawała obojętną, ale jej serce niebiezpiecznie przyspieszyło.
Liam wyczuł jej reakcję i nie do końca zadowolony podał jej telefon.
Usiedli, a Liam przytulił Ewel do siebie mocno. Dziewczyna oparła głowę o jego ramię i włączyła smsa.
‘Ciągle mi się śnisz, nie mogę przestać o Tb myśleć. Spotkamy się? Jutro, tam gdzie wtedy?’
W oczach Eweliny pojawiły się łzy, ale zamiast zacząć płakać, jak podejrzewał Liam, zaczęła się śmiać.
Wtuliła się w niego, a Liam czuł, że toczy ze sobą w środku walkę. Pomiędzy tym co czuje, a tym co wie. Zabolało go trochę to, że ten palant dalej wzbudza w niej takie uczucia, kiedy ma przecież go… Nic nie mówił, tylko głaskał czule jej plecy. Wiedział, że potrzebuje teraz ciszy, żeby wszystko sobie poukładać.
-Spotkasz się z nim? – zapytał szeptem, po kilku minutach.
Dziewczyna bezradnie wzruszyła ramionami, poczuł, że coś skapnęło na jego ramię.
-Ewel, tylko nie płacz – powiedział błagalnie i przytulił ją do siebie jeszcze mocniej. Oplotła go nogami i rękami i trzymała się jak ostatniej deski ratunku.

___________________________________
Napisany z pomocą Zuuuzi :*

czwartek, 21 czerwca 2012

28. Po prostu.

   O godzinie 12:00 w sobotę Liam, Zoey i Ewelina przylecieli do Polski.  Z lotniska odebrał ich tata Zo. Przez całą drogę nie przestawał wypytywać jej o wakacje. Zoey cieszyła się, że nie pyta o ‘skandal’ i miała szczerą nadzieję, że tak pozostanie. Obawiała się, że będzie zmuszona do tłumaczenia się, a dobrze wiedziała, że nie potrafi okłamać rodziców. Liam miał przez dwa tygodnie mieszkać u niej, a Ewel miała w planach odwiedzania ich codziennie. Zo nawet nie zdawała sobie wcześniej sprawy z tego, jak bardzo tęskniła za rodzicami, psem i kotem.  Pierwszego dnia Liam pojechał na noc do Eweliny, przy okazji poznać się z jej rodzicami, na co ci bardzo naciskali. Zoey spędziła cały dzień ze swoimi rodzicami opowiadając im o wszystkim z drobnym wyjątkiem.
-A jak tam wam się układa z Justinem? – zapytała mama Zo, kiedy były w trakcie długiej rozmowy o wszystkim – Bardzo ładnie razem wyglądacie, kochanie.
Zoey opuściła wzrok i skupiła się bardzo na tym, żeby się nie zarumienić.
-Dziękuję… Dobrze – odpowiedziała.
-Na pewno? – dopytywała się troskliwie.
Zoey uniosła głowę i uśmiechnęła się szczerze do mamy.
-Na pewno – odpowiedziała.
-Zo, czy to jest tak poważne jak mi się wydaje? – zapytała córki z lekkim uśmiechem.
-Tak, mamo… - odpowiedziała niepewnie.
-Lubię tego Justina. Dobrze mu z oczu patrzy. Dba o ciebie, Zoey? Widziałam kilka waszych zdjęć w Internecie, Seba przysłał mi link. Cieszę się, że jesteście razem, kochanie.
-Dba, dba – odpowiedziała uśmiechając się mimowolnie – Kocham cię, mamo.
Nagle telefon Zoey zaczął dzwonić i na wyświetlaczu pojawił się napis ‘Jus <3’
-Nie odbierasz? – zdziwiła się rodzicielka, kiedy Zo odrzuciła rozmowę.
-Nie, później oddzwonię. Teraz jest czas dla was – powiedziała pogodnie.
Telefon dzwonił jeszcze 10 razy, dopóki Zoey go nie wyciszyła.

-A co jak mnie nie polubią? – jękną Liam, kiedy od pół godziny stali przed drzwiami domu Ewel – Może ich nie ma, co? Wracamy do Zoey?
Ewelina zaczęła się śmiać.
-To może dasz mi wreszcie nacisnąć na klamkę i sprawdzić? Odsuń się od tych drzwi, Liam!
Chłopak musnął jej usta.
-Ale... – zaczął.
W tym momencie otwierane drzwi uderzyły go w plecy.
-Przepraszam… - odezwał się chłopiec, młodszy brat Eweliny – Ewel!! – krzyknął i rzucił się siostrze na ramiona – Właśnie miałem iść na rower. Myślałem, że już nigdy nie przyjedziesz!
-Cześć, Kubuś – powiedziała całując siedmiolatka w policzek i przytulając mocno – To jest Liam – przedstawiła bratu chłopaka.
-Ten z One Pedalejszyn? – zapytał uśmiechając się szeroko.
-Nie mów tak! – zganiła brata.
-Ale przecież ty to wymyśliłaś! – oburzył się chłopiec.
Spojrzenie Liama wyglądało jakby mogło zabijać.
-Idź już, Kuba! – powiedziała ostro dziewczyna robiąc się czerwona na całej twarzy, nie patrząc na Liama.
-Będziesz musiała mi to jakoś wynagrodzić, kochanie – szepnął Liam obejmując Ewel jedną ręką w pasie.
Dziewczynę przeszedł przyjemny dreszcz.
-Idziemy do środka – zarządziła, ciągnąc Liama za rękę do środka – Wróciłam!! – zawołała.

Scooter wpadł do pokoju hotelowego Biebera równo o 20:00.
-Idziemy, Justin – obwieścił Sccot.
Bieber siedział na łóżku zapatrzony w komórkę.
-Nie odbiera – powiedział.
-Może nie byłeś wystarczająco dobry?
-Scott! – krzyknął Bieber – Idziemy.
Menager się roześmiał.
Na imprezę dotarli o 20:30. Zszokowany Justin zauważył, że dom, w którym jest impreza należy do Seleny.
Scooter wszedł do środka, z którego dobiegała głośna muzyka. Dopiero po kilku minutach zorientował się, że Justin nie szedł za nim. Menager wyszedł z powrotem na dwór. Wziął ze sobą dwa piwa dla przyjaciela.
-Nie wchodzisz? – zapytał zdziwiony, kiedy zobaczył Jusa siedzącego na ogrodowej huśtawce i kombinującego coś na telefonie.
-Jak się robi zastrzeżony numer? – zapytał podnosząc wzrok na menagera – Nie wchodzę tam.
-Dlaczego?
-Bo to dom Seleny? Po cholerę zabierasz mnie na imprezę u mojej ‘byłej’. Chodzi ci tylko o skandal jak zwykle – powiedział ostro.
-Nie to nie. Twoja sprawa. Ja idę się bawić – odpowiedział, stawiając przy Justinie piwa i po chwili zniknął za drzwiami.
-Jak się robi zastrzeżony – syknął Bieber włączając ciągle inne funkcje na swoim iPhonie. Uśmiechnął się szeroko, kiedy wreszcie mu się udało. Wykręcił numer i czekał z mocno bijącym sercem, popijając to co przyniósł mu menager.
-Słucham, Justin?
Bieber parsknął śmiechem.
-Cześć, kochanie. Wiesz ile ja się męczyłem nad tym zastrzeżonym numerem? Czemu nie odbierasz telefonów ode mnie?
-Bo wiem, że ty dzwonisz, a jestem na ciebie zła?
-Chcesz piwo? – Justin usłyszał męski głos w tle jej słuchawki.
-Kto to? – zapytał podejrzliwie.
-Co? Kto? Muszę kończyć, Jus.
-Kto to? – powtórzył bardziej stanowczo.
-Brat znajomej.
-Jakiej?
-Serio muszę kończyć. Pa, trzymaj się.
-Kocham cię, Deszczowa Księżniczko.
Chwila ciszy po drugiej stronie słuchawki.
-Ja ciebie też – odpowiedziała bez wyrazu.
-Mała?
-Tak?
-Serio nadal myślisz, że chciałem cię tylko przelecieć?
-Pa.
Zoey się rozłączyła, a Justin głośno zaklął.
-Oo, widzę, że znalazłeś kolejną łatwą – Bieber usłyszał za sobą głos Seleny.
-Zaufaj, że nie łatwą – odpowiedział nie patrząc na nią – Ładnie to tak podsłuchiwać czyjeś rozmowy?
-Ładnie to tak nie wchodzić do środka, jak przyjechało się na imprezę?
-Nie chciałem tu przyjeżdżać. Nie wiedziałem, że to tu. W ogóle nie dałbym się namówić gdybym wiedział, że będziesz. Scooter wysłał cię do mnie?
Mina Seleny diametralnie się zmieniła.
-Wiedziałem – powiedział Justin , kiedy nie usłyszał odpowiedzi.
Znowu wykręcił numer Zoey, ale dziewczyna wyłączyła telefon.
-A tak w ogóle to kto to ta ‘Deszczowa Księżniczka’? – zapytała Selena z sarkazmem – Ta twoja nowa lala co latała w twojej koszuli i nieogarnięta po Londynie?
-Nie twoja sprawa, Sel – odpowiedział Justin, a ta zarumieniła się jak zawsze kiedy zdrabniał jej imię. Nic nie potrafiła z robić z tym jak zawsze na nią działał.
Bieber to zauważył.
-My to już przeszłość, Gomez – powiedział – Byliśmy razem, bo tak ‘wypadało’ i dowiedzieliśmy, że coś tam między nami było, ale się skończyło za nim na serio się zaczęło.
-Skończyło się zanim się zaczęło?! – wrzasnęła Selena. Bieber dopiero teraz zauważył, że musiała wypić co najmniej ze dwa mocne drinki – Serio tak twierdzisz?!
Na jego samego też alkohol zaczął już działać i zaczął się zastanawiać co Scott dosypał do tego piwa, że po jednym czuję się jakby wybulił co najmniej cztery.
-Czy ty w ogóle mnie słuchasz?! – krzyknęła Selena, a Justin zamknął jej usta pocałunkiem.
Scott chce skandalu, to będzie go miał – pomyślał, ale nie był w pełni świadomy tego co robi. Nie potrafił logicznie myśleć. Psychikę zasnuła mu mgła.
Dziewczyna była tak zaskoczona, że na chwilę zabrakło jej powietrza. Bieber popchnął ją na ścianę budynku i całował coraz bardziej namiętnie. Ostatnia  po części trzeźwa  myśl Justina brzmiała ‘Scooter to wszystko zaplanował’. Bieber nie zdawał sobie sprawy z tego, że właśnie zaczął dobierać się do swojej byłej.

Zoey siedziała przy ognisku urządzonym przez braci jej koleżanki. Przyszli po nią przed 20:00. Teraz, było już po 21:00, a ona bawiła się świetnie,  a nawet jeszcze nie piła. Zo w ogóle nie lubiła pić. Robiła to bardzo rzadko i z umiarem.
-Hej ludzie. Sorry, za spóźnienie – powiedział Bartek nagle pojawiając się blisko Zo.
Bartek, był chłopakiem, który kiedyś podobał się Zoey z wzajemnością, chociaż żadne z nich nigdy się o tym nie dowiedziało.
-Oo, pani Bieber – zaśmiał się chłopak udając, że dopiero teraz zauważył dziewczynę. Naprawdę przyszedł tylko dlatego, że Kacper napisał mu, że ona tu jest – Hej. Jak tam?
-Cześć – uśmiechnęła się do niego – Dobrze.
Chłopak usiadł obok niej i zaczęli wesołą rozmowę o wszystkim i o niczym. Zo dała się wreszcie namówić na coś do picia i rozmawiało im się jeszcze lepiej. Nie do końca była świadoma tego, że siedzą przytuleni. Kiedy się zorientowała i lekko zmieszana odsunęła od chłopaka, ten uśmiechnął się i musnął jej usta.

Liam, Ewel, Kuba i rodzice siedzieli przy kolacji. Chłopak denerwował się już coraz mniej. Zdążył dojść do wniosku, że rodzice jego dziewczyny z Polski są bardzo w porządku, chociaż nie mógł być pewny tego na 100%, bo nie mówili oni po angielsku, a wszystko tłumaczyła Ewelina. Wierzył jej i miał nadzieję, że słusznie. Miał też nadzieję, że dziewczyna tłumaczy rodzicom to co on mówi, a nie coś całkiem innego. To,  że denerwował się mniej, nie oznaczało, że wcale, dlatego, kiedy mogli już odejść od stołu i pójść do pokoju Ewel, odetchnął z ulgą.
-Jak mogłaś nazwać nas One Pedalejszyn? – zapytał Liam mrużąc groźnie oczy, kiedy tylko zamknęli za sobą drzwi.
Dziewczyna się roześmiała.
-To wcale nie tak,  że coś do was miałam... Tak jakoś wyszło... – tłumaczyła się z niepewnym uśmiechem, jednocześnie przesuwając się coraz bardziej do tyłu, bo Liam podchodził do niej coraz bliżej. W pewnym momencie dalszą drogę ucieczki zagrodziła jej ściana.
Chłopak podszedł do niej tak blisko, że ich twarze niemal się stykały.
Położył dłonie na jej biodrach. Przesunął je nieznacznie w dół, a później znowu w górę. Dziewczyna zadrżała i była pewna, że on też to poczuł, bo uśmiechnął się łobuzersko. Musnął jej usta.
-Czuję coś do ciebie, wiesz Ewel? – zapytał kładąc jej rękę na policzku.
Dziewczyna wpatrywała się w jego oczy.
Liam uśmiechnął się i pocałował ją namiętnie.
-Rodzice wchodzą ci do pokoju bez pukania? – zapytał rozważając jak daleko może się posunąć.
-Zazwyczaj nie, ale obstawiam, że jak jestem z tobą, to będą wpadać co pięć minut – zaśmiała się.
-Czyli zostały nam jeszcze dwie – powiedział oblizując wargi i na nowo przywierając do ust Eweliny.

Justin obudził się w pokoju, którego na pierwszy rzut oka nie poznał. Po kilka minutach przypomniał sobie, że to przecież jego apartament, w którym miał mieszkać przez trzy dni pobytu w Grecji. Miał potwornego kaca. Złapał się za głowę i jęknął załamany. Nie pamiętał prawie niczego z imprezy, za to dobrze pamiętał tyle, że film urwał mu się po jednym piwie.
-Pieprzony Scott – zaklął i zwlókł się z łóżka, żeby poszukać wody.
Po chwili dotarło do niego, że impreza była u jego byłej i że całował się z Seleną. Poczuł jakby dostał cios w brzuch. Zgiął się w pół i pobiegł do łazienki, żeby zwymiotować.
-No proszę. Zoey mnie zabije – powiedział zbierając się z ziemi, opłukując twarz i przemywając zęby. Doszedł do wniosku, że prysznic jest dobrym pomysłem. Zdjął z siebie ciuchy i odkręcił wodę. Pozwolił by zimna woda spływała po nim strugami. Chciał się chociaż trochę orzeźwić.
-Jeśli paparazzi zrobili zdjęcia, to jak ja do cholery się wytłumaczę Zo? – mówił do siebie załamanym głosem. Strasznie za nią tęsknił chociaż nie widział jej zaledwie dzień. Ta tęsknota była okropna, chyba jeszcze gorsza od wielkiego kaca. Nigdy nie tęsknił za nią aż tak. Zastanawiał się, czy przypadkiem  nie przyczyniło się do tego to na co odważyli się ostatniej wspólnej nocy. Wyszedł spod prysznica i potarł obolałe skronie. Zarzucił na siebie ubrania.
-Jakim cudem debilu upiłeś się jednym piwem? A na dodatek zacząłeś mówić do siebie. Zajebiście – mówił Justin plącząc się po kuchni i szukając wody, której nigdzie nie było. W końcu nabrał trochę wody z kranu, ale ostatecznie zrezygnował z wypicia jej. W domu by tak zrobił, ale nie miał pojęcia, czy tutaj się czymś nie zarazi. Zadzwonił po obsługę i zamówił cztery butelki wody. Czuł, że dziś będzie mu bardzo potrzebna.  Usiadł na kanapie i wszedł do internetu z telefonu, żeby rozeznać się jak bardzo wczoraj narozrabiał. Kiedy tylko zobaczył zdjęcia uznał, że już gorzej mogłoby być tylko gdyby zrobili mu i Selenie nagie zdjęcia. Skrzywił się mając nadzieję, że nie zaciągnął jej do łóżka. Zmówił szybkie ‘Ojcze nasz’ błagając Boga w desperacji, żeby Zo mu wybaczyła. Jego załamanie przerodziło się we wściekłość kiedy zobaczył zdjęcia swojej dziewczyny całującej się z innym na ognisku. Zaczął wymieniać wszystkie przekleństwa jakie tylko znał.
-Zostaw ją na jeden dzień samą – powiedział sarkastycznie i zaraz zaśmiał się – Zabiję tego gościa, ale przynajmniej będę miał coś czymś będę mógł się bronić Zo, jeśli naskoczy na mnie za Selenę. Znowu ze sobą gadasz debilu – westchnął.
Wykręcił numer Zoey, nie do końca zastanawiając się nad tym, o czym będę mówić.
O dziwo dziewczyna odebrała.
-Hej – powiedziała takim tonem, z którego Justin nie mógł niczego wywnioskować.
-Cześć, mała... Przepraszam... No wiesz za co. Byłem pijany... Scott mi coś dosypał do piwa. Nie złość się, co? Wiesz, że kocham tylko ciebie, prawda?
Chwilę nie słyszał odpowiedzi ze strony dziewczyny.
-To cholernie boli, wiesz? – odpowiedziała tylko.
-A to co ty zrobiłaś? – postanowił, że też uderzy.
-To on mnie pocałował, a poza tym też trochę wypiłam...
-No proszę. Deszczowa Księżniczka pije – odezwał się sarkastycznie – Dobra, mniejsza. Zapominamy o wczoraj? Jeszcze raz przepraszam śliczna. A. I powiedz temu typowi, że go zabiję przy najbliższej okazji.
Zo westchnęła.
-Weź przestań. Ja też przepraszam – znowu westchnęła – Jus, ta rozmowa musi być mega droga. Cześć.
-O nie, nie. Chyba o czymś zapomniałaś, mała – powiedział.
-Niby o czym?
-No, to ja ciebie pytam.
Zo chwilę się nie odzywała.
-Kocham cię – usłyszał w końcu.
-Ja ciebie też – odpowiedział – Dalej się złościsz o to, że wyjechałem?
-Po prostu jest mi przykro. Pa, Jus – rozłączyła się.
Bieber zaklął i był wściekły na cały świat, że nie może się z nią spotkać.

____________________________
Taka tam moda na sukces napisana z Zuzią xD

piątek, 8 czerwca 2012

27. Drobne zmiany.


Justin i Zo leżeli przytuleni na łóżku w pokoju hotelowym. Było już grubo po północy, ale żadne z nich nie spało. Bieber wyczuwał to w przyspieszonym oddechu Zoey, kiedy co jakiś czas gładził jej plecy pod bluzką.
-Nie śpisz, śliczna? – zapytał szeptem, przysuwając usta do jej ucha.
Zo zadrżała czując na sobie jego oddech i tę bliskość, która jeszcze bardziej się między nimi powiększyła.
-Nie – odpowiedziała równie cicho, chociaż gdyby tylko chcieli mogliby mówić na głos.
-Dlaczego? – zapytał Justin przytulając dziewczynę do siebie mocniej.
-Bo myślę…
-O…? – musnął jej szyję.
Dziewczyna nie odpowiedziała, tylko spojrzała mu w oczy. Trwali tak chwilę, jedynym ruchem była ręka Biebera, która z pleców Zoey, pod lekką koszulą nocną zsunęła się do jej pośladków.
-O tym? – zapytał nie odrywając wzroku od jej oczu.
Zo zadrżała.
Justin uśmiechnął się lekko. Musnął jej usta.
-O tym? – powtórzył dalej nie tracąc z nią kontaktu wzrokowego.
-A co byś zrobił, gdybym powiedziała, że tak? – zapytała Zoey nadal szepcząc.
Po chwili Bieber znalazł się nad nią.
-Kochałbym się z tobą – powiedział nachylając się nad nią i całując ją czule – Będę delikatny, śliczna. Obiecuję – wyszeptał powoli zdejmując z niej koszulę nocną.

Zo obudziła się przytulona do Justin, ich nogi były ze sobą splecione. Spojrzała na niego. Miał nagi tors, potargane włosy i chociaż był pogrążony we śnie na jego ustach błąkał się uroczy uśmiech. Nie potrafiła oprzeć się pokusie i przytuliła się do niego mocniej.
-Hej, Deszczowa Księżniczko – usłyszała szept Biebera. Z jednej strony nie chciała go budzić, ale z drugiej ucieszyła się, że już nie śpi. Musnął jej szyję i uśmiechnął się do niej tak niezwykle jak jeszcze nigdy.
-Cześć – odpowiedziała odwzajemniając uśmiech i zastanawiając się jednocześnie czy u niej też wygląda teraz inaczej.
Justin pogładził policzek Zo i musnął jej usta.
-O czym myślisz? – zapytał, kiedy zauważył, że twarz dziewczyny jest mocno zamyślona.
-Co byś zrobił gdyby się okazało, że wszystko co tu robiliśmy zapisało się na jakiejś ukrytej kamerze?
Justin się roześmiał, a Zoey poczuła motyle w brzuchu na dźwięk jego śmiechu.
-Oglądałbym to non-stop – znowu ją pocałował – Nie masz co się martwić maleńka. Nikt nie wiedział, że tu przyjedziemy.
-Ale recepcjonista dał ci ten pokój co zawsze…
Justin uśmiechnął się jednym kącikiem ust i po chwili znalazł się nad Zoey.
-Słuchaj, śliczna. Co się stało, to się nie odstanie, a więc nie ma co myśleć ‘co by było gdyby…’, bo i tak nic nie zmienimy, a więc nie warto się martwić na zapas. Zapewniam cię, że nie masz najmniejszych powodów do obaw – znowu ją pocałował. Zo stwierdziła, że jego pocałunki również są teraz jeszcze bardziej niesamowite.
Przez kilka chwil oddali się pieszczotom.
-Zo…? – zaczął Bieber.
-Tak?
Nagle odezwał się telefon Justina.
-Halo? – odebrał Bieber jeszcze zaspanym głosem.
-Justin, jest  12:00. Obudziłem cię? – zapytał zdziwiony Scooter.
-Nieee – odpowiedział chłopak.
-Jaaaaaasne. I powiedz jeszcze, że nie ma przy tobie Zoey – zaśmiał się menager.
-Umm… No jest… Ymm… Po co dzwonisz?
-O 14:00 masz lot do Grecji? Już nie pamiętasz?
Justin chwilę nie odpowiadał.
-Jesteś tam, Justin? Halo?
-Jestem. Przyjedziesz po mnie na lotnisko? – zapytał Justin spoglądając niepewnie kontem oka na Zo.
-Jasne. Do zobaczenia.
-Hej – Justin się rozłączył.
Zoey zerwała się z łóżka i spojrzała na niego oskarżycielsko.
-Nie powiedziałeś, że dziś wyjeżdżasz – powiedziała zła, ale w jej oczach widać było powstrzymywane łzy.
-Zo… - Bieber również wstał z łóżka, ale kiedy chciał ją przytulić, odepchnęła go.
-Dlaczego nie powiedziałeś?? – zapytała ostro.
Justin przygryzł nerwowo wargi.
-Przespałeś się ze mną i już nic cię tu nie trzyma, tak??
Bieber spojrzał na nią z wyrzutem.
-Jasne. Oczywiście. Tak, przecież to był mój jedyny cel – mówił Bieber z sarkazmem. Złapał dziewczynę za nadgarstek, kiedy zamierzała wyjść z pokoju – Zoey, nie miałem pojęcia, że stanie się to co się stało, a bilet kupiłem zaraz po tym jak tu przyleciałem. Mała, przepraszam…
-Nie mów tak do mnie – Zo wyrwała mu się i pobiegła do drzwi, ale Bieber był szybszy i zagrodził jej wyjście.
-Śliczna, nie złość się na mnie. Wrócę, jak tylko będę mógł, ale… No i tak urwałem się z tej gównianej trasy. Zrobiłem to wyłącznie dla ciebie i pokłóciłem się z Usherem. Zoey, przepraszam, że nie mówiłem kiedy wyjeżdżam, ale nie było to dla ciebie oczywiste, że to kiedyś nastąpi?
-Wypuść mnie – powiedziała ostro.
-Zo…
-Wypuść mnie!! – krzyknęła – Jus, ty nigdy nie masz czasu! Tylko jak TY tego chcesz, a kiedy ja cię potrzebuję, to wyjeżdżasz – mówiła prawie płacząc.
-Mała… - Justin nie zważając na jej protesty przytulił ją mocno.
-Puść mnie – wysyczała.
-Nie – powiedział Bieber i musnął jej policzek.
Zoey przez jakiś czas się wyrywała, ale po jakimś czasie poddała się.
-Słuchaj… - zaczął znowu Justin – Jak chcesz, to możesz jechać ze mną.
-Nie chcę od ciebie łaski – powiedziała sucho.
-Zo, ale…
-Nie chcę łaski – powtórzyła – A w ogóle to twoje fanki mnie nienawidzą. Bez przerwy mnie obrażają, piszą jaką to jestem suką i dziwką. No oczywiście, że tak. A no i jeszcze jestem z tobą przecież tylko z powodu kasy i sławy jaką masz – mówiła łamiącym się głosem - Nie przeżyłabym tam dnia.
Justin chwilę nic nie mówił.
-Ale one cię nie znają Zoey… Nie przejmuj się nimi.
-Ale ja nie dają rady, Jus. Zrozum. Nawet nie wiesz jak to boli… Tak, powtarzam sobie, że mnie nie znają, że nie mają prawa oceniać, ale to i tak boli tak samo…
Bieber nie wiedział co na to odpowiedzieć.
-Czy możesz mnie już puścić? – zapytała załamana.
Justin musnął jej szyję, a Zo odepchnęła go z całej siły.
-Zostaw mnie – powiedziała na granicy wybuchnięcia płaczem.
-Zo, przepraszam… - mówił zdesperowany Justin.
-Zawsze coś zepsujesz, zrobisz coś źle, potem przepraszasz i wszyscy naokoło mają ci wybaczać, bo przecież jesteś taki idealny. To już robi się nudne…
-Deszczowa Księżniczko, jesteś jedyną osobą, która sprawia, że chce mi się żyć, okey?? Możesz się na mnie wkurzać, obrażać, wrzeszczeć, denerwować, ale to nic nie zmieni. Serio, przepraszam. I wcale nie myślę, że jestem idealny. Jestem beznadziejny pod prawie każdym względem, zrażam do siebie wszystkich ludzi. Gwiazdorzę? Możliwe. Ale nie robię tego celowo. Zo, nie złość się na mnie…
-Wypuść mnie – powiedziała Zoey ze słodką ironią.
Justin wyglądał jakby dostał cios w plecy.
-Proszę bardzo – powiedział odsuwając się od drzwi i kłaniając się jej majestatycznie – Zamierzasz oddać mi moją koszulę?
Zoey nie odwracając się trzasnęła drzwiami wejściowymi.
-Widocznie nie – mruknął pod nosem Justin i załamany usiadł na łóżku. Po chwili zaczął pakować rzeczy. Dlaczego zawsze muszę wszystko spieprzyć? – pomyślał zły na siebie – ‘Idealny’ pan Bieber jak zwykle zrani ludzi, na których najbardziej mu zależy. Czemu nie? – robił sobie wyrzuty w myślach.

Zo szła ulicami Londynu boso, w rurkach, krzywo zapiętej koszuli Biebera i nieogarniętych włosach, w ręku trzymając telefon i pisząc do mamy, że dziś wraca do domu, prosząc, żeby nie pytała dlaczego. Obiecała, że jak przyleci to wszystko wyjaśni. Jeszcze nie wiedziała co powie Ewel, ale była pewna, że przyjaciółka nie będzie zadowolona z ich nagłego powrotu do Polski. Chyba, że Liam poleci z nimi… W co w sumie wątpiła. Idąc szybkim krokiem i zbliżając się coraz bardziej do domu Sebastiana bez przerwy czuła na sobie spojrzenia gapiów, szepty i błyski fleszy. Zastanawiała się czy to paparazzi, czy po prostu ludzie, którzy pierwszy raz widzą bosego człowieka. Uśmiechnęła się pod nosem, ale po chwili uśmiech zniknął. Była wściekła na Justina. Nie zamierzała słuchać żadnych jego wyjaśnień. Dzień, który miał być najlepszy, przerodził się  w najgorszy.

Justin wsiadł do samolotu i zajął swoje miejsce w pierwszej klasie przy oknie. Chwilowo nikt nie siedział obok niego, ale było jeszcze sporo czasu do startu samolotu. Bieber zapatrzył się w okno myśląc o Zo i nawet nie zauważył kiedy na miejscu obok niego usiadła brązowowłosa lalunia o azjatyckiej urodzie.
Bieber niechętnie poświęcił jej krótkie spojrzenie.
Do startu samolotu nie odzywali się do siebie ani razu i Justin załamał się, kiedy jednak okazało się, że będzie musiał z nią rozmawiać.
-Widziałeś co wyprawiała dziś twoja dziewczyna? – zapytała Azjatka kpiąco.
Justin dopiero teraz poświęcił nieznajomej jakąkolwiek uwagę.
-Hmm? – zapytał wyrwany z rozmyślań.
-Pytałam czy wiesz co wyprawiała dziś twoja dziewczyna – powtórzyła – Mam na imię Cao.
-Świetnie – powiedział Bieber spoglądając na swój telefon – Co takiego zrobiła moja dziewczyna?
-Wygłupiła się przed całym Londynem – zaśmiała się Cao.
-To znaczy? – dopytywał się zniecierpliwiony Justin i w tym momencie na swoim iPhonie znalazł stronę internetową całą poświęconą Zoey i jej dzisiejszym dokonaniom.
Spojrzał rozbawiony na zdjęcia zrobione przez paparazzi.
Azjatka uśmiechnęła się krzywo.
-Haha, wyobraź sobie, że się na mnie zdenerwowała i wyszła z pokoju właśnie tak. Nie chciałem jej wypuścić, ale… No cóż.
-Wszyscy mówią, że z nią spałeś – powiedziała Cao z zazdrością.
Bieber wciągnął głośno powietrze, a potem parsknął śmiechem.
Dziewczyna dziwnie na niego spojrzała.
-Wiesz… Ludzie mówią dużo rzeczy – powiedział, ale myślami był przy Zo i nocy.
-Taaa.  A jak wyjaśnisz to jak wyglądała? – zapytała powątpiewająco.
-Niczego nie będę wyjaśniał – uśmiechnął się uroczo i znowu zaczął patrzeć w okno z nadzieją, że jego nowa koleżanka się zamknie – Przecież miała spodnie – dodał rozbawiony.
Dziewczyna zostawiła to bez komentarza.
-Ile ona w ogóle ma lat? Nie jest za młoda na takie rzeczy? Ja byłabym lepsza.
Bieber przygryzł wargę , żeby nie wybuchnąć śmiechem.
-Słuchaj. Mój seks, moja sprawa – powiedział Justin, aż kobieta siedząca przed nimi się obejrzała – Spokojnie, proszę pani. Mamy po 18 lat – uśmiechnął się grzecznie.
Kobieta tego nie skomentowała.
Chwilę siedzieli w ciszy.
-O co się z nią pokłóciłeś? – zapytała Cao.
Bieber westchnął.
-Nie interesuj się – odpowiedział nie patrząc na dziewczynę.
-Jest szansa, że z nią zerwiesz? Nie jest ciebie warta – powiedziała Azjatka.
-Nie ma szans. A ty nie masz szans u mnie – odezwał się spoglądając na Cao.
-Dupek – warknęła.
-Ja jestem dupkiem? Przywalasz się do mnie chociaż dobrze wiesz, że mam dziewczynę – powiedział spokojnie Justin i znowu zaczął patrzeć przez okno.

-Cooo? Wracamy? Juuż? – zapytała załamana Ewelina, kiedy usłyszała od Zoey, że dziś lecą do Polski – Dlaczego?
-Potem ci powiem – odpowiedziała Zo.
-Dobra, już was zostawiam – powiedział Liam z westchnięciem wychodząc z pokoju.
-Nawet inteligentny z niego chłopak. Rozumie aluzje – zaśmiała się Zo, ale po chwili spoważniała – Przespałam się z Justinem, wiesz? – wyznała Zoey, przygryzając wargę.
Ewel nie wyglądała na ani trochę zdziwioną. Uśmiechnęła się szeroko.
-A opoooowiesz mi jak byłooo? – zapytała szczerząc się od ucha do ucha – Na peewno genialnie – powiedziała rozmarzona – Justin…
Zo spojrzała na nią dziwnie.
-No co? – roześmiała się Ewelina – Jestem w końcu jego fanką, nie?
-No niech ci będzie. Wybaczę ci – powiedziała łaskawie - Ale sprawy się trochę pokomplikowały…
-Znowu?? – jęknęła.
-Taa. Justin poleciał sobie dziś dalej w trasę nie mówiąc mi nic wcześniej, że musi dzisiaj wracać… Pokłóciliśmy się…
-A później będzie seks na zgodę?
Rozbawiona Zo uderzyła Ewel w rękę.
-Nie mów, że byś nie chciała – roześmiała się – Dobra, dobra. Już przestaję – uniosła ręce w obronnym geście widząc spojrzenie Zoey – I dlatego wracamy? Bo pokłóciłaś się z Jusem? Czy bo z nim spałaś?
-Ciszej – syknęła Zo – Sebastian jest w salonie.
-Ale on nie ma przecież nic przeciwko – Ewelina mrugnęła do przyjaciółki.
Zo westchnęła głęboko.
-Tak, czy inaczej wracamy – powiedziała.
-Nieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee.
-Z Liamem.
-To o której?

-Chcesz ciastko? – Cao po raz setny próbowała zacząć rozmowę z Bieberem.
-Nie dzięki. Skąd mam wiedzieć czy nie chcesz mnie otruć, czy coś?
-Bo cię kocham?
Justin westchnął znudzony.
-Przepraszam, co któremu facetowi to mówisz? – zapytał.
-Tylko tobie, kotku.
-Nie rozpędzaj się, co?
-Za pięć minut lądujemy - z głośników rozległ się głos.
-Jest! Zbawienie! – wykrzyknął Justin, a Cao spojrzała na niego obrażona.
Przez ostatnie pięć minut nie odezwała się ani słowem.
Bieber wydostał się z samolotu najszybciej jak pozwolił mu na to tłum. Załamany i przerażony zorientował się, że Cao bez przerwy jest tuż za nim.
-Czego ty ode mnie, do cholery chcesz?! – zapytał zirytowany Justin.
-Ciebie.
Biebs westchnął zażenowany.
-Mam dziewczynę, rozumiesz?? Zostaw mnie. Mogę dać ci autograf i się wreszcie odwal – powiedział ostro Justin.
Dziewczyna pokazała mu środkowy palec i oddaliła się z gracją.
Justin parsknął sarkastycznym śmiechem.
-Ach, jakie ja mam cudowne fanki – mruknął pod nosem i zaczął wypatrywać czekającego na niego Scootera.
Nigdzie nie mógł go dostrzec, zauważył go dopiero, kiedy ten podszedł do niego od tyłu i przestraszył.
-Boże, Scooter! – krzyknął przestraszony Justin łapiąc się za serce.
-Nie widzieliśmy się dwa tygodnie i już stałem się dla ciebie Bogiem? – zaśmiał się menager.
-Chciałbyś, staruszku – roześmiał się Justin.
-Uważaj sobie, dzieciaku – zażartował Sccot – Idziemy dziś na imprezę. Musisz się trochę wyluzować – powiedział wsiadając do samochodu.
-Jeśli nie zamierzasz powiedzieć mojej mamie, jak ostatnio ile wypiłem, to zgoda – odpowiedział Bieber wsiadając po drugiej stronie.
-No zobaczymy – mrugnął Sccot – Za tydzień 18 urodzinki, co?
-Uhm – przytaknął Jus – Będę mógł się urwać z trasy do Zo?
-Kiedy?
-No, na urodziny – odpowiedział patrząc w okno.
-Twoja dziewczynka mocno wczoraj nabroiła chodząc po całym Londynie w twojej koszuli po NIEPRZESPANEJ nocy z tobą.
-Czemu sądzisz, że nieprzespanej ? – zapytał Bieber uśmiechając się łobuzersko.
-Właśnie dlatego, bo widzę jak się dziś zachowujesz – powiedział z lekkim uśmiechem.
Jus przygryzł mimowolnie wargę.
-Myślisz, że mama też zauważy?
Scooter parsknął śmiechem.
-Ona cię tak rzadko widzi, że raczej nie.
Justinowi na ułamek sekundy zrobiło się przykro z tego powodu, ale zaraz odepchnął od siebie nieprzyjemną myśl.
-To dobrze – powiedział zamyślony chłopak.
-I jak było?
Bieber przez chwilę próbował zachować powagę, ale zaraz się roześmiał.
-Co to ma być za pytanie?! – zapytał nie potrafiąc powstrzymać uśmiechu – Niesamowicie – dodał przyciszonym głodem.
-Pytam, bo zastanawiam się czy było warto dla takiego skandalu – odpowiedział z westchnięciem – Widziałeś te nagłówki ‘Bieber kończy z wizerunkiem grzecznego chłopca!’. I co my teraz zrobimy?
Justin spojrzał na Scootera dziwnie.
-Jak byłem z Seleną to kazałeś wywoływać mi jeszcze większe skandale. Co wcale nie było dla mnie miłe. Nie mam pojęcia o co ci teraz chodzi – powiedział w momencie kiedy dojechali na miejsce.

____________________________________________
Rozdział napisany z Zuuuuzią <3 Najlepiej pisze się po drugiej w nocy xD 
Piszcie co sądzicie ;)