czwartek, 21 czerwca 2012

28. Po prostu.

   O godzinie 12:00 w sobotę Liam, Zoey i Ewelina przylecieli do Polski.  Z lotniska odebrał ich tata Zo. Przez całą drogę nie przestawał wypytywać jej o wakacje. Zoey cieszyła się, że nie pyta o ‘skandal’ i miała szczerą nadzieję, że tak pozostanie. Obawiała się, że będzie zmuszona do tłumaczenia się, a dobrze wiedziała, że nie potrafi okłamać rodziców. Liam miał przez dwa tygodnie mieszkać u niej, a Ewel miała w planach odwiedzania ich codziennie. Zo nawet nie zdawała sobie wcześniej sprawy z tego, jak bardzo tęskniła za rodzicami, psem i kotem.  Pierwszego dnia Liam pojechał na noc do Eweliny, przy okazji poznać się z jej rodzicami, na co ci bardzo naciskali. Zoey spędziła cały dzień ze swoimi rodzicami opowiadając im o wszystkim z drobnym wyjątkiem.
-A jak tam wam się układa z Justinem? – zapytała mama Zo, kiedy były w trakcie długiej rozmowy o wszystkim – Bardzo ładnie razem wyglądacie, kochanie.
Zoey opuściła wzrok i skupiła się bardzo na tym, żeby się nie zarumienić.
-Dziękuję… Dobrze – odpowiedziała.
-Na pewno? – dopytywała się troskliwie.
Zoey uniosła głowę i uśmiechnęła się szczerze do mamy.
-Na pewno – odpowiedziała.
-Zo, czy to jest tak poważne jak mi się wydaje? – zapytała córki z lekkim uśmiechem.
-Tak, mamo… - odpowiedziała niepewnie.
-Lubię tego Justina. Dobrze mu z oczu patrzy. Dba o ciebie, Zoey? Widziałam kilka waszych zdjęć w Internecie, Seba przysłał mi link. Cieszę się, że jesteście razem, kochanie.
-Dba, dba – odpowiedziała uśmiechając się mimowolnie – Kocham cię, mamo.
Nagle telefon Zoey zaczął dzwonić i na wyświetlaczu pojawił się napis ‘Jus <3’
-Nie odbierasz? – zdziwiła się rodzicielka, kiedy Zo odrzuciła rozmowę.
-Nie, później oddzwonię. Teraz jest czas dla was – powiedziała pogodnie.
Telefon dzwonił jeszcze 10 razy, dopóki Zoey go nie wyciszyła.

-A co jak mnie nie polubią? – jękną Liam, kiedy od pół godziny stali przed drzwiami domu Ewel – Może ich nie ma, co? Wracamy do Zoey?
Ewelina zaczęła się śmiać.
-To może dasz mi wreszcie nacisnąć na klamkę i sprawdzić? Odsuń się od tych drzwi, Liam!
Chłopak musnął jej usta.
-Ale... – zaczął.
W tym momencie otwierane drzwi uderzyły go w plecy.
-Przepraszam… - odezwał się chłopiec, młodszy brat Eweliny – Ewel!! – krzyknął i rzucił się siostrze na ramiona – Właśnie miałem iść na rower. Myślałem, że już nigdy nie przyjedziesz!
-Cześć, Kubuś – powiedziała całując siedmiolatka w policzek i przytulając mocno – To jest Liam – przedstawiła bratu chłopaka.
-Ten z One Pedalejszyn? – zapytał uśmiechając się szeroko.
-Nie mów tak! – zganiła brata.
-Ale przecież ty to wymyśliłaś! – oburzył się chłopiec.
Spojrzenie Liama wyglądało jakby mogło zabijać.
-Idź już, Kuba! – powiedziała ostro dziewczyna robiąc się czerwona na całej twarzy, nie patrząc na Liama.
-Będziesz musiała mi to jakoś wynagrodzić, kochanie – szepnął Liam obejmując Ewel jedną ręką w pasie.
Dziewczynę przeszedł przyjemny dreszcz.
-Idziemy do środka – zarządziła, ciągnąc Liama za rękę do środka – Wróciłam!! – zawołała.

Scooter wpadł do pokoju hotelowego Biebera równo o 20:00.
-Idziemy, Justin – obwieścił Sccot.
Bieber siedział na łóżku zapatrzony w komórkę.
-Nie odbiera – powiedział.
-Może nie byłeś wystarczająco dobry?
-Scott! – krzyknął Bieber – Idziemy.
Menager się roześmiał.
Na imprezę dotarli o 20:30. Zszokowany Justin zauważył, że dom, w którym jest impreza należy do Seleny.
Scooter wszedł do środka, z którego dobiegała głośna muzyka. Dopiero po kilku minutach zorientował się, że Justin nie szedł za nim. Menager wyszedł z powrotem na dwór. Wziął ze sobą dwa piwa dla przyjaciela.
-Nie wchodzisz? – zapytał zdziwiony, kiedy zobaczył Jusa siedzącego na ogrodowej huśtawce i kombinującego coś na telefonie.
-Jak się robi zastrzeżony numer? – zapytał podnosząc wzrok na menagera – Nie wchodzę tam.
-Dlaczego?
-Bo to dom Seleny? Po cholerę zabierasz mnie na imprezę u mojej ‘byłej’. Chodzi ci tylko o skandal jak zwykle – powiedział ostro.
-Nie to nie. Twoja sprawa. Ja idę się bawić – odpowiedział, stawiając przy Justinie piwa i po chwili zniknął za drzwiami.
-Jak się robi zastrzeżony – syknął Bieber włączając ciągle inne funkcje na swoim iPhonie. Uśmiechnął się szeroko, kiedy wreszcie mu się udało. Wykręcił numer i czekał z mocno bijącym sercem, popijając to co przyniósł mu menager.
-Słucham, Justin?
Bieber parsknął śmiechem.
-Cześć, kochanie. Wiesz ile ja się męczyłem nad tym zastrzeżonym numerem? Czemu nie odbierasz telefonów ode mnie?
-Bo wiem, że ty dzwonisz, a jestem na ciebie zła?
-Chcesz piwo? – Justin usłyszał męski głos w tle jej słuchawki.
-Kto to? – zapytał podejrzliwie.
-Co? Kto? Muszę kończyć, Jus.
-Kto to? – powtórzył bardziej stanowczo.
-Brat znajomej.
-Jakiej?
-Serio muszę kończyć. Pa, trzymaj się.
-Kocham cię, Deszczowa Księżniczko.
Chwila ciszy po drugiej stronie słuchawki.
-Ja ciebie też – odpowiedziała bez wyrazu.
-Mała?
-Tak?
-Serio nadal myślisz, że chciałem cię tylko przelecieć?
-Pa.
Zoey się rozłączyła, a Justin głośno zaklął.
-Oo, widzę, że znalazłeś kolejną łatwą – Bieber usłyszał za sobą głos Seleny.
-Zaufaj, że nie łatwą – odpowiedział nie patrząc na nią – Ładnie to tak podsłuchiwać czyjeś rozmowy?
-Ładnie to tak nie wchodzić do środka, jak przyjechało się na imprezę?
-Nie chciałem tu przyjeżdżać. Nie wiedziałem, że to tu. W ogóle nie dałbym się namówić gdybym wiedział, że będziesz. Scooter wysłał cię do mnie?
Mina Seleny diametralnie się zmieniła.
-Wiedziałem – powiedział Justin , kiedy nie usłyszał odpowiedzi.
Znowu wykręcił numer Zoey, ale dziewczyna wyłączyła telefon.
-A tak w ogóle to kto to ta ‘Deszczowa Księżniczka’? – zapytała Selena z sarkazmem – Ta twoja nowa lala co latała w twojej koszuli i nieogarnięta po Londynie?
-Nie twoja sprawa, Sel – odpowiedział Justin, a ta zarumieniła się jak zawsze kiedy zdrabniał jej imię. Nic nie potrafiła z robić z tym jak zawsze na nią działał.
Bieber to zauważył.
-My to już przeszłość, Gomez – powiedział – Byliśmy razem, bo tak ‘wypadało’ i dowiedzieliśmy, że coś tam między nami było, ale się skończyło za nim na serio się zaczęło.
-Skończyło się zanim się zaczęło?! – wrzasnęła Selena. Bieber dopiero teraz zauważył, że musiała wypić co najmniej ze dwa mocne drinki – Serio tak twierdzisz?!
Na jego samego też alkohol zaczął już działać i zaczął się zastanawiać co Scott dosypał do tego piwa, że po jednym czuję się jakby wybulił co najmniej cztery.
-Czy ty w ogóle mnie słuchasz?! – krzyknęła Selena, a Justin zamknął jej usta pocałunkiem.
Scott chce skandalu, to będzie go miał – pomyślał, ale nie był w pełni świadomy tego co robi. Nie potrafił logicznie myśleć. Psychikę zasnuła mu mgła.
Dziewczyna była tak zaskoczona, że na chwilę zabrakło jej powietrza. Bieber popchnął ją na ścianę budynku i całował coraz bardziej namiętnie. Ostatnia  po części trzeźwa  myśl Justina brzmiała ‘Scooter to wszystko zaplanował’. Bieber nie zdawał sobie sprawy z tego, że właśnie zaczął dobierać się do swojej byłej.

Zoey siedziała przy ognisku urządzonym przez braci jej koleżanki. Przyszli po nią przed 20:00. Teraz, było już po 21:00, a ona bawiła się świetnie,  a nawet jeszcze nie piła. Zo w ogóle nie lubiła pić. Robiła to bardzo rzadko i z umiarem.
-Hej ludzie. Sorry, za spóźnienie – powiedział Bartek nagle pojawiając się blisko Zo.
Bartek, był chłopakiem, który kiedyś podobał się Zoey z wzajemnością, chociaż żadne z nich nigdy się o tym nie dowiedziało.
-Oo, pani Bieber – zaśmiał się chłopak udając, że dopiero teraz zauważył dziewczynę. Naprawdę przyszedł tylko dlatego, że Kacper napisał mu, że ona tu jest – Hej. Jak tam?
-Cześć – uśmiechnęła się do niego – Dobrze.
Chłopak usiadł obok niej i zaczęli wesołą rozmowę o wszystkim i o niczym. Zo dała się wreszcie namówić na coś do picia i rozmawiało im się jeszcze lepiej. Nie do końca była świadoma tego, że siedzą przytuleni. Kiedy się zorientowała i lekko zmieszana odsunęła od chłopaka, ten uśmiechnął się i musnął jej usta.

Liam, Ewel, Kuba i rodzice siedzieli przy kolacji. Chłopak denerwował się już coraz mniej. Zdążył dojść do wniosku, że rodzice jego dziewczyny z Polski są bardzo w porządku, chociaż nie mógł być pewny tego na 100%, bo nie mówili oni po angielsku, a wszystko tłumaczyła Ewelina. Wierzył jej i miał nadzieję, że słusznie. Miał też nadzieję, że dziewczyna tłumaczy rodzicom to co on mówi, a nie coś całkiem innego. To,  że denerwował się mniej, nie oznaczało, że wcale, dlatego, kiedy mogli już odejść od stołu i pójść do pokoju Ewel, odetchnął z ulgą.
-Jak mogłaś nazwać nas One Pedalejszyn? – zapytał Liam mrużąc groźnie oczy, kiedy tylko zamknęli za sobą drzwi.
Dziewczyna się roześmiała.
-To wcale nie tak,  że coś do was miałam... Tak jakoś wyszło... – tłumaczyła się z niepewnym uśmiechem, jednocześnie przesuwając się coraz bardziej do tyłu, bo Liam podchodził do niej coraz bliżej. W pewnym momencie dalszą drogę ucieczki zagrodziła jej ściana.
Chłopak podszedł do niej tak blisko, że ich twarze niemal się stykały.
Położył dłonie na jej biodrach. Przesunął je nieznacznie w dół, a później znowu w górę. Dziewczyna zadrżała i była pewna, że on też to poczuł, bo uśmiechnął się łobuzersko. Musnął jej usta.
-Czuję coś do ciebie, wiesz Ewel? – zapytał kładąc jej rękę na policzku.
Dziewczyna wpatrywała się w jego oczy.
Liam uśmiechnął się i pocałował ją namiętnie.
-Rodzice wchodzą ci do pokoju bez pukania? – zapytał rozważając jak daleko może się posunąć.
-Zazwyczaj nie, ale obstawiam, że jak jestem z tobą, to będą wpadać co pięć minut – zaśmiała się.
-Czyli zostały nam jeszcze dwie – powiedział oblizując wargi i na nowo przywierając do ust Eweliny.

Justin obudził się w pokoju, którego na pierwszy rzut oka nie poznał. Po kilka minutach przypomniał sobie, że to przecież jego apartament, w którym miał mieszkać przez trzy dni pobytu w Grecji. Miał potwornego kaca. Złapał się za głowę i jęknął załamany. Nie pamiętał prawie niczego z imprezy, za to dobrze pamiętał tyle, że film urwał mu się po jednym piwie.
-Pieprzony Scott – zaklął i zwlókł się z łóżka, żeby poszukać wody.
Po chwili dotarło do niego, że impreza była u jego byłej i że całował się z Seleną. Poczuł jakby dostał cios w brzuch. Zgiął się w pół i pobiegł do łazienki, żeby zwymiotować.
-No proszę. Zoey mnie zabije – powiedział zbierając się z ziemi, opłukując twarz i przemywając zęby. Doszedł do wniosku, że prysznic jest dobrym pomysłem. Zdjął z siebie ciuchy i odkręcił wodę. Pozwolił by zimna woda spływała po nim strugami. Chciał się chociaż trochę orzeźwić.
-Jeśli paparazzi zrobili zdjęcia, to jak ja do cholery się wytłumaczę Zo? – mówił do siebie załamanym głosem. Strasznie za nią tęsknił chociaż nie widział jej zaledwie dzień. Ta tęsknota była okropna, chyba jeszcze gorsza od wielkiego kaca. Nigdy nie tęsknił za nią aż tak. Zastanawiał się, czy przypadkiem  nie przyczyniło się do tego to na co odważyli się ostatniej wspólnej nocy. Wyszedł spod prysznica i potarł obolałe skronie. Zarzucił na siebie ubrania.
-Jakim cudem debilu upiłeś się jednym piwem? A na dodatek zacząłeś mówić do siebie. Zajebiście – mówił Justin plącząc się po kuchni i szukając wody, której nigdzie nie było. W końcu nabrał trochę wody z kranu, ale ostatecznie zrezygnował z wypicia jej. W domu by tak zrobił, ale nie miał pojęcia, czy tutaj się czymś nie zarazi. Zadzwonił po obsługę i zamówił cztery butelki wody. Czuł, że dziś będzie mu bardzo potrzebna.  Usiadł na kanapie i wszedł do internetu z telefonu, żeby rozeznać się jak bardzo wczoraj narozrabiał. Kiedy tylko zobaczył zdjęcia uznał, że już gorzej mogłoby być tylko gdyby zrobili mu i Selenie nagie zdjęcia. Skrzywił się mając nadzieję, że nie zaciągnął jej do łóżka. Zmówił szybkie ‘Ojcze nasz’ błagając Boga w desperacji, żeby Zo mu wybaczyła. Jego załamanie przerodziło się we wściekłość kiedy zobaczył zdjęcia swojej dziewczyny całującej się z innym na ognisku. Zaczął wymieniać wszystkie przekleństwa jakie tylko znał.
-Zostaw ją na jeden dzień samą – powiedział sarkastycznie i zaraz zaśmiał się – Zabiję tego gościa, ale przynajmniej będę miał coś czymś będę mógł się bronić Zo, jeśli naskoczy na mnie za Selenę. Znowu ze sobą gadasz debilu – westchnął.
Wykręcił numer Zoey, nie do końca zastanawiając się nad tym, o czym będę mówić.
O dziwo dziewczyna odebrała.
-Hej – powiedziała takim tonem, z którego Justin nie mógł niczego wywnioskować.
-Cześć, mała... Przepraszam... No wiesz za co. Byłem pijany... Scott mi coś dosypał do piwa. Nie złość się, co? Wiesz, że kocham tylko ciebie, prawda?
Chwilę nie słyszał odpowiedzi ze strony dziewczyny.
-To cholernie boli, wiesz? – odpowiedziała tylko.
-A to co ty zrobiłaś? – postanowił, że też uderzy.
-To on mnie pocałował, a poza tym też trochę wypiłam...
-No proszę. Deszczowa Księżniczka pije – odezwał się sarkastycznie – Dobra, mniejsza. Zapominamy o wczoraj? Jeszcze raz przepraszam śliczna. A. I powiedz temu typowi, że go zabiję przy najbliższej okazji.
Zo westchnęła.
-Weź przestań. Ja też przepraszam – znowu westchnęła – Jus, ta rozmowa musi być mega droga. Cześć.
-O nie, nie. Chyba o czymś zapomniałaś, mała – powiedział.
-Niby o czym?
-No, to ja ciebie pytam.
Zo chwilę się nie odzywała.
-Kocham cię – usłyszał w końcu.
-Ja ciebie też – odpowiedział – Dalej się złościsz o to, że wyjechałem?
-Po prostu jest mi przykro. Pa, Jus – rozłączyła się.
Bieber zaklął i był wściekły na cały świat, że nie może się z nią spotkać.

____________________________
Taka tam moda na sukces napisana z Zuzią xD

piątek, 8 czerwca 2012

27. Drobne zmiany.


Justin i Zo leżeli przytuleni na łóżku w pokoju hotelowym. Było już grubo po północy, ale żadne z nich nie spało. Bieber wyczuwał to w przyspieszonym oddechu Zoey, kiedy co jakiś czas gładził jej plecy pod bluzką.
-Nie śpisz, śliczna? – zapytał szeptem, przysuwając usta do jej ucha.
Zo zadrżała czując na sobie jego oddech i tę bliskość, która jeszcze bardziej się między nimi powiększyła.
-Nie – odpowiedziała równie cicho, chociaż gdyby tylko chcieli mogliby mówić na głos.
-Dlaczego? – zapytał Justin przytulając dziewczynę do siebie mocniej.
-Bo myślę…
-O…? – musnął jej szyję.
Dziewczyna nie odpowiedziała, tylko spojrzała mu w oczy. Trwali tak chwilę, jedynym ruchem była ręka Biebera, która z pleców Zoey, pod lekką koszulą nocną zsunęła się do jej pośladków.
-O tym? – zapytał nie odrywając wzroku od jej oczu.
Zo zadrżała.
Justin uśmiechnął się lekko. Musnął jej usta.
-O tym? – powtórzył dalej nie tracąc z nią kontaktu wzrokowego.
-A co byś zrobił, gdybym powiedziała, że tak? – zapytała Zoey nadal szepcząc.
Po chwili Bieber znalazł się nad nią.
-Kochałbym się z tobą – powiedział nachylając się nad nią i całując ją czule – Będę delikatny, śliczna. Obiecuję – wyszeptał powoli zdejmując z niej koszulę nocną.

Zo obudziła się przytulona do Justin, ich nogi były ze sobą splecione. Spojrzała na niego. Miał nagi tors, potargane włosy i chociaż był pogrążony we śnie na jego ustach błąkał się uroczy uśmiech. Nie potrafiła oprzeć się pokusie i przytuliła się do niego mocniej.
-Hej, Deszczowa Księżniczko – usłyszała szept Biebera. Z jednej strony nie chciała go budzić, ale z drugiej ucieszyła się, że już nie śpi. Musnął jej szyję i uśmiechnął się do niej tak niezwykle jak jeszcze nigdy.
-Cześć – odpowiedziała odwzajemniając uśmiech i zastanawiając się jednocześnie czy u niej też wygląda teraz inaczej.
Justin pogładził policzek Zo i musnął jej usta.
-O czym myślisz? – zapytał, kiedy zauważył, że twarz dziewczyny jest mocno zamyślona.
-Co byś zrobił gdyby się okazało, że wszystko co tu robiliśmy zapisało się na jakiejś ukrytej kamerze?
Justin się roześmiał, a Zoey poczuła motyle w brzuchu na dźwięk jego śmiechu.
-Oglądałbym to non-stop – znowu ją pocałował – Nie masz co się martwić maleńka. Nikt nie wiedział, że tu przyjedziemy.
-Ale recepcjonista dał ci ten pokój co zawsze…
Justin uśmiechnął się jednym kącikiem ust i po chwili znalazł się nad Zoey.
-Słuchaj, śliczna. Co się stało, to się nie odstanie, a więc nie ma co myśleć ‘co by było gdyby…’, bo i tak nic nie zmienimy, a więc nie warto się martwić na zapas. Zapewniam cię, że nie masz najmniejszych powodów do obaw – znowu ją pocałował. Zo stwierdziła, że jego pocałunki również są teraz jeszcze bardziej niesamowite.
Przez kilka chwil oddali się pieszczotom.
-Zo…? – zaczął Bieber.
-Tak?
Nagle odezwał się telefon Justina.
-Halo? – odebrał Bieber jeszcze zaspanym głosem.
-Justin, jest  12:00. Obudziłem cię? – zapytał zdziwiony Scooter.
-Nieee – odpowiedział chłopak.
-Jaaaaaasne. I powiedz jeszcze, że nie ma przy tobie Zoey – zaśmiał się menager.
-Umm… No jest… Ymm… Po co dzwonisz?
-O 14:00 masz lot do Grecji? Już nie pamiętasz?
Justin chwilę nie odpowiadał.
-Jesteś tam, Justin? Halo?
-Jestem. Przyjedziesz po mnie na lotnisko? – zapytał Justin spoglądając niepewnie kontem oka na Zo.
-Jasne. Do zobaczenia.
-Hej – Justin się rozłączył.
Zoey zerwała się z łóżka i spojrzała na niego oskarżycielsko.
-Nie powiedziałeś, że dziś wyjeżdżasz – powiedziała zła, ale w jej oczach widać było powstrzymywane łzy.
-Zo… - Bieber również wstał z łóżka, ale kiedy chciał ją przytulić, odepchnęła go.
-Dlaczego nie powiedziałeś?? – zapytała ostro.
Justin przygryzł nerwowo wargi.
-Przespałeś się ze mną i już nic cię tu nie trzyma, tak??
Bieber spojrzał na nią z wyrzutem.
-Jasne. Oczywiście. Tak, przecież to był mój jedyny cel – mówił Bieber z sarkazmem. Złapał dziewczynę za nadgarstek, kiedy zamierzała wyjść z pokoju – Zoey, nie miałem pojęcia, że stanie się to co się stało, a bilet kupiłem zaraz po tym jak tu przyleciałem. Mała, przepraszam…
-Nie mów tak do mnie – Zo wyrwała mu się i pobiegła do drzwi, ale Bieber był szybszy i zagrodził jej wyjście.
-Śliczna, nie złość się na mnie. Wrócę, jak tylko będę mógł, ale… No i tak urwałem się z tej gównianej trasy. Zrobiłem to wyłącznie dla ciebie i pokłóciłem się z Usherem. Zoey, przepraszam, że nie mówiłem kiedy wyjeżdżam, ale nie było to dla ciebie oczywiste, że to kiedyś nastąpi?
-Wypuść mnie – powiedziała ostro.
-Zo…
-Wypuść mnie!! – krzyknęła – Jus, ty nigdy nie masz czasu! Tylko jak TY tego chcesz, a kiedy ja cię potrzebuję, to wyjeżdżasz – mówiła prawie płacząc.
-Mała… - Justin nie zważając na jej protesty przytulił ją mocno.
-Puść mnie – wysyczała.
-Nie – powiedział Bieber i musnął jej policzek.
Zoey przez jakiś czas się wyrywała, ale po jakimś czasie poddała się.
-Słuchaj… - zaczął znowu Justin – Jak chcesz, to możesz jechać ze mną.
-Nie chcę od ciebie łaski – powiedziała sucho.
-Zo, ale…
-Nie chcę łaski – powtórzyła – A w ogóle to twoje fanki mnie nienawidzą. Bez przerwy mnie obrażają, piszą jaką to jestem suką i dziwką. No oczywiście, że tak. A no i jeszcze jestem z tobą przecież tylko z powodu kasy i sławy jaką masz – mówiła łamiącym się głosem - Nie przeżyłabym tam dnia.
Justin chwilę nic nie mówił.
-Ale one cię nie znają Zoey… Nie przejmuj się nimi.
-Ale ja nie dają rady, Jus. Zrozum. Nawet nie wiesz jak to boli… Tak, powtarzam sobie, że mnie nie znają, że nie mają prawa oceniać, ale to i tak boli tak samo…
Bieber nie wiedział co na to odpowiedzieć.
-Czy możesz mnie już puścić? – zapytała załamana.
Justin musnął jej szyję, a Zo odepchnęła go z całej siły.
-Zostaw mnie – powiedziała na granicy wybuchnięcia płaczem.
-Zo, przepraszam… - mówił zdesperowany Justin.
-Zawsze coś zepsujesz, zrobisz coś źle, potem przepraszasz i wszyscy naokoło mają ci wybaczać, bo przecież jesteś taki idealny. To już robi się nudne…
-Deszczowa Księżniczko, jesteś jedyną osobą, która sprawia, że chce mi się żyć, okey?? Możesz się na mnie wkurzać, obrażać, wrzeszczeć, denerwować, ale to nic nie zmieni. Serio, przepraszam. I wcale nie myślę, że jestem idealny. Jestem beznadziejny pod prawie każdym względem, zrażam do siebie wszystkich ludzi. Gwiazdorzę? Możliwe. Ale nie robię tego celowo. Zo, nie złość się na mnie…
-Wypuść mnie – powiedziała Zoey ze słodką ironią.
Justin wyglądał jakby dostał cios w plecy.
-Proszę bardzo – powiedział odsuwając się od drzwi i kłaniając się jej majestatycznie – Zamierzasz oddać mi moją koszulę?
Zoey nie odwracając się trzasnęła drzwiami wejściowymi.
-Widocznie nie – mruknął pod nosem Justin i załamany usiadł na łóżku. Po chwili zaczął pakować rzeczy. Dlaczego zawsze muszę wszystko spieprzyć? – pomyślał zły na siebie – ‘Idealny’ pan Bieber jak zwykle zrani ludzi, na których najbardziej mu zależy. Czemu nie? – robił sobie wyrzuty w myślach.

Zo szła ulicami Londynu boso, w rurkach, krzywo zapiętej koszuli Biebera i nieogarniętych włosach, w ręku trzymając telefon i pisząc do mamy, że dziś wraca do domu, prosząc, żeby nie pytała dlaczego. Obiecała, że jak przyleci to wszystko wyjaśni. Jeszcze nie wiedziała co powie Ewel, ale była pewna, że przyjaciółka nie będzie zadowolona z ich nagłego powrotu do Polski. Chyba, że Liam poleci z nimi… W co w sumie wątpiła. Idąc szybkim krokiem i zbliżając się coraz bardziej do domu Sebastiana bez przerwy czuła na sobie spojrzenia gapiów, szepty i błyski fleszy. Zastanawiała się czy to paparazzi, czy po prostu ludzie, którzy pierwszy raz widzą bosego człowieka. Uśmiechnęła się pod nosem, ale po chwili uśmiech zniknął. Była wściekła na Justina. Nie zamierzała słuchać żadnych jego wyjaśnień. Dzień, który miał być najlepszy, przerodził się  w najgorszy.

Justin wsiadł do samolotu i zajął swoje miejsce w pierwszej klasie przy oknie. Chwilowo nikt nie siedział obok niego, ale było jeszcze sporo czasu do startu samolotu. Bieber zapatrzył się w okno myśląc o Zo i nawet nie zauważył kiedy na miejscu obok niego usiadła brązowowłosa lalunia o azjatyckiej urodzie.
Bieber niechętnie poświęcił jej krótkie spojrzenie.
Do startu samolotu nie odzywali się do siebie ani razu i Justin załamał się, kiedy jednak okazało się, że będzie musiał z nią rozmawiać.
-Widziałeś co wyprawiała dziś twoja dziewczyna? – zapytała Azjatka kpiąco.
Justin dopiero teraz poświęcił nieznajomej jakąkolwiek uwagę.
-Hmm? – zapytał wyrwany z rozmyślań.
-Pytałam czy wiesz co wyprawiała dziś twoja dziewczyna – powtórzyła – Mam na imię Cao.
-Świetnie – powiedział Bieber spoglądając na swój telefon – Co takiego zrobiła moja dziewczyna?
-Wygłupiła się przed całym Londynem – zaśmiała się Cao.
-To znaczy? – dopytywał się zniecierpliwiony Justin i w tym momencie na swoim iPhonie znalazł stronę internetową całą poświęconą Zoey i jej dzisiejszym dokonaniom.
Spojrzał rozbawiony na zdjęcia zrobione przez paparazzi.
Azjatka uśmiechnęła się krzywo.
-Haha, wyobraź sobie, że się na mnie zdenerwowała i wyszła z pokoju właśnie tak. Nie chciałem jej wypuścić, ale… No cóż.
-Wszyscy mówią, że z nią spałeś – powiedziała Cao z zazdrością.
Bieber wciągnął głośno powietrze, a potem parsknął śmiechem.
Dziewczyna dziwnie na niego spojrzała.
-Wiesz… Ludzie mówią dużo rzeczy – powiedział, ale myślami był przy Zo i nocy.
-Taaa.  A jak wyjaśnisz to jak wyglądała? – zapytała powątpiewająco.
-Niczego nie będę wyjaśniał – uśmiechnął się uroczo i znowu zaczął patrzeć w okno z nadzieją, że jego nowa koleżanka się zamknie – Przecież miała spodnie – dodał rozbawiony.
Dziewczyna zostawiła to bez komentarza.
-Ile ona w ogóle ma lat? Nie jest za młoda na takie rzeczy? Ja byłabym lepsza.
Bieber przygryzł wargę , żeby nie wybuchnąć śmiechem.
-Słuchaj. Mój seks, moja sprawa – powiedział Justin, aż kobieta siedząca przed nimi się obejrzała – Spokojnie, proszę pani. Mamy po 18 lat – uśmiechnął się grzecznie.
Kobieta tego nie skomentowała.
Chwilę siedzieli w ciszy.
-O co się z nią pokłóciłeś? – zapytała Cao.
Bieber westchnął.
-Nie interesuj się – odpowiedział nie patrząc na dziewczynę.
-Jest szansa, że z nią zerwiesz? Nie jest ciebie warta – powiedziała Azjatka.
-Nie ma szans. A ty nie masz szans u mnie – odezwał się spoglądając na Cao.
-Dupek – warknęła.
-Ja jestem dupkiem? Przywalasz się do mnie chociaż dobrze wiesz, że mam dziewczynę – powiedział spokojnie Justin i znowu zaczął patrzeć przez okno.

-Cooo? Wracamy? Juuż? – zapytała załamana Ewelina, kiedy usłyszała od Zoey, że dziś lecą do Polski – Dlaczego?
-Potem ci powiem – odpowiedziała Zo.
-Dobra, już was zostawiam – powiedział Liam z westchnięciem wychodząc z pokoju.
-Nawet inteligentny z niego chłopak. Rozumie aluzje – zaśmiała się Zo, ale po chwili spoważniała – Przespałam się z Justinem, wiesz? – wyznała Zoey, przygryzając wargę.
Ewel nie wyglądała na ani trochę zdziwioną. Uśmiechnęła się szeroko.
-A opoooowiesz mi jak byłooo? – zapytała szczerząc się od ucha do ucha – Na peewno genialnie – powiedziała rozmarzona – Justin…
Zo spojrzała na nią dziwnie.
-No co? – roześmiała się Ewelina – Jestem w końcu jego fanką, nie?
-No niech ci będzie. Wybaczę ci – powiedziała łaskawie - Ale sprawy się trochę pokomplikowały…
-Znowu?? – jęknęła.
-Taa. Justin poleciał sobie dziś dalej w trasę nie mówiąc mi nic wcześniej, że musi dzisiaj wracać… Pokłóciliśmy się…
-A później będzie seks na zgodę?
Rozbawiona Zo uderzyła Ewel w rękę.
-Nie mów, że byś nie chciała – roześmiała się – Dobra, dobra. Już przestaję – uniosła ręce w obronnym geście widząc spojrzenie Zoey – I dlatego wracamy? Bo pokłóciłaś się z Jusem? Czy bo z nim spałaś?
-Ciszej – syknęła Zo – Sebastian jest w salonie.
-Ale on nie ma przecież nic przeciwko – Ewelina mrugnęła do przyjaciółki.
Zo westchnęła głęboko.
-Tak, czy inaczej wracamy – powiedziała.
-Nieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee.
-Z Liamem.
-To o której?

-Chcesz ciastko? – Cao po raz setny próbowała zacząć rozmowę z Bieberem.
-Nie dzięki. Skąd mam wiedzieć czy nie chcesz mnie otruć, czy coś?
-Bo cię kocham?
Justin westchnął znudzony.
-Przepraszam, co któremu facetowi to mówisz? – zapytał.
-Tylko tobie, kotku.
-Nie rozpędzaj się, co?
-Za pięć minut lądujemy - z głośników rozległ się głos.
-Jest! Zbawienie! – wykrzyknął Justin, a Cao spojrzała na niego obrażona.
Przez ostatnie pięć minut nie odezwała się ani słowem.
Bieber wydostał się z samolotu najszybciej jak pozwolił mu na to tłum. Załamany i przerażony zorientował się, że Cao bez przerwy jest tuż za nim.
-Czego ty ode mnie, do cholery chcesz?! – zapytał zirytowany Justin.
-Ciebie.
Biebs westchnął zażenowany.
-Mam dziewczynę, rozumiesz?? Zostaw mnie. Mogę dać ci autograf i się wreszcie odwal – powiedział ostro Justin.
Dziewczyna pokazała mu środkowy palec i oddaliła się z gracją.
Justin parsknął sarkastycznym śmiechem.
-Ach, jakie ja mam cudowne fanki – mruknął pod nosem i zaczął wypatrywać czekającego na niego Scootera.
Nigdzie nie mógł go dostrzec, zauważył go dopiero, kiedy ten podszedł do niego od tyłu i przestraszył.
-Boże, Scooter! – krzyknął przestraszony Justin łapiąc się za serce.
-Nie widzieliśmy się dwa tygodnie i już stałem się dla ciebie Bogiem? – zaśmiał się menager.
-Chciałbyś, staruszku – roześmiał się Justin.
-Uważaj sobie, dzieciaku – zażartował Sccot – Idziemy dziś na imprezę. Musisz się trochę wyluzować – powiedział wsiadając do samochodu.
-Jeśli nie zamierzasz powiedzieć mojej mamie, jak ostatnio ile wypiłem, to zgoda – odpowiedział Bieber wsiadając po drugiej stronie.
-No zobaczymy – mrugnął Sccot – Za tydzień 18 urodzinki, co?
-Uhm – przytaknął Jus – Będę mógł się urwać z trasy do Zo?
-Kiedy?
-No, na urodziny – odpowiedział patrząc w okno.
-Twoja dziewczynka mocno wczoraj nabroiła chodząc po całym Londynie w twojej koszuli po NIEPRZESPANEJ nocy z tobą.
-Czemu sądzisz, że nieprzespanej ? – zapytał Bieber uśmiechając się łobuzersko.
-Właśnie dlatego, bo widzę jak się dziś zachowujesz – powiedział z lekkim uśmiechem.
Jus przygryzł mimowolnie wargę.
-Myślisz, że mama też zauważy?
Scooter parsknął śmiechem.
-Ona cię tak rzadko widzi, że raczej nie.
Justinowi na ułamek sekundy zrobiło się przykro z tego powodu, ale zaraz odepchnął od siebie nieprzyjemną myśl.
-To dobrze – powiedział zamyślony chłopak.
-I jak było?
Bieber przez chwilę próbował zachować powagę, ale zaraz się roześmiał.
-Co to ma być za pytanie?! – zapytał nie potrafiąc powstrzymać uśmiechu – Niesamowicie – dodał przyciszonym głodem.
-Pytam, bo zastanawiam się czy było warto dla takiego skandalu – odpowiedział z westchnięciem – Widziałeś te nagłówki ‘Bieber kończy z wizerunkiem grzecznego chłopca!’. I co my teraz zrobimy?
Justin spojrzał na Scootera dziwnie.
-Jak byłem z Seleną to kazałeś wywoływać mi jeszcze większe skandale. Co wcale nie było dla mnie miłe. Nie mam pojęcia o co ci teraz chodzi – powiedział w momencie kiedy dojechali na miejsce.

____________________________________________
Rozdział napisany z Zuuuuzią <3 Najlepiej pisze się po drugiej w nocy xD 
Piszcie co sądzicie ;)

poniedziałek, 26 marca 2012

26. Ręcznik.


    -Ej, mam ochotę na hot-dog’a, Zo… Musimy koniecznie zjeść hot-dogi jak wrócimy do domu... Zoey? – Justin spojrzał na swoją dziewczynę, która spała głębokim snem – Ej, czy nikt nie mógł być tak uprzejmy, żeby poinformować mnie, że ona śpi? Ile nawijam bez odzewu??
-Coś koło 20 minut, ale dobrze się bawiłem – wyszczerzył się Liam, jedyny, który jeszcze nie spał.
-Aha? Dzięki – powiedział sarkastycznie Justin – Zo? Zo??? Zo?! Zoey??
-Ej, nie budź jej – zaśmiał się Liam, kiedy zobaczył, że dziewczyna nawet nie drgnęła – A tak wgl to czemu ciągle wkurzasz Ewel?
-Chłopak ją rzucił i próbuję sprawić, żeby o nim nie myślała. Myślę, że lepiej, żeby trochę się na mnie podenerwowała niż się dołowała. Serio widać, że ją to cholernie boli, ale i tak się nie przyzna… A ty? Czemu jesteś dla niej taki… miły?
-No… Umm… Ymm…
-Aaaaaaaaaa – powiedział wyszczerzony Biebs – Juuuuż roooozuuumiem… Ale zaraz, zaraz… Myślałem, że jesteś gejem.
Liam posłał mu spojrzenie ‘R U fuckin’ kidding me?’.
-Nie no dobra. Żartowałem, stary – powiedział Justin.
-To dobrze, bo bym ci coś powiedział co myślałem o tobie… Ej, Ewel jest fajna, nie?
Bieber się roześmiał.
-Nie w moim typie, ale pewnie. Lubię ją. Wydaje się spoko.
-Nie, nie śpię – wymamrotała Zo przez sen.
-Jasne, kotku – rozbawiony Bieber pogładził jej włosy.
-Ma trochę opóźniony zapłon – zaśmiał się Liam.
Ewelina przysłuchwiała się rozmowie chłopaków od samego początku i z trudem zachowywała powagę. Nie mogła spać… Za dużo myśli kłębiło się w jej głowie.
-Jestem głodny – jęknął Liam.
-A ja nie? – powiedział załamany Justin – Umieeeeram – przytulił delikatnie do siebie Zo, a dziewczyna musnęła jego policzek.
-Już mi nie umieraj, bo będę tęskniła – powiedziała otwierając oczy.
-To ty nie śpisz?! – zapytał Bieber i korzystając z okazji pocałował ją w usta.
-Nie? Przecież ja wgl nie spałam!
W jednym momencie wszyscy spojrzeli się w stronę Ewel, która wybuchnęła śmiechem. Nie mogła przestać się śmiać spoglądając na Zo.
-Ty też nie śpisz? – zdziwił się rozbawiony Liam.
-Nie! – mówiła turlając się ze śmiechu – Zo zawsze mówi, że nie śpi, nawet po trzech godzinach snu - znowu zaczęła się śmiać.
Justin też się roześmiał, a Zoey patrzyła na nich zdezorientowana.
-Ale ja naprawdę nie spałam – broniła się Zo.
Wszyscy zaczęli się śmiać, a Ewelinie brakło tchu.
-Ej, dusisz się? – Liam nachylił się nad Ewel, która nie przestając się śmiać leżała na podłodze.
-Może troszeczkę – dziewczyna uśmiechnęła się, jak zdawało się Liam’owi trochę zalotnie.
-Myślę, że ona potrzebuje sztucznego oddychania – wyszczerzył się Bieber.
Liam spojrzał Ewelinie w oczy i uśmiechając się lekko musnął jej usta.
-Ej, ja też chcę buziaka, Zo – obwieścił Justin i wpił się w usta swojej dziewczyny.
-A ja??? – zapytał Harry, przecierając zaspane oczy.
-Chodź tu do mnie! – wykrzyknął Zayn.
-Nie no stary chyba sobie żartujesz – skrzywił się Harry.
-Nie. Ja bardzo serio mówię – powiedział Zayn z sarkazmem.
-O, widzę, że już cała winda nie śpi – wyszczerzył się Biebs – Chociaż… Moglibyście teraz sobie wszyscy ładnie zasnąć i zostawić mnie z Zo. Co wy na to?
Zoey się skrzywiła, a Justin spojrzał na nią obrażony.
-Ja ciebie też – dziewczyna uśmiechnęła się uroczo.
Oczy Zo powędrowały na Liam’a i Ewelinę nie odrywających od siebie wzroku.
Nie była przekonana co do tego ‘związku’, ale nie chciała nic mówić. Ewel przynajmniej była wesoła.


Wszystkich obudził dźwięk dochodzący z głośnika w windzie.
-Witamy w naszym centrum handlowym. Życzymy miłych i udanych zakupów.
-Jest!!!! Otwierają!!! – wrzasnął Harry – Może nas uratują kurde wreszcie!!!
-Suuuper – uśmiechnął się Jus.
Zo przyglądała się mu w zamyśleniu. Wyglądał okropnie. Był blady i wyglądało jakby z trudem oddychał.
-Co jest, śliczna? – zapytał, kiedy zorientował się, że jest obserwowany.
-Źle się czujesz, Jus? – spytała zaniepokojona.
-Nie, co ty. Dlaczego tak myślisz?
-Przede mną nic nie ukryjesz, Justin. Wyglądasz…
-Po prostu jestem zmęczony, bo nie mogłem spać. I głodny, a poza tym nie przytulałem cię już jakieś 2 godziny – uśmiechnął się.
Zo nie dała się zwieść, ale nic więcej nie mówiła. Nic przecież nie mogła zrobić, ale strasznie się o niego martwiła.
-Może zaraz ktoś się zorientuje, że winda nie działa… Oby – powiedział Zayn.
-Noo.
Zoey ciągle nie odrywała wzroku od Biebsa, który oddychał coraz płyciej.
-Jus, co ci jest? – powtórzyła już tym razem stanowczo.
Justin nie odpowiedział, tylko złapał się mocno dziewczyny, jakby sam nie mógł siedzieć i osunął się po ścianie windy.
-Jus!! – pisnęła przerażona Zoey – Zróbcie coś! Zróbcie, błagam!!! Ratunku!!! – zaczęła wrzeszczeć i walić w ścianę windy.
-Zo, uspokój się – powiedział delikatnie Harry, chociaż widać było, że też jest nieźle zdenerwowany – A co tam kurde. RATUNKU!!!!!!!!!!
Wszyscy zaczęli krzyczeć najgłośniej jak potrafili, a Zo płakała przytulając do siebie bezwładne ciało Justina.
Po kilku minutach poczuli, że ruszają. Ewel rozpłakała się z ulgi. Zaraz drzwi windy otworzyły się i chłopacy wynieśli Biebera.
Kiedy ochrona zauważyła co się stało z Justinem zadzwonili po karetkę i zawzięcie próbowali uspokoić przerażone dziewczyny… i Harry’ego.
Zoey nie mogła przestać płakać.
Cała czwórka została odwieziona do domu, a Zo pojechała z Justinem karetką  do szpitala, bo pozwolili jechać tylko jej.


Pierwsze co zobaczył Bieber po przebudzeniu to płaczącą nad sobą Zoey.
-Hej, Deszczowa Księżniczko – uśmiechnął się do niej słabo i przykrył jej dłoń swoją.
Dziewczyna spojrzała na niego przestraszona jego nagłym przebudzeniem.
-Przestań wreszcie mdleć, okey?!?! – krzyknęła na niego przez łzy – Tak strasznie się o ciebie boje… - mówiła płacząc.
Justin spojrzał smutno na dziewczynę.
-Co ci jest Jus??? – mówiła, a łzy płynęły po jej policzkach.
-Nic, mała – odpowiedział cicho – Po prostu jestem zmęczony…
-W takim razie nie pracuj. Odpoczywaj. Nie pozwalam ci pracować! – powiedziała stanowczo.
Bieber się roześmiał, widząc jej powagę.
-To nie jest śmieszne! Kiedyś naprawdę coś ci się może stać, Justin. A co jak zemdlejesz idąc po schodach? Co wtedy? Potrzebujesz więcej odpoczynku…
-Ale… - zaczął Justin.
-Żadne ale, teraz odpoczywasz – powiedziała Zoey ocierając łzy.
-Ej, mała nie martw się mną tak…
-Jak mam się niby nie martwić?!
-Normalnie? Nic mi nie jest.
-Wiesz co? Nie chce mi się z tobą gadać! Ciągle twierdzisz, że jest okey, a nic na to nie wskazuje! Czemu nie mógłbyś choć raz być ze mną szczery?! -  dziewczyna wyszła z sali trzaskając drzwiami.
Słyszała, że Justin za nią woła, ale go zignorowała. Chwilowo miała ochotę znaleźć się jak najdalej od niego. Zamartwianie się o jego stan zdrowia i noc spędzona w windzie całkowicie rozstroiły ją emocjonalnie.
Wybiegła ze szpitala, a deszcz spływający z nieba strugami, mieszał się ze łzami płynącymi po jej policzkach. Zaczęła biec w stronę, w której jak jej się zdawało znajdował się dom Sebastiana. Po pewnym czasie zorientowała się, że totalnie nie wie gdzie jest. Chwyciła za telefon, ale była tak roztrzęsiona, że nie potrafiła wytłumaczyć gdzie jest.
-Zoey, kochana, spokojnie. Weź głęboki oddech i rozejrzyj się – mówił powoli Sebastian.
Dziewczyna zaczęła się rozglądać, ale to, że było już ciemno i deszcz bardzo utrudniał jej zobaczenie czegokolwiek.
-Ale ja nie wiem – wykrztusiła Zo przez płacz.
-Mała, nie panikuj. Panika ci na pewno nie pomoże. Widzisz kogoś? Spytaj się gdzie jesteś.
-Ale nikogo tu nie ma!!
Nagle Zoey zobaczyła zarys jakiejś postaci.
-Poczekaj. Zadzwonię za chwilę – powiedziała Zo i rozłączyła się – Justin?! – wykrzyknęła zszokowana.
Bieber nic nie powiedział tylko przytulił ją mocno do siebie.
-Serio musisz tak szybko biegać? Myślałem, że już cię nie znajdę – powiedział całując ją w policzek.
-Juustin – Zo wtuliła się w niego i na nowo się rozpłakała.
-Nie płacz, śliczna – powiedział czule gładząc jej mokre włosy – Patrz, za tobą jest ‘nasz’ hotel – uśmiechnął się do niej – Pójdziemy tam i przemyślimy co dalej – złapał delikatnie jej dłoń i pociągnął w stronę hotelu.
Weszli do środka. Recepcjonista posłał im zdziwione spojrzenie, ale nic nie powiedział.
Justin uśmiechnął się do Zo i odgarniając mokre włosy z jej twarzy musnął jej usta.
-Uciekłeś ze szpitala? – spytała Zoey.
Bieber się zaśmiał.
-Taa… Poniekąd nie po raz pierwszy. Oni się już chyba przyzwyczaili.
Zo też zdobyła się na lekki uśmiech.
-Nie powinieneś za mną biec.
-Wiem – uśmiechnął się do niej i pogładził po policzku – Ale chyba nie wierzyłaś w to, że pozwolę ci tak uciec?
Zoey wzruszyła ramionami.
-Już zaczynałam…
-Zraniłaś mnie teraz, wiesz? – zaśmiał się – Możesz być pewna tego, że za każdym razem jak będziesz mi uciekać, to będę biegł za tobą. Obojętnie w jakiej sytuacji, miejscu, czy czasie.
Dziewczyna uśmiechnęła się do niego.
-Panie Bieber, wynajmuje pan pokój? – odezwał się recepcjonista.
Justin spojrzał pytająco na Zo.
-Nocujemy tu? Wrócimy rano.
-Ten pomysł nie wydaje mi się zły… Strasznie mi zimno, czuję się okropnie i nie mam siły nawet stać. Bardzo chętnie odpuszczę sobie dalszą podróż, tylko musimy zadzwonić do Seby, żeby się nie martwił.
Bieber skinął głową.
Dostali klucze od pokoju i udali się na samą górę do ‘ich’ apartamentu.
Kiedy tylko weszli Zoey rzuciła się na łóżko.
-Wstaaaawaj. Jesteś mokra – Bieber złapał ją za ręce i podniósł z łóżka.
-No i co mam z tym zrobić? Nie mam innych ciuchów.
Justin chwilę nic nie mówił. Wyglądało na to, że myśli.
-Nie mam pojęcia co masz z tym zrobić, ale teraz idź do łazienki wziąć gorący prysznic, żeby się trochę rozgrzać… Może możesz spać bez ciuchów? – Zo posłała mu dziwne spojrzenie – Ej, mała, nie zamierzam się do ciebie dobierać. Akurat w tej chwili chodzi mi tylko o twoje zdrowie, jasne? Spanie w mokrych ciuchach na pewno dobrze ci na zdrowie nie zrobi.
Zoey nie odpowiadała.
-Jejku, jeśli cię krępuję, mogę spać na kanapie. Serio. Ale teraz idź już pod ten prysznic, bo będziesz chora. Trzęsiesz się z zimna.
-A ty? – spytała Zo.
-A co ja?
-Też jesteś cały mokry.
Bieber machnął lekceważąco ręką.
-Ja sobie poradzę. Idź już w końcu!
Kiedy tylko Zo zniknęła w łazience, Bieber odkleił z ust uśmiech i przysiadł na krześle. Miał niepokojące zawroty głowy, a totalnie nie miał ochoty znowu mdleć. Miał już tego serdecznie dość.
Nagle do głowy przyszedł mu jak na jego gust nie taki zły pomysł. Na swoim iPhone’ie wykręcił numer Eweliny.
-Ewel? Słuchaj… Liam ma prawojazdy, prawda? Przywieźlibyście nam jakieś suche ciuchy do hotelu? Sebastian wytłumaczy wam gdzie.
-Jasne. Zaraz będziemy – powiedziała Ewelina i rozłączyła się.
Justin chwilę siedział bezczynnie, ale zaraz doszedł do wniosku, że Zoey trzeba poinformować o tym, że przwiozą im ciuchy.
Nacisnął na klamkę łazienki. Zo nie zamknęła drzwi. Uśmiechnął się cwaniacko i po prostu wszedł.
-Co ty sobie wyobrażasz?! – krzyknęła na niego sięgając po ręcznik. Niestety Bieber był szybszy. Zabrał ręcznik.
-Widzę, niczego nie muszę sobie już wyobrażać – wyszczerzył się i zagrodził sobą dostęp do dwóch pozostałych ręczników. Pochłaniał ją wzrokiem.
-Oddaj to – wysyczała.
-A co będę z tego miał? – ciągle się uśmiechał.
-Może kiedyś zgodzę się z tobą przespać.
-Kusząca propozycja, ale nie – uśmiechnął się przeuroczo – Daj się jeszcze chwilę popatrzeć.
-Oddawaj!! – wrzasnęła dziewczyna.
-Kocham cię, wiesz?
-W tej chwili podaj mi ten pieprzony ręcznik!!
-Sama go sobie weź.
-Ale z ciebie palant – zaśmiała się Zo.
-Ale twóóój. No chodź.
Zoey nie za bardzo chciała przystać na jego propozycję.
-Boję się ciebie.
Bieber się roześmiał.
-I słusznie, ale nic złego nie wykombinuje, czy chcę, czy nie, bo zaraz przyjedzie tu twoja przyjaciłóka z Liam’em przynieść nam suche ubrania.
-Miło wiedzieć – Zo zacisnęła usta.
-No i wszedłem tu właśnie dlatego, żeby ci o tym powiedzieć, a poza tym… Nie zamknęłaś drzwi, śliczna. Jakbyś nie chciała, żebym wchodził, to byś zamknęła.
-A nie mogłam zapomnieć?
-Nie – szczerzył się Justin.
-Dobra, już. Oddaj. Proszę.
-No mówię, że masz sama go sobie wziąć.
-Oddawaj!! Co oni sobie pomyślą jak tu wejdą?!
-Że masz ładne ciało – uśmiechnął się Jus.
Zo próbowała zachować powagę, ale wybuchnęła śmiechem.
-A więc… Bierzesz ode mnie ręcznik, czy stoisz tu przede mną dalej… nago? – szczerzył się Bieber.
Zo zrobiła krok w jego stronę, a on wyciągnął rękę z ręcznikiem prze siebie. Kiedy dziewczyna spróbowała złapać ręcznik, Justin przyciągnął go do siebie, a potem uniósł go nad głowę.
-No chyba śnisz, chłopczyku – powiedziała Zoey uśmiechając się do niego i wychodząc z łazienki, zostawiając Biebera sam na sam z ręcznikiem.
-No ej! – zaśmiał się Justin, kiedy Zo zniknęła pod kołdrą – To niesprawiedliwe – jęknął.
-No chyba, że sprawiedliwe.
-Wytrzeć cię?
-Brak mi na ciebie słów – westchnęła rozbawiona Zoey – Zdążyłam wyschnąć, stojąc tam i czekając aż go oddasz.
-Ej, powiedziałaś, że jak go oddam, to się kiedyś ze mną prześpisz, prawda? Proszę – podał dziewczynie ręcznik.
-No chyba sobie nie żartuj – prychnęła – Troszkę za późno, kotku.
-Nic nie mówiłaś o jakimś ograniczeniu czasowym – usiadł na łóżku obok Zo i musnął jej usta – Ej, jesteś gorąca.
-Co?
-No… W dwóch znaczeniach jak najbardziej, ale chodzi mi o to, że jesteś rozpalona – Bieber przyłożył rękę do jej czoła.
Usłyszeli pukanie do drzwi i obydwoje zareagowali natychmiastowo. Zo podciągnęła wyżej zsuwającą się z niej (przy niewielkiej pomocy Biebera) kołdrę, a Justin wstał otworzyć.
-Przybyliśmy!! – za drzwiami zobaczyli wyszczerzonego Liam’a trzymającego za rękę Ewel.
-Czy my o czymś nie wiemy? – spytała uśmiechając się podejrzliwie Zo patrząc na przyjaciół.
Liam i Ewelina popatrzyli na siebie.
-Umm… No… Wiesz o wszystkim Zoey – zapewnił ją Liam.
-Dajcie te ciuchy – powiedział Jus – Serio, chętnie wreszcie założyłbym coś suchego.
Ewel podała Bieberowi siatkę z ubraniami.
-Dzięki – Justin wszedł do łazienki.
-Tylko nie zapomnij zamknąć drzwi na klucz, kochanie! – zawołała za nim Zo.
Usłyszała śmiech Biebera dobiegający zza drzwi.
-Nie ma sprawy! – odkrzyknął.
Liam i Ewelina dziwnie na siebie spojrzeli.
-Co się tu działo zanim przyszliśmy? – spytała podejrzliwie Ewel.
-Było… ciekawie – powiedziała Zo z tajemniczym uśmiechem.
Ewelina też się uśmiechnęła.
-To my spadamy, Zoey – powiedział Liam – Nie daj się zaciągnąć Bieberowi do łóżka.
-Swój rozum to ja mam – odpowiedziała.
-To dobrze – uśmiechnął się chłopak.
-Paaa – pożegnali się.
Kiedy tylko wyszli, Zo wstała okryta kołdrą.
-Jus, masz moje ciuchy?
-Tak, kochanie, a co?
-Oddasz mi je?
-To chodź – powiedział Justin.
-Nie jestem przekonana co do tego, wiesz?
-Wiem. Ale chodź.
Zoey uśmiechnęła się pod nosem.
-A zamknąłeś drzwi jak cię prosiłam?
-Tak.
-To jak mam wejść? – spytała Zoey, ale kiedy chwyciła za klamkę okazała się otwarta.
-Ups, zapomniałem – zaśmiał się Justin.
-Jaaaasne. Gdzie są ciuchy? – dziewczyna zlustrowała go wzrokiem.
-Co ty sobie wyobrażasz? – zapytał Bieber, kiedy zobaczył, że dziewczyna się mu przygląda.
-Widzę, niczego nie muszę sobie wyobrażać – uśmiechnęła się słodko Zo i sięgnęła po ciuchy leżące w kącie, a po drodze z wieszaka zgarnęła dwa pozostałe ręczniki.
-Co ty robisz?! – krzyknął za nią Justin.
-Też cię kocham – odpowiedziała i zamknęła za sobą drzwi.

___________________________________
Co o ty  sądzicie ? <3 
Rozdział dedykuję Zuzi :) Dziękuję za współpracę xD ;* Bez Ciebie by nie wyszło. <3

środa, 21 marca 2012

25. Mały... problem.


   Kiedy weszli do centrum handlowego, postanowili, że zaczną zwiedzać je od góry, bo tam były najciekawsze sklepy i w tym celu wsiedli do windy. Zmieścili się tam całą szóstką totalnie bez problemu. Winda była ogromna i każdy miał sporo wolnego miejsca dla siebie.
-Ej, czemu ona nie jedzie dalej? – zapytał Zayn, kiedy winda z nimi w środku zatrzymała się w połowie drogi.
-O fuck – zaklął Harry – Włączmy alar… - zaniemówił nie kończąc słowa, kiedy zobaczył, że przycisk alarmu jest totalnie rozwalony – Ups.
-Dzwonię do Kenny’ego – powiedział Biebs i zaczął macać swoje kieszenie – Zostawiłem telefon w aucie – powiedział z kwaśną miną.
Zo wyciągnęła swoją komórkę.
-Nie mam tu zasięgu – powiedziała. Starała się być opanowana, ale zaczynała bać się coraz bardziej.
Wszyscy po kolei sprawdzili swoje telefony.
-Jak tu ku**a może nie być zasięgu?!! – wrzasnął Zayn, który chyba też zaczął się denerwować.
-Myślicie, że jak będziemy się drzeć to nas usłyszą? – zapytał Liam.
-Wątpię – powiedział Justin – Ale możemy spróbować.
Przez jakieś 10 minut na zmianę wołali o pomoc, ale z windą dalej nic się nie działo.
-No świetnie – powiedział niezadowolony Jus.
-Zawsze bałam się, że winda zatrzyma się ze mną w środku… Ale z wami w sumie nie jest tu strasznie – Ewel lekko się uśmiechnęła.
-Strasznie nie jest – zgodził się Justin – Ale nie mam ochoty zostawać tu na zawsze.
-No, ale na pewno ktoś będzie chciał zjechać tą windą i zauważy – wtrąciła się Zoey.
-Niby tak, ale jak windy są aż 3, to jak jedna nie będzie działać to nasz 'ktoś' wsiądzie do drugiej… Kiedyś na pewno się zorientują, ale obawiam się, że to wcale nie musi tak szybko nastąpić…
-A Seba? Nie będzie nas szukał? – odezwała się Ewelina.
Zo wzruszyła ramionami.
-Pewnie będzie, ale co on może? Jak niby wpadnie na to, że utknęliśmy w windzie?
 Justin głęboko westchnął.
-Nienawidzę wind. To zostaje nam czekać, tak? – kiedy nie usłyszał od nikogo odpowiedzi, po prostu usiadł na ziemi. Wszyscy się dziwnie na niego spojrzeli.
-No co? Nie chce mi się stać – zaśmiał się.
-Zamykamy. Proszę kierować się do wyjścia. Zapraszamy ponownie jutro od godziny 8:00 – usłyszeli komunikat dochodzący z głośniczka w ich windzie.
-Fuck, zamykają! – Justin zerwał się na nogi – Jesteśmy genialni, żeby przychodzić tu 20 minut przed zamknięciem… Ale chyba nikt z nas nie skojarzył, że jest niedziela i jest czynne 2 godz krócej… I że niby mamy siedzieć tu całą noc? – jęknął.
-A może sprawdzą windy? – powiedziała Ewel z nadzieją.
-Dobra, nikogo nie ma. Zamykamy – po chwili znowu usłyszeli głos.
-Nieee!!!!! My tu jesteśmy!!!! – darł się Harry.
Wszyscy się do niego przyłączyli, ale bez skutku. Po chwili w windzie zgasło światło i stało się całkiem ciemno.
-No świetnie – powiedziała załamana Zoey.
-Gdzie jesteś, mała? – spytał Bieber.
-Tu – zaśmiała się Zo – Jak mam ci to niby wytłumaczyć?
-To ty? – Justin dotknął kogoś po omacku.
-Brawo – Zoey znowu się roześmiała i wtuliła w swojego chłopaka.
Jus musnął jej policzek.
Po chwili w windzie na nowo zrobiło się jasno. Ewel włączyła latarkę w telefonie.
-Nie chcę was smucić, ale kończy mi się bateria – oświadczyła.
-Mamy jeszcze 3 komórki. Damy radę – Liam uśmiechnął się lekko.
-Tu się robi coraz zimniej… - powiedziała Zo przytulając się mocniej do Justina.
Bieber pocałoawał delikatnie jej usta i zdjął z siebie bluzę.
-Nie, Jus. Po co ja to mówiłam? Będzie ci zimno… - zaprotestowała Zoey.
-Bez dyskusji – uśmiechnął się Biebs i założył Zo swoją bluzę.
-Dziękuję…
Wszyscy usiedli na podłodze i rozmawiali o najprzeróżniejszych sprawach, żeby zając jakoś czas.
W pewnym momencie Liam zauważył, że Ewelina trzęsie się z zimna. Naprawdę z każdą chwilą było zimniej. Bez słowa zdjął swoją bluzę i okrył nią dziewczynę, po czym objął ją lekko ramieniem. Ewelina uśmiechnęła się do niego.
-Nie WY RA BIAM – powiedział JB waląc głową o ścianę – Chce mi się spać, jest mi zimno, jestem głodny i chcę do łazienki.
-A myślisz, że my wyrabiamy? – zapytał z Zayn z ironią w głosie – Myślę, że każdy z nas czuje to samo.
-Chyba, że Justin ma na myśli udanie się do łazienki... z Zo – powiedział Harry z szelmowskim uśmiechem.
Bieber uśmiechnął się do niego krzywo, a Zoey się roześmiała, nie komentując tego ani jednym słowem.
-Co tam Azorku? Jak tylko się stąd wydostaniemy to obiecuję, że wezmę cię na spacer – zadeklarował Justin, kiedy tylko zobaczył, że dziewczyna gdzieś w swoich rozmyślaniach zgubiła uśmiech.
Ewelina westchnęła głęboko i pokręciła załamana głową.
-Jest za zimno, żebym miała siłę ci się odgryzać – powiedziała z lekkim uśmiechem.
-Ta, jasne. Po prostu skończyła ci się cięta gadka – wyszczerzył się Biebs.
-Chciałbyś – Ewel pokazała mu język.
-Nie. Takie są fakty – Justin uśmiechnął się jeszcze szerzej.
-Ej, nie bądź smutna, Ewel – Liam założył kosmyk włosów dziewczyny za jej ucho.
Zo podejrzliwie patrzyła na jawny flirt Liama z jej przyjaciółką odkąd tylko ich ze sobą poznała. Nie byłaby podejrzliwa w ani jednym stopniu, gdyby chłopak wcześniej nie próbował startować do niej. Musiała pogadać o tym z Eweliną. Ona była dla niej najważniejsza. Zoey nie mogła pozwolić na to, żeby kolejny chłopak ją zranił.
-Rączki przy sobie – powiedział ostro Biebs do Liama – Mogę ci ją sprzedać za 1 dolara, ale jak na razie to mój piesek.
Ewelina pierwszy raz wybuchnęła śmiechem. Przez dłuższą chwilę nie mogła się uspokoić.
-JA?! TWOIM pieskiem?! Czy ty sobie ze mnie KPISZ?! – krzyczała dziewczyna nie przestając się śmiać – I ogólnie nie, że mam o sobie wysokie mniemanie, ale wydaje mi się, że jestem warta więcej niż $1.
-No dobra. To za 2.
Ewel posłała Justinowi mrożące krew w żyłach spojrzenie i teraz to on się roześmiał.
-Kochanie, nasz pies się buntuje – Bieber poinformował Zo, a Ewel z trudem powstrzymała się, żeby się na niego nie rzucić.
Zo uśmiechnęła się załamana.
-O której otwierają? – zapytała, żeby zmienić temat.
-7:00 – odpowiedział Zayn.
-No to jeszcze tylko… 8 godzin.

___________________
Dla Zuzi <3 Sorry za błędy, ale nie chciało mi się tego zbytnio sprawdzać... ;)