sobota, 10 marca 2012

24. Stoo lat!

Zo obudziła się wtulona w tors Justina. Spojrzała na niego. Nie spał, tylko przyglądał się jej czule.
-Wyspana? – spytał uśmiechając się do niej.
Zo, zauważyła, że wyraz zawiedzenia, który towarzyszył mu poprzedniego wieczoru, zniknął.
-Żartujesz sobie? Gadaliśmy i oglądaliśmy filmy chyba do piątej – ziewnęła Zo.
Bieber się zaśmiał.
-Nie. Nie żartuję. A tak wgl to do 6:08 – wpił się w jej usta – Słodko wyglądasz jak śpisz – powiedział szeptem, podgryzając lekko jej ucho.
-Kiedy się obudziłeś?
-Nie wiem… Jakąś godzinę temu?
-Czemu nie wstałeś? – zdziwiła się Zo.
-Nie chciałem cię budzić.
-Ale mogłeeeś – Zo przytuliła się do niego mocniej.
-Wiesz… W sumie to nie robiłem tego tylko ze względu na ciebie… Nie miałem ochoty cię puszczać – powiedział całując delikatnie jej czoło.
-Ja też nie mam na to ochoty – powiedziała.
-Miałaś jakieś sny, Deszczowa Księżniczko?
-Chyba nie… A ty? – zapytała Zo.
-Miałem – odpowiedział wsuwając jej rękę pod bluzkę – Śniło mi się, że spędziłem najwspanialszą noc w moim życiu z dziewczyną, którą kocham, nawet jej nie rozbierając.
Zo uśmiechnęła się lekko.
-Przepraszam, Jus… - powiedziała cicho
-Za..? – zdziwił się Bieber.
-Za to, że wszystko zepsułam… - odpowiedziała smutno.
Justin spojrzał jej w oczy i musnął usta.
-Niczego nie zepsułaś, mała – gładził jej plecy pod bluzką – Jeśli nie miałaś czuć się dobrze, to całkowicie rozumiem, że się nie zgodziłaś…
Zoey czuła gorąco na całym ciele i nie potrafiła nic na to poradzić, kiedy Jus był tak blisko i jego ręce ciągle jej dotykały.
-A poza tym… Będą jeszcze inne okazje – puścił do niej oko, po czym pocałował ją długo i przeciągle.
Wsunął jej rękę pod sukienkę, w której wczoraj zasnęła.
-Dopilnuję tego, żebym był pierwszym i jedynym chłopakiem, z którym będziesz się kochała. Nigdy cię nie zostawię, Zo… - znowu musnął jej usta.
Kiedy zaczęła dzwonić komórka Zoey, aż podskoczyli.
Justin podał jej komórkę.
-Tak?
-Co to za głosik? – usłyszała rozbawione słowa przyjaciółki.
-No jaki? – zaśmiała się Zo, odchrząkując.
-Zaaaaakochanyyy – zaśpiewała przyjaciółka – Przyznaj się, co robiłaś sama z Justinem w nocy?
-Nie TO.
-Nieee? – powiedziała zawiedziona Ewelina – A tak ogólnie to dzownię, bo mam dwie wiadomości. Dobrą i złą. Którą chcesz usłyszeć najpierw?
-Dobrą.
-Chwilę temu przyleciałam i siedzę sobie z Sebą i oglądamy telewizję – powiedziała przyjaciółka.
-A zła? – spytała Zo.
-Jeszcze cię tu nie ma!!
Zoey się roześmiała.
-To ja was tak ogólnie z Justinem nie pospieszam (chociaż chęęęęętnie go poznam). Róbcie tam sobie dalej co robicie i wracajcie, kiedy chcecie. Heeeej.
-Paaa. Do zobaczenia – Zo się rozłączyła.
-Kto…? – spytał Biebs.
-Ewel. Jest już.
Zo dostrzegła w oczach Biebera przebłysk niezadowolenia.
-Tak szyyybko?
-No… Ale powiedziała, że nie musimy się spieszyć.
Justin momentalnie się uśmiechnął.
-No skoro tak… - przysunął się do swojej dziewczyny i objął ją w talii – W takim razie nie będziemy – wpił się w jej usta.


-Myślisz, że będzie bardzo zła, że spóźniamy się 2 godziny…? – spytała zaniepokojona Zo, kiedy jechali do domu Sebastiana, gdzie czekała Ewelina.
-Myślę, że nie, ale to twoja przyjaciółka. Ty ją znasz, nie ja, skarbie – odpowiedział Justin.
-Ja też w sumie myślę, że nie, ale na pewno nie oszczędzi sobie komentarzy na temat nas, a więc musisz być na to przygotowany… A i wgl była kiedyś twoją wielku fanką, a więc nie wiem, jaka będzie jej reakcja na twój widok…
Justin się roześmiał.
-Okey. Będę na to gotowy. Czemu ‘była’, a nie ‘jest’?
-Teraz też jest fanką, ale nie aż tak wielką – wyjaśniła rozbawiona Zo.
-Uff. Ulżyło mi – zaśmiał się Biebs.
-Dużo się śmiejesz – zauważyła wesoło dziewczyna.
-To dzięki tobie – Justin też się uśmiechnął.


-O co wgl ci chodzi?! – Zo i Justin, wchodząc do domu usłyszeli podniesiony głos Eweliny – Tak, to na co dzień masz mnie totalnie w dupie, nie interesuje cię nic z tego co robię, a jak wyjachałam nie mówiąc ci o tym to masz pretensje! Było się odezwać do mnie chociaż raz! Nie gadaliśmy od jakiegoś tygodnia! Mam dość twoich humorów! O co ci ku**a chodzi?!
Jus i Zoey zostali w przedpokoju i słuchali dalszego przebiegu kłótni.
-Ja to ku**a liczę!! (..) Nie! Mam ciebie serdecznie dość! Po co pieprzysz, że mnie kochasz, jak nigdy tego nie okazujesz?!
Justin się skrzywił patrząc na Zo.
-Ostro… - wyszeptał jej na ucho – Rozmawia z chłopakiem?
-Tak myślę - dziewczyna smutno pokiwała głową.
Ewelina chyba zkończyła rozmowę, bo przez kilka minut nic nie mówiła.
-Wchodzimy? – spytał cicho Justin.
Zoey skinęła głową.
-Hej, jesteśmy! – zawołała.
Zanim zdążyła się obejrzeć, przyjaciółka już obok niej była.
-Zoooo!!! – pisnęła dziewczyna, przytulając się do niej mocno – Jak ja tęskniłam…
-Ja teeeeż! – Zoey odwzajemniła uścisk, ale dostrzegła powstrzymywane łzy w oczach przyjaciółki. Za dobrze ją znała, żeby ta mogła coś przed nią ukryć.
-Hej, jestem Justin – Bieber uśmiechnął się w kierunku Eweliny, a ona odwzajemniła uśmiech.
-A ja Ewel – podała mu rękę.
-Ewel! Ty nie mdlejesz na jego widok?! – wykrzyknęła zszokowana Zoey, a Ewelina pokazała jej język.
-Jak widać.
-Gdzie Seba? – spytała Zo.
-Chwilę temu wyszedł do sklepu – wyjaśniła Ewelina – Mówił, że zaraz wróci.
Telefon Zoey zaczął dzwonić.
-Halo?
-Hej. Tu Liam. Co powiesz na spotkanie?
Zo się roześmiała, a Bieber spojrzał na nią podejrzliwie.
-Co masz na myśli? – spytała.
-Pójście na jakąś pizzę? Do centrum handlowego? Mógłbym kupić ci soś z okazji urodzin…
Zoey znowu nie powstrzymała śmiechu.
-W sumie czemu nie, ale jest u mnie chłopak i przyjaciółka. Może wybralibyśmy się z nimi?
-Okey, to ja wezmę kumpli. Co ty na to?
-Haha, dobra. To o której? Ej, albo nie… Później. Chcecie wpaść do mnie na urodziny? Nie wiem... O 15:00?
-Bardzo chętnie.
-Okey… To… Do zobaczenia? Wyślę ci adres smsem, ok?
-Zgoda. Do zobaczenia.
-Kto dzwonił? Kogo zaprosiłaś na urodziny? – zaciekawił się Bieber.
-Liam…
-Kto?
-Zaprosiłam gości z 1D.
-Skąd ich znasz?
-A co to? Jakieś przesłuchanie? Macie coś przeciwko? – zniecierpliwiona Zo spojrzała po kolei na Jusa i Ewelinę.
Bieber wzruszył ramionami, a Ewel stanowczo nie miała nic przeciwko.
-Okey. To zaczynamy przygotowania? – Zoey uśmiechnęła się promiennie.
Jak powiedziała, tak zrobili. Zo cieszyła się, że przyjaciółka normalnie zachowuje się przy jej chłopaku, wyglądało na to, że się nawet polubili. Ciągle się o coś sprzeczali, ale nie można było nazwać tego kłótniami i chociaż twierdzili, że strasznie się nie lubią, to Zoey widziała, że naprawdę żadne z nich niczego nie ma do drugiego.
-Nie otwieraj jeszcze tego! – powiedziała Ewelina.
-Bo? – spytał Biebs.
-Później. Do 15:00 nie będzie już takie dobre, jak otworzysz teraz.
-A kto powiedział, że te chipsy mają czekać do 15:00?
-Zo?
-Zoey. Mogę otworzyć? – spytał Jus.
-Zostaw do imprezy! – powiedziała Ewelina.
-Nie ciebie pytam.
Zo patrzyła na nich rozbawiona i widziała, że chociaż się kłócą to i tak nie są na siebie źli.
-No dobra, okey. Dziewczynom się ustępuje – westchnął Biebs.
-Dziękuję – Ewel uśmiechnęła się zwycięsko.
Bieber też się uśmiechnął i szturchnął ją palcem w brzuch.
-Nie rób tak! – rozbawiona Ewelina go odepchnęła, a ten zaczął ją łaskotać. Dziewczyna miała straszne łastkotki i kuliła się ze śmiechu, wgl kiedy Zo postanowiła pomóc swojemu chłopakowi.
-Dość! – piszczała Ewel, nie mogąc złapać oddechu i bez przerwy się śmiejąc.
-No dobra. Niech ci już będzie – powiedział Bieber łaskawie.
-Dzięki – powiedziała sarkastycznie i odsunęła się od swoich prześladowców na bezpieczną odległość - Nie róbcie tego więcej – powiedziała ciągle z trudem łapiąc oddech.
-Chyba śnisz Ewelinko – uśmiechnął się Justin.
Ewel westchnęła głęboko i usiadła na miękkim dywanie przed telewizorem.
-Jak pies – zakpił Bieber.
-Masz z tym jakiś problem? – spytała Ewelina unosząc brwi – Tak się składa, że lubię siadać na dywanach.
Justin się zaśmiał.
-Mówię, że jak pies.
-Oj, zamknij się.
-Mogę mówić do ciebie Azor? – spytał Justin.
-Nie?!
Bieber się uśmiechnął i przyciągnął do siebie Zo, która skończyła ostatnie przygotowania. Usiedli na kanapie, a Ewelina włączyła telewizje.
-Leżeć – powiedział szeptem Jus i szturchnął Ewel nogą.
-Spróbuj jeszcze raz mnie dotknąć – wysyczała Ewelina.
-Uuu. Warczy. Niedobry piesek. Bo nie dostaniesz dziś jedzenia.
-Uważaj, bo cię ugryzę – zagroziła Ewel.
-Czy naprawdę musimy trzymać w domu to zwierze? – Justin zwrócił się do wtulonej w siebie Zoey.
-Tak? Przestańcie się już kłócić, okey? – poprosiła Zo, chociaż za bardzo jej na tym nie zależało. Film, który oglądali był nudny, a sprzeczki dwóch najbliższych jej osób wydały się jej dużo bardziej ciekawe. Dopóki nie zacznie dochodzić do rękoczynów, rzecz jasna…
-No dobra, skarbie – Justin musnął usta Zoey.
Do domu wszedł Sebastian.
-Siema, siema. Wreszcie zdołaliście się od siebie odkleić i zaszczycić nas obecnością? – zaśmiał się, patrząc na swoją siostrę i jej chłopaka.
-Tak – przytakną Justin, uśmiechając się szeroko.
-W takim razie bardzo nam miło, co nie Ewel? Dlaczego siedzisz na podłodze?
-Bo to jest Azor i nie pozwalamy jej wchodzić na kanapę – wyjaśnił Biebs.
-Zamknij się – Ewelina rzuciła w niego pilotem.
-Zo, czy mogę jej oddać?
-Nie, nie możesz – Zoey złapała się za głowę udając załamaną i z trudem zachowując powagę.
-Szkoda… - westchnął Jus.
-Jak tam wam zleciał wspólny czas? – zwrócił się Seba do Justina i Zoey.
-Super – uśmiechnęła się Zo.
-Genialnie – Bieber przytulił dziewczynę mocniej do siebie.
Sebastian się uśmiechnął.
-To świetnie. Na którą planujecie imprezę?
-Na 15:00. Przyjdzie jeszcze 5 osób – powiedziała Zoey.
-Okey… Wiecie, że jest już 14:59?
Wszyscy zrobili wielkie oczy.
-Już?! – odezwała się zszokowana Ewel.
-Ej, ej, piesku. Ty przecież nie znasz się na zegarku – powiedział Bieber.
-Serio, zaraz cię ugryzę.
-To założymy ci kaganiec. Zo, czy ona była szczepiona na wściekliznę?
Sebastian wyszedł z pokoju, śmiech tłumiąc kaszlem, a Zo westchnęła głęboko, również, żeby nie wybuchnąć śmiechem.
-Kochanie, czy mogę cię na chwilę prosić, na osobności? – spytała Zoey i pociągnęła za sobą Biebera - Ej, czemu jej tak dokuczasz? – zapytała, kiedy zniknęli za drzwiami kuchni.
-Bo nie chcę, żeby miała czas na myślenie o tym swoim chłopaku. Tak to niby się na mnie denerwuje, ale jak ma chwilę na myślenie, to od razu ma łzy w oczach…
Zo spojrzała czule na Justina.
-Dzięki, Jus – przytuliła go – Jesteś najlepszy.
Nagle rozległ się dzwonek do drzwi.
-Azor, otwórz!! – zawołał Bieber.
-Psy nie umieją otwierać drzwi!! – odgryzła się Ewelina, a Zo się zaśmiała. Bieber się do niej uśmiechnął i poszli do drzwi wejściowych.
-Heeej – za drzwiami stało trzech chłopaków – Sto lat, Zo – wyszczerzył się Liam – Louis i Niall nie mogli przyjść, bo wcześniej umówili się do kosmetyczki…
-Serio? – spytała rozbawiona Ewel z dywanu, na którym siedziała.
-Nie – zaśmiał się Zayn i wszyscy weszli do środka.
Wszyscy się ze sobą po kolei przywitali.
-To ta przyjaciółka, która lubi ogórki z nutellą? – zapytał Liam Zoey.
-Tak – uśmiechnęła się rozbawiona.
Liam uśmiechnął się do Ewel, a ta odwzajemniła uśmiechech.
-Coś czuję, że jesteś mi pisana.
Ewelina wybuchnęła śmiechem.
-Ty chyba twierdzisz, że wszystkie dziewczyny są ci pisane, co nie Liam? – powiedział Zayn.
Liam wzruszył ramionami.
-Może…
Wszyscy usiedli do stołu, odśpiewali Zo ‘Happy Birthday’, po czym Seba przez jakieś 10 minut uczył Liama, Zayna, Harry’ego i Justina śpiewać ‘Sto lat’, a Zo razem z Eweliną praktycznie nie przestawały się śmiać.
Kiedy już wszyscy się najedli, włączyli muzykę i zaczeli nagrywać improwizowany teledysk do ‘Can’t Touch This’ MC Hammera, przy czym mięli mnóstwo ubawu.
Kiedy zaczęli montować filmik (w czym Biebs miał duże doświadczenie), Ewel trochę się od nich odłączyła. Usiadła na kanapie i patrzyła przed siebie niewidzącym wzrokiem.
Zo zauważyła nieobecnoś przyjacióki i postanowiła z nią pogadać.
-Ej Ewel, co jest? – spytała zatroskana siadając obok niej.
-Nie pytaj, bo będę płakać, a tego nie chcę – powiedziała nie patrząc na przyjaciółke.
-To przez Mariusza, prawda?
Ewelina spojrzała na nią ze łzami w oczach.
-Mówiłam, że masz nie pytać – po jej policzku spłynęła łza, a Zoey przytuliła ją mocno do siebie.
-Nie jest ciebie wart – powiedziała Zo, gładząc delikatnie plecy przyjaciółki.
-A co to ma do rzeczy? Straciłam go, a strata cholernie boli – mówiła Ewelina przez łzy.
-Ciii. Nie ty go straciłaś. To on stracił najelpszą rzecz jaka przytrafiła mu się w życiu – mówiła Zo – Pamiętasz jak kiedyś byłyśmy z nim na spacerze i jacyś chłopacy powiedzieli mu, że nie ma do ciebie zarywać, bo nie ma totalnie szans, a on wtedy był już twoim chłopakiem? Oni mięli racje, kochana. Był z za niskiej półki, jak dla ciebie.
Ewel roześmiała się przez łzy.
-Kocham cię, Zo. Dziękuję, że jesteś – dziewczyna przytuliła się mocniej do Zoey.
-Co jest? – do pokoju wszedł Justin.
-Nic – powiedziała szybko Ewelina ocierając oczy.
Bieber przykucnął przy kanapie i otarł z jej policzka ostatnią łzę.
-Jeśli płaczesz przez chłopaka, to ja do niego pojadę i zrobię mu krzywdę – powiedział.
Ewelina znowu się słabo zaśmiała.
-Nie miałabym nic przeciwko – powiedziała z uśmiechem.
-Podaj adres.
-Dziękuję wam. Nie wiem co bym bez was zrobiła. Justin, znam cię jeden dzień, ale… dziękuję. Bardzo wam dziękuję.
-Nie ma sprawy, mała – uśmiechnął się Biebs – Zawsze możesz na nas liczyć, co nie Zo?
Zoey skinęła głową.
-Hmm… A może chcecie iść do centrum handlowego? Słyszałem, że zakupy bardzo pomagają dziewczynom na  problemy sercowe… - powiedział Bieber.
Zo i Ewelina jednocześnie się uśmiechnęły.
-Nie mam nic przeciwko – powiedziała Ewel.
Chłopaki z 1D też nie mięli nic przeciwko. Tylko Seba został, bo uznał, że nie chce mu się chodzić i że skończy montować filmik.
Justin i Zoey szli przytuleni, a Zayn, Harry i Liam w kółko obskakiwali Ewel, pocieszając ją na wszelkie możliwe sposoby. Dziewczyna nawet jakby bardzo chciała, to nie miała jak być smutna.
Centrum handlowe było bardzo blisko i szybko do niego doszli. Niestety już na wejściu napotkali pewne... utrudnienie.

poniedziałek, 27 lutego 2012

23. Urodziny??

   -Hej, Jus. Jak się czujesz? – następnego dnia po śniadaniu Zoey zadzwoniła do swojego chłopaka, który od wczoraj nie dawał znaku życia.
-Jest ok. Już od rana siedzę w studiu.
Zo nic nie mówiła.
-Mała?
-Martwię się o ciebie… Źle się czujesz, a na dodatek nie przerywasz pracy nawet na chwilę…
-Kochanie, miałem przerwę. Naprawdę już czuję się dobrze… Wcześniej, po prostu byłem zmęczony…
-I zaraz znowu będziesz.
-Nie chcę się z tobą kłócić, Zo. Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin – powiedział Justin.
-Co?? Moich urodzin??? – Zoey chwilę nic  nie mówiła – Serio mam dziś urodziny?! Na śmierć zapomniałam…
Bieber się roześmiał.
-Siedzę od rana w studiu, bo w samolocie sobie o tym przypomniałem, a chcę jeszcze dziś wieczorem do ciebie przylecieć, śliczna. Jakbym nie był takim idiotą i pamiętał wcześniej to poleciałbym z tobą do Londynu, albo zmusił cię do lotu ze mną do Stanów.
-Jejku… Dzięki… - powiedziała Zo.
-Nie ma sprawy. Na pewno nie przegapię twoich urodzin. Urządzasz coś?
-Nie… Tak… Myślę, że nie. Najwyżej coś małego, bo ogólnie to prawie nikogo tutaj nie znam… I najszybciej jutro, bo serio o nich nie pamiętałam… To przez ciebie – powiedziała czule, ale oskarżycielsko.
-Przepraszam… Jak będę mógł ci to wynagrodzić?
-Nie cwaniakuj – roześmiała się Zoey – Zobaczę – powiedziała tajemniczo.
-Justin, przestań flirtować. Musimy nagrać chociaż jeden utwót – Zo usłyszała głos w tle słuchawki.
-Pa, Jus – powiedziała.
-Hej. Kocham cię.
-Ja ciebie też.
Kiedy się rozłączyła, jej telefon natychmiast zaczął na nowo dzwonić.
-Halo?
-Zo?
-Tak?
-Hej. Tu Liam. Ten z samolotu. Pamiętasz mnie?
-Liam, Liam… Chyba nie… - zażartowała.
-Serio? Siedziałem obok ciebie, jestem z 1D, ro...
-Pamiętam. Żartowałam – przerwała mu rozbawiona.
-A mi tu serce się łamie, że mnie nie pamiętasz, chociaż wczoraj spędziliśmy ze sobą tyle czasu, a ty tu, że żartujesz?!
Zoey się roześmiała.
-Bardzo śmieszne – powiedział sarkastycznia Liam.
-No, dlatego się śmieję. A dzwonisz, ponieważ…?
-Chciałem ci złożyć życzenia. Stooo lat. Wszystkiego najlepszego, szcześcia w związku (ze mną, jakby się dało), radości, zdrowia, mądrości i wgl. Spełnienia marzeń.
-Dzięki, ale skąd wiesz, że mam urodziny? Ja np. o nich do przed chwilą nie pamiętałam…
-Na twitterze ludzie składają ci życzenia. Jak można zapomnieć o swoich urodzinach??
-Normalnie?
-Słuchaj… Chcesz się ze mną spotkać?
-Z nami! – Zo usłyszała w tle słuchawki.
-Taaa. Ze mną i Zayn’em… Niestety muszę go wziąć, bo mieszka na tej ulicy co ty i mnie przygarnał…
-Nikogo nie przygraniałem, sam się wepchnął!! – Zo usłyszała głos Zayna.
-Spokojnie, chłopcy – znowu się zaśmiała – Tak się składa, że dziś będę trochę zajęta myśleniem na urządzeniem moich urodzin i wgl…
-Możemy ci pomóc – zaoferował Liam.
-Sama nie wiem… Ja coś to się odezwę, okey?
-Okey… - powiedział niechętnie Liam – Pa.
-Hej – Zoey się rozłączyła.
-Siema młoda. Z kim rozmawiałaś? – do domu wszedł Sebastian.
-Joł. Gdzie byłeś? Czemu nie było cię rano?
-Tadadadam! – brat otworzył paczkę, którą niósł.
-Tort??? – zdziwiła się Zo, a brat odśpiewał jej ‘sto lat’ – Dziękuuuję – przytuliła czule brata.
-Nie ma sprawy, Bieber dzwonił do mnie z rana, że mam kupić tort, bo będzie wieczorem, a jutro przyleci twoja najlepsza przyjaciółka.
-Ewel?!?! – pisnęła Zo – Jejku, jak ja was kocham – powiedziała szczęśliwa.
-A dziś Bieber gdzieś cię zabiera… No, pozwoliłem mu chociaż bardzo długo się wahając… Mam nadzieję, że będziecie grzeczni…
-Jak zawsze – uśmiechnęła się Zo – A gdzie mnie zabiera?
-Nie mam pojęcia i podejrzewam, że to niespodzianka. Powiedział, że wrócicie rano.
Zo przygryzła wargę, ale coś ścisnęło ją w żołądku.
-Serio mi pozwolisz? – spytała powątpiewając.
-Już to powiedziałem. Masz już 16 lat i przecież dziś są twoje urodziny. Chcę, żeby wszystko było tak jak sobie wymarzysz.
Zoey uśmiechnęła się szeroko.
-Czyli dziś z Justinem, a jutro urządzimy takie prawdziwe urodziny z Eweliną? – upewniła się, czy dobrze zrozumiała.
-Dokładnie – przytaknął brat.

Zoey leżała na kanapie i bezcelowo gapiła się w ekran.
-Bu – usłyszała w pewnym momencie przy uchu.
-Jeny, Jus! Przestraszyłeś mnie! – zaśmiała się, przykładając rękę do bardzo szybko bijącego serca i patrząc na Justina, przykucniętego przy kanapie.
-Sto lat, kochanie – Bieber musnął jej usta i podał sporą paczuszkę – Ale nie otwieraj jeszcze. Później. Teraz masz to – podał jej małe pudełeczko.
Dziewczyna wzięła je w ręce i niepewnie otworzyła.
-Ale śliczne – zachwyciła się srebrnym naszyjnikiem z literą ‘J’ wysadzaną diamencikami – Jejku, dziękuję – przytuliła mocno swojego chłopaka.
-Podoba ci się? – założył jej wisiorek na szyję.
-Taak. Baardzo – musnęła jego usta.
Uśmiechnął się i założył jej kosmyk włosów za ucho.
-Może to zabrzmi śmiesznie, bo widzieliśmy się wczoraj, ale… Tęskniłem za tobą.
-Ja za tobą też – powiedziała czule – Strasznie za tobą tęskniłam.
-Brat ci mówił, że cię gdzieś zabieram?
-Tak… Gdzie?
Jus usiadł obok niej i spojrzał na nią tajemniczo.
-Zobaczysz – szepnął jej na ucho i musnął jej szyję, a dziewczyna poczuła dreszcze na całym ciele.
Bieber po raz kolejny się do niej uśmiechnął, wstał i złapał ją za rękę, żeby pomóc jej również wstać.
Dziewczyna spojrzała na niego pytająco.
-Jedziemy, śliczna. Jest już po 20:00, a ja mam bardzo dużo planów na dzisiejszą noc.

Jus i Zo pożegnali się z Sebą i wsiedli do samochodu.
-Teraz możesz mi powiedzieć co będziemy robić – powiedziała Zo.
Bieber spojrzał na nią krótko, bo musiał patrzeć na drogę.
-Nie. Zobaczysz. Bo nie będzie niespodzianki.
-Ale ja już nie mogę wytrzymać – jęknęła dziewczyna.
-Dasz radę – zapewnił ją Justin z uśmiechem i położył jej rękę na nodze.
-Nie zabijesz nas prowadząc jedną ręką?
-Nieee – powiedział Biebs – A poza tym to dosyć niedaleko.
Zoey przez całą drogę zastanawiała się nad tym co Justin mógł wymyślić… Trochę się denerwowała, ale i tak nad tym uczuciem przeważała radość z bliskości Jusa i tym, że z pewnośćią, cokolwiek jej chłopak ma w planach, będzie cudownie.
Zatrzymali się przy wielkim, wysokim i jak Zo stwierdziła już na pierwszy rzut oka, cholernie drogim hotelu.
Bieber wysiadł z auta i otworzył przed nią drzwi. Ciągle tajemniczo się uśmiechał, patrząc na nią.
Weszli do środka. Justin miał rezerwację. Dziewczyna zastanawiała się jak Jus zdążył wszystko tak szybko załatwić i do niej przyjechać… Ale w sumie. Może miał od tego ludzi.
Wsiedli do windy, którą dojechali na ostatnie piętro. Znaleźli pokój, w którym numer zgadzał się z tym na kluczu. Bieber włożył klucz do zamka.
-Zamknij oczy – powiedział.
Dziewczyna posłusznie zrobiła to o co prosił.
Justin otworzył drzwi i prowadził ją coraz dalej, aż w pewnym momencie poczuła powiew wiatru na swojej twarzy.
-Możesz już otworzyć.
Zo niepewnie odemknęła oczy i zobaczyła przed sobą niesamowity widok. Widziała cały Lodnyn.
-Jak cudownie – westchnęła rozmarzona.
Stanęli przy krawędzi balkonu, a Bieber objął Zo od tyłu.
-Byłem tu raz. Strasznie mi się spodobało i pomyślałem, że muszę cię tu zabrać – musnął jej policzek.
Przez kilka minut przyglądali się w ciszy pięknie oświetlonemu miastu. Zoey ciągle nie mogła się napatrzeć. Miała ochotę krzyczeć ze szczęścia. Justin był obok niej, a przed nią roztaczał się najpiękniejszy widok, jaki w życiu widziała.
Poczuła usta Biebera na swojej szyi i mimowolnie zadrżała.
Justin przytulił ją mocno.
-Masz może ochotę na tort?
Dziewczyna spojrzała na stolik, którego wcześniej nie widziała. Stał na nim tort i szampan.
Usiedli przy stoliku.
Bieber nalał jej lampkę szampana, ukroił tortu i odśpiewał ‘Happy birthday’.
-A teraz czas otworzyć drugi prezent – na chwilę zniknął w apartamencie, w którego oknach były fioletowe zasłony, przez które dziewczyna nie widziała co jest w środku.
Po chwili Justin był już spowrotem i podał jej ładnie opakowany prezent.
Zoey wzięła się za rozpakowywanie.
W środku było ich wspólne zdjęcie w ślicznej ramce, miś z bluzką z napisem ‘Bieber <3 Zoey’, na którą dziewczyna zareagowała wesołym śmiechem, śliczna fioletowa sukienka i czarna, koronkowa bielizna.
Zo przez chwilę wpatrywała się w prezenty. Kiedy zdecydowała się podnieść głowę, zauważyła, że Jus przez cały czas nie oderwał od niej zakochanego spojrzenia.
Serce dziewczyny stanowczo przyspieszyło do nienaturalnego tempa.
Żadne z nich nic nie mówiło. Przyglądali się sobie w ciszy.
Nagle zaczęło padać. W sumie ‘padać’ to mało powiedziane. Lunęło na nich deszczem.
Zoey zaczęła się śmiać i piszczeć, kiedy zimny deszcze płynął na nią strugami.
-No i proszę. Masz deszcz, deszczowa księżniczko – roześmiał się Bieber, kiedy Zoey zaczęła tańczyć w deszczu i stawała się coraz bardziej mokra.
Justin złapał ją w biodrach, okręcił nad sobą, postawił na ziemi i wpił się w jej usta. Wplątywał ręce w jej mokre włosy i całował ją coraz namiętniej. Przy każdym pocałunku chciał więcej.
-Chodźmy do środka – wydyszał Justin – Bo moja deszczowa, słodka księżniczka się roztopi.
Zoey rozbawiona wywróciła oczami.
Weszli.
-Nie zapalamy światła? – zapytała Zo, próbując dostrzec coś w ciemności.
Justin włączył tylko słabe światło, ale Zoey od razu zauważyła, że wszędzie na ziemi są płatki róż, którymi obsypane jest również łóżko.
Zastanawiała się, czy jej serce przekroczyło prędkość światła, czy stanęło.
-Ale jesteś mokra – roześmiał się Justin i przytulił czule dziewczynę.
-A ty to nie – powiedziała sarkartycznie.
Bieber uśmiechnął się do niej i musnął jej usta.
-Może się przebierzemy, co? – zasugerował Jus – Załóż rzeczy ode mnie, ja też w coś wskoczę.
-Przywołałeś ten deszcz? – Zo spojrzała na niego podejrzliwie, a Justin wybuchnął śmiechem.
-Nie, ale bardziej poszczęścić już się nie mogło, wgl, że te nowe ciuchy włożyłaś spowrotem do folii i nie zmokły – powiedział uśmiechnięty.
Zoey poszła się przebrać, Bieber zrobił to samo, ale jeszcze zanim wróciła przyniósł z dworu szampana, którego nie zdążyli tknąć. Niestety tort się nie ocalił.
-Zamówiłem nam coś do jedzenia, bo wątpię, że najadłaś się tym jednym kawałkiem to… - Justin zaniemówił, kiedy zobaczył jak wygląda Zo – Wow.
Dziewczyna lekko się zarumieniła.
-Żadne wow – powiedziała i usiadła obok Biebera.
Po chwili ktoś z obsługi zadzwonił do drzwi i Justin odebrał ich kolację.
-Toast za ciebie, śliczna. Żeby wszystko w życiu układało się po twojej myśli. I za nas. Żebyśmy byli razem szczęśliwi i jak najdłużej – powiedział Justin podnosząc kieliszek.
Stuknęli się kieliszkami i wzięli za jedzenie potraw, które Zo widziała pierwszy raz w życiu.
Jedli, śmiali się, rozmawiali.
Nagle wzrok Zoey znów powędrował na płatki róż i zapadła pomiędzy nimi cisza.
Dziewczyna wstała z miejsca i usiadła na ziemi. Wzięła do ręki kilka płatków i zaczęła wdychać ich zapach.
Bieber przyglądał się jej w ciszy. Wyglądała tak pięknie pośród tych kwiatów, obok łóżka, kiedy w ciemne okno stukał deszcz, za to ona wydała mu się jaśnieć.
-Zo…? – odezwał się niepewnie Justin. Dziewczyna spojrzała na niego swoimi niebieskimi oczami.
Bieber wstał z miejsca i przykucnął obok niej.
Patrzył jej głęboko w oczy.
Po chwili wahania, które sam nie wiedział skąd się wzięło, ujął jej twarz w dłonie i pocałował. Tak jak jeszcze nigdy.
Wyczuł, że serce dziewczyny bije jak szalone.
-Ej, denerwujesz się, śliczna? – znowu zajrzał w jej oczy.
Dziewczyna nie odpowiedziała, ale też nie odwróciła wzroku.
Bieber złapał lekko za ramiączko od jej sukienki i zsunął je niżej.
Dziewczyna zadrżała od jego dotyku, a on uśmiechnął się czule.
-Myślę, że już wystarczają co długo byliśmy grzeczni – powiedział Justin szeptem i musnął jej szyję – Czy zgadzasz się oddać mi tę noc, deszczowa księżniczko?
Zo patrzyła na niego z mieszaniną wszystkich uczuć naraz.
-Czemu ‘deszczowa księżniczko’? – uśmiechnęła się niepewnie.
-Bo kochasz deszcz… - Justin zaczął wymieniać i wziął ją na ręcę – Bo masz niebieskie oczy, a one kojarzą mi się z morzem, wodą i deszczem – położył ją delikatnie na łóżku – Bo tańczysz w deszczu najseksowniej na świecie – musnął jej dekolt – i masz mokre włosy.
Zoey cicho się zaśmiała, a Bieber nie przestawał czule się uśmiechać.
-Kocham cię, wiesz Zo? – powiedział powoli zdejmując z jej nóg buty.
-Wiem, Jus. Ja ciebie też – odpowiedziała szeptem.
Justin złączył swoje usta z jej ustami i zaczął ją namiętnie całować. Dziewczyna odwzajemniała wszystkie pocałunki. Przerażała ją ta ochota zdjęcia z Justina ubrań, złamania tej granicy, która dzieliła ich ciała.
Ręce Biebera powędrowały pod jej sukienkę, a ona zaczęła rozpinać guziki w jego koszuli.
-Ale trzęsą ci się ręce, mała – Justin złapał jej dłonie i podniósł do ust – Nie denerwuj się, śliczna.
Bieber rozpiął do końca koszule i zdjął ją z siebie po czym złapał za  zapięcie sukienki Zoey.
-Nie, Jus. Nie jestem jeszcze na to gotowa - powiedziała nagle dziewczyna drżącym głosem.
Bieber spojrzał jej w oczy i zrzedła mu mina. Chwilę nic nie mówił.
-Zamierzasz czekać z tym do ślubu, czy jak? - spytał, a jego głos stał się chłodny.
Dziewczynie chciało się płakać. Dlaczego cały nastrój prysł w jednej sekundzie??
-Myślę, że nie, ale po prostu... Nie jestem jeszcze gotowa, Jus... Proszę cię, zrozum. Nie jestem Seleną.
-Zauważyłem - powiedział cierpko Justin.
-Mam też od niej trochę mnie lat, Jus...
Bieber usiadł po turecku i się nie odzywał.
Zo też się nie odzywała. Nie zamierzała za nic przepraszać.
-Okey, chcesz wracać na noc do domu? - zapytał Justin, nie patrząc jej w oczy.
-Nie...
Bieber podniósł wzrok na jej twarz.
-No to co chcesz robić? Spać? - spytał Bieber.
-Mówiłeś, że masz dużo planów na tę noc - pokazała mu język, jak pięciolatka.
Starał się nie uśmiechnąć, ale nie dał rady.
Przysunął się do niej i musnął jej wargi. Posadził ją sobie na kolanach.
-Jeśli myślisz, kotku, że wytrzymam tu nie dobierając się do ciebie całą noc, to się mylisz - powiedział bawiąc się ramiączkiem od jej sukienki.
-A kto powiedział, że mamy tu siedzieć? Możemy gdzieś pójść...
-Gdzie?
-Nie wiem...
Justin znowu lekko się uśmiechnął.
-W sumie mamy tu telewizor... Może chcemy coś pooglądać? - zasugerował Bieber
Zo wzruszyła ramionami.
-Ty nie zaakceptowałaś moich planów, ty wybierasz - uśmiechnął się do niej cierpko.
Dziewczyna opóściła wzrok.
-Serio, jak chcesz się z kimś przespać to chwilowo nie do mnie. W każdej chwili możesz ze mną skończyć i znaleźć sobie inną - powiedziała ostro Zoey.
Bieber znowu chwilę nic nie mówił.
W pewnym momencie gwałtownie uniósł jej brodę i wpił się w jej usta.
-Tak łatwo się mnie nie pozbędziesz - uśmiechnął się lekko.
Dziewczyna nie odwzajemniła uśmiechu, a Bieber westchnął.
-Słuchaj, księżniczko. Ja mam zrozumieć ciebie, to ty zrozum mnie. Starałem się, tak? Wszystko przygotowałem i miałem nadzieję, że będzie idealnie, a więc nie złość się na mnie, że poczułem się trochę dotknięty. Ja też spróbuję zrozumieć twoją decyzję i nie będę naciskał. Zgoda?
-Zgoda... - powiedziała Zo, przytulając się do Justina. Był najlepszym chłopakiem na świecie.

______________________
Prosz, Zuziu. ;P <3 Co Wy na to...? 

sobota, 11 lutego 2012

22. Wielkie zmiany.


     Wspólne wakacje w Grecji minęły Justinowi i Zo zanim zdążyli się obejrzeć. Bieber czuł się już całkiem dobrze, a jego zawroty głowy prawie już się nie powtarzały. Czuł się i wyglądał zdrowo, jak nigdy. Cienie pod jego oczami prawie całkowicie znikły, jak i wyraz zmęczenia na twarzy. Chłopak martwił się jedynie tym, że musi rozstać się z Zoey na jakiś czas i że znowu musi zacząć pracować. Kochał tworzyć muzykę, ale w ostatnim czasie po prostu go to przerastało… Miał nadzieję, że kiedy wróci do Stanów będzie w formie.
Ostatniego dnia ich wspólnych wakacji, do Zo zadzwonił brat informując ją o tym, że Laura pojechała zająć się mamą, która ostatnio gorzej się czuła i ma przylecieć do niego, do Londynu. Powiedział też, że ich rodzicielka zabroniła Zoey wracać do domu z jej powodu. Powiedziała, że córka ma spędzić całe wakacje dobrze się bawiąc, a nie zajmując matką. Zo naprawdę ją kochała. Była najlepsza na świecie. Jedynym minusem tego zajścia był fakt, że Zoey i Justin w zaistniałych okolicznościach musieli wracać do domów, oddzielnymi samolotami. Para nie mogła się rozstać, ale w końcu, kiedy na lotnisku zbiegło się niezłe stadko paparazzich, musieli się pożegnać i każde poszło w swoją stronę.
Zo, kiedy wsiadała do samolotu miała łzy w oczach, z którymi nie potrafiła sobie poradzić. Kiedy oddalała się od Justina czuła pustkę w środku. Nie potrafiła tego wytłumaczyć, ale czuła, że czegoś jej brakuje. Wiedziała, że nie rozstają się na bardzo długo, ale i tak było jej ciężko. Tak dobrze jej z nim było. Przerażała ją myśl, że przez pewien czas nie będzie mogła się do niego nawet przytulić…
-Przepraszam – wyjąkała, kiedy zdeżyła się z kimś w przejściu.
-Nie ma sprawy – uśmiechnął się chłopak – Czemu płaczesz? – spytał, kiedy się jej przyjrzał.
-Nie płaczę… - powiedziała pociągając nosem.
-Tylko ci się oczy pocą, tak? – zaśmiał się – Założę się, że nie masz chusteczek – wyjął z kieszeni całą paczkę i podał dziewczynie.
-Dzięki – uśmiechnęła się słabo.
-Nie ma sprawy. Gdzie masz miejsce?
Zoey pokazała mu bilet, a chłopak uśmiechnął się szeroko.
-Obok mnie. Przeznaczenie? – poruszył zabawnie brwiami, a rozbawiona Zo wywróciła oczami.
Usiedli na miejscach.
-Gdzie szedłeś, jak na ciebie wpadłam? – spytała dziewczyna.
-Do kumpli – wyjaśił chłopak – Nie było pięciu miejsc obok siebie, przegrałem w ‘kamień, papier i nożyce’ i muszę siedzieć sam, czego chwilowo nie żałuję – pokazał rząd swoich białych zębów.
-I nie idziesz do nich?
-Nieeee. A tak wgl to jestem Liam… - chłopak uśmiechnął się po raz kolejny.
-Miło mi. Zoey.
-Zoey… Fajne imię.
Dziewczyna spojrzała na niego lekko ironicznie.
-Nie no. Serio – zapewnił – Ej, ej. Chwila. Jesteś dziewczyną Biebera, czy mam jakieś schizy?
-Hmm… - Zo uśmiechnęła się tajemniczo.
-Ten Biebs to szczęściarz – westchnął Liam.
-A ty jesteś z 1D, prawda? Wygraliście X-Factor?
-Nie inaczej. Głosowałaś na nas? – wyszczerzył się.
-Nieeee. Mieszkam w Polsce, wiesz?
-Ahm… Czyli nie miałaś jak, ale tak to byś głosowała, prawda?
-No czy ja wiem… - Zoey zaśmiała się widząc jego mordercze spojrzenie.
Chłopak się uśmiechnął.
-A gdzie twój sławny chłopak? – spytał.
-Leci do Stanów, a ja do Londynu, do brata – odpowiedziała Zo.
-Do Londynu?! Tak jak my! – wyszczerzył się Liam – Wracamy z wakacji.
-Jak ja – Zoey też się uśmiechnęła. Doszła do wniosku, że temu chłopakowi bardzo dobrze idzie poprawianie jej humoru samym byciem.
-Teraz jestem pewien, że to przeznaczenie – powiedział Liam z poker face’em, a Zo się roześmiała.
-Tak, tak – powiedziała z lekkim sarkazmem.
-Zaprzeczasz??
-A czy coś takiego powiedziałam?
-Joł, Lili. Obraziłeś się na nas, czy jak, czemu nie wbijaaasz…? – podszedł do nich chłopak, w którym Zo, o ile dobrze ich pamiętała, rozpoznała Zayn’a – Aaaaa. Teraz wszystko jasne – spojrzał na dziewczynę – Jestem Zayn.
-Zoey.
-O. Zoey i Zayn. Ładnie by to brzmiało – puścił do niej oko – To ja spadam. Jak znudzi ci się koleżanka to pójdziesz tam do tych debili, a ja chętnie się z tobą zamienię miejscem.
-Na razie nie skorzystam – powiedział uśmiechając się uprzejmie Liam.
-Ale teraz serio. Harry podrywa laskę, która przed nim siedzi, Louis przegląda się w lusterku, bo stwierdził, że nie ma nikogo piękniejszego od niego (oj, biedak się myli, powinien patrzeć na mnie), a Niall płacze tam za tobą – powiedział Zayn z przejęciem.
-Ok, ok. To ich pozdrów i zjeżdżaj – uśmiechnął się słodko Liam.
-Będziesz jeszcze czegoś chciał – chłopak pogroził mu palcem i poszedł, jak się zdawało, z powrotem na swoje miejsce.
Po chwili pilot poprosił o zapięcie pasów i powiadomił pasażerów, że samolot zaraz startuje.
Podczas lotu, Zo poznała chyba całą historię życiową Liam’a. Dobrze bawiła się słuchając go i rozmawiając o całkiem nieistotnych rzeczach, o których fajnie się gadało.
-Lubisz jeść ogórki z nutellą? – zapytał w pewnym momencie.
Dziewczyna się zaśmiała.
-Powiem ci, że nie należy to do moich ulubionych dań, ale próbowałam, bo moja przyjaciółka uwielbia je jeść.
-Serio??? Musisz mnie z nią poznać – wyszczerzył się – Gdzie ona mieszka?
-W Polsce.
Liam’owi zrzedła mina.
-Oj, tam. Wbijemy do Polski, to ją poznam. Słuchaj… Dasz mi swój numer? – zapytał trochę niepewnie chłopak.
-No ok… - zgodziła się Zoey.
Kiedy podyktowała mu nr, okazało się, że zaraz lądują.
-Wow. Jak szybko – zdziwiła się Zo.
-Wcale nie szybko. Po prostu dobrze nam się rozmawiało – uśmiechnął się Liam.
Zoey odwzajemniła uśmiech.
Na lotnisku miał czekać na nią brat. Nie czekał.
Wszyscy się rozeszli, a ona nie bardzo wiedziała co ma robić, kiedy brat nie odbierał już dwudziestego połączenia od niej.
-Coś nie tak? – usłyszała za sobą głos.
Odwróciła się.
-Hej, Liam – uśmiechnęła się lekko – i Zayn – dodała, kiedy zobaczyła naburmuszoną minę chłopaka obok.
-To Harry, Louis i Niall – Liam przedstawił jej resztę – A to Zoey – przestawił reszcie ją – Nie odpowiedziałaś mi na pytanie.
-Jest okey… Tylko brat nie odbiera… A miał czekać na mnie na lotnisku… I go nie ma…
-A gdzie mieszka? – zapytał Harry.
Zo podała adres.
-Ej, ej, pyszczki – Zayn spojrzał na kolegów – Mieszka obok mnie – wyszczerzył się.
-A ja całkiem przypadkiem dziś do ciebie przyjdę… - powiedział Liam.
-Haha. A ja całkiem przypadkiem powiem, że mam inne plany… - odpowiedział Zayn.
Zaczęli mordować się wzrokiem.
-Ej, panienki. Spokojnie. Słuchaj, Zo – zaczął Harry – A może pojedziesz z nami? Zamierzamy jechać autobusem. Wysiądziesz razem z Zayn’em.
-I Liam’em – przypomniał chłopak.
-Nie zapraszam cię – powiedział Zayn.
-A ja mam to gdzieeeś.
Louis westchnął głęboko.
-Jedziesz z nami, czy nie? – spytał Niall.
-Sama nie wiem… A co jak on tu przyjedzie i będzie na mnie czekał? Może zostawił telefon w domu, są korki i jest w drodze…
Chłopaki spojrzeli na nią w zamyśleniu.
-To poczekamy z tobą – powiedzieli chórem i wszyscy się roześmiali.
-Jak chcecie – Zoy uśmiechnęła się lekko i wzruszyła ramionami.
Poszli do pobliskiej kafejki i czekali jedząc, pijąc kawę, gorącą czekoladę lub herbatę (w zależności od osoby). Po godzinie (wcale nie nudnej), znalazł ich Sebastian.
-Zo! Jesteś! Przepraszam, że to tak długo trwało, ale były straszliwe korki i zostawiłem komórkę w domu… - tłumaczył się brat, a całe 1D spojrzało zszokowane na Zoey.
-Ona jest jakimś prorokiem – powiedział szeptem Harry do Zayn’a.
-Słyszałam – zaśmiała się Zo – Dzięki chłopaki, że poczekaliście ze mną. Hej wam.
-Cześć.
-Hej.
-Pa.
-Siema.
-Do zobaczenia! – powiedział Liam z naciskiem.
-Nie przychodzisz dziś do mnie – powiedział Zayn.
-PRZYCHODZĘ!
-Chodźmy z tąd – zaśmiała się Zoey i pociągnęła Sebastiana za sobą.
-Kto to był? – spytał zdziwiony brat, kiedy odeszli od chłopaków na wystarczającą odległość.
-Koledzy z samolotu – uśmiechnęła się Zo.
-Wspomnieć o nich Bieber’owi?
Zoey pokazała bratu język.
-Nie musisz. On potrafi być zazdrosny o wszystko. Serio. Kiedyś powiedziałam, że kocham deszcz, a on na to, że jest zazdrosny.
-Niech ci będzie… Ale się jeszcze zastanowię – mrugnął przekornie do siostry.
-Chcesz, żeby Jenny dowiedziała się, że jakiś czas temu byłeś na romantycznej kolacji z inną?
-Umm… To była zwykła, przyjacielska kolacja. Żadna romantyczna – bronił się Seba.
-W takim razie nic się nie stanie jak jej powiem?
-Dobra, ok. Nikt nic nie wie. Ja o ‘kolegech’ z samolotu, ty o Monice?
-Ok – uśmiechnęła się zwycięsko Zo.
Podczas drogi do domu brata, Zoey obliczyła sobie, że Justin wyląduje za 3 godziny. Nareszcie będzie mogła z nim porozmawiać chociaż przez telefon. Kiedy tylko weszli do domu, zmęczona Zo położyła się kanapie i wcale tego nie zamierzając... zasnęła.
-Zoey?
Dziewczyna dostrzegła Justina. Wyglądał strasznie. Jego ubranie było porwane i był cały zakrwawiony. Chciała coś powiedzieć, ale kiedy otworzyła usta nie wydobył się z nich żaden dźwięk.
-Zoey. 
Jego głos stał się cichszy. Wyglądało na to, że chce do niej podejść, ale nie może zrobić kroku.
Ona też nie mogła.
-Zo, odezwij się proszę - powiedział drżącym głosem i upadł na kolana, bo nie był dłużej w stanie stać.
Zoey chciało się płakać, ale nie mogła. Nie mogła zrobić totalnie niczego.
Ze snu wyrwał ja dźwięk telefonu.
-Halo? - odezwała się, ale jej głos wydał się jej dziwny. Co jak co, cieszyła się, ze chociaż może mówić.
-Zo? - usłyszała zaspany głos Justina.
-Tak?
-Umm... Tak się zastanawiam co właśnie robię z komórką przy uchu... - zaśmiał się słabo - Chyba zadzwoniłem przez sen... Chciałem to zrobić zanim zasnę, ale jakoś nie dałem rady. Ten lot mnie wykończył... Ej, śliczna. Co robisz?
-Spałam...
-Hmm... Śniłem ci się?
-Tak - odpowiedziała cicho.
-Z twojego tonu, kochanie wnioskuję, że to nie był miły sen...
-Nie był - przyznała dziewczyna - A ci się coś śniło?
-Tak... Ty... Słuchaj, przyleć do mnie, mała...
-Jus, chciałabym... Ale jak?
-Panie Bieber, ocknął się pan? Muszę pana zbadać - Zo usłyszała jakiś głos w tle słuchawki.
-Justin?? - jej głos stał się zdenerwowany.
Biebs zaklął pod nosem.
-Nic mi nie jest... - powiedział.
-Co się stało?! - krzyknęła dziewczyna.
-Spokojnie, śliczna. Zemdlałem. Żadna nowość. Jest okey... Nie chciałem, żebyś się martwiła...
Zoey chwilę nic nie mówiła.
-Zo?
-Co?
-Kocham cię, mała. Jest okey, ale muszę  kończyć...
-Pa - odpowiedziała chłodno Zoey.
Nadal do końca nie otrząsnęła się z dziwnego snu.

____________________________
Bum! XD Rozdział na prośbę Zuzi <3 Nie znam się na 1D... Ale postanowiłam ich tu wcielić xD Co wy na to...? Coś ostatnio pisanie mi nie idzie...

czwartek, 12 stycznia 2012

21. To ma być hotel?!

-Tak? – Zo odebrała telefon od brata.
-Co to za świrowanie z Bieberem, moja droga?? – spytał lekko rozbawiony Sebastian.
-Umm…
-Nie no. Wasza sprawa, tylko czemu jakieś, takie wasze różne zdj trafiły do internetu?
-Paparazzi są wszędzie – westchnęła załamana Zo.
-Okey. Rozumiem. Czujesz się jak gwiazda Hollywood?
-Nieee – zaprzeczyła Zoey.
-Dobra, Zo. Rozmowy są cholernie drogie. Trzymaj się i powiedz Bieberowi, żeby trzymał rączki przy sobie i nie ważył się tknąć mojej siostry.
-Paaaaa, Seba – dziewczyna się rozłączyła.
Justin wyszedł z łazienki. Miał tylko ręcznik na biodrach, a jego włosy były mokre.
Zoey przygryzła wargę, a Biebs się do niej uśmiechnął biorąc ciuchy i idąc spowrotem do łazienki.
-Kto dzwonił? – spytał.
-Mój brat.
-I co mówił?
-Że masz trzymać rączki przy sobie i nie masz próbować mnie tknąć, czy coś w tym rodzaju – odp Zo.
Justin zmarszczył brwi.
-Okeeeey – powiedział znikając za drzwiami.
Po kilku minutach wyszedł ubrany.
-Też idziesz? – spytał chłopak.
Zo skinęła głową i złapała rzeczy potrzebne jej do kąpieli.
-Uciekamy stąd – obwieścił Justin.
Dziewczyna spojrzała na niego zdziwiona.
-Scooter załatwił nam inny hotel. Nie jest aż tak zarąbisty i wgl, ale lepsze to niż konieczność przebierania się za dziewczynę, żeby wyjść.
Zo się zaśmiała.
-Okey… Kiedy wyjeżdżamy?
-Możemy od razu jak się umyjesz.
-W porządku.
O godz. 14:17 wyruszyli załatwionym przez Scotta Brown’a samochodem na miejsce nowego hotelu.
Kiedy dojechali na miejsce mina Biebera nie wyrażała niczego dobrego.
-‘To jest hotel’ – powiedział krzywiąc się – To NIE jest hotel.
Kenny parsknął śmiechem, ale Zoey, jak i Justinowi nie było do śmiechu. Dom powodował w nich dziwne odczucia.
-Scooter wiedział, że tu nie przyjedziesz z własnej woli, a więc trochę naściemniał – wytłumaczył Kenny – Ale tu odpoczniecie. W tym domku są 2 pokoje + kuchnia, łazienka i salon. Będziemy tu całkiem sami. Mamy pod nosem morze i nikt tu się nie zapuszcza.
-W sumie nawet fajnie – Justin wzruszył ramionami i musnął szyję objętej przez siebie Zo – O ile śpię z nią w jednym pokoju.
Kenny westchnął.
-Ale ŚPISZ. W nocy się ŚPI – przypomniał ochroniarz.
Zoey wybuchnęła śmiechem.
-Moja mama mówi dokładnie to samo! – zachichotała, a Bieber czule się do niej uśmiechnął.
-Mamy klucze? – zapytał Justin.
-Mamy. Właściciele wynajęli nam ten domek na czas całego naszego pobytu – Kenny poszedł do drzwi i przekręcił klucz w zamku.
Cała trójka weszła do środka. Ich nowe mieszkanie nie zrobiło na nich zbytniego wrażenia.
-Tu są tylko 2 jednoosobowe łóżka – jęknęła Zo.
-A skrzypią? – Bieber złapał rękę Zoey, która próbowała go uderzyć i pocałował ją  w policzek – Przecież żartuję.
-Myślę, że wy we dwójkę się na jednym zmieścicie. Gorzej ze mną – westchnął Kenny i wszyscy się roześmiali.
-Dasz radę, stary – zapewnił go Bieber.
-Muszę – powiedział ochroniarz z niezadowoloną miną – Zostawię was samych. Rozgoście się. Ja zrobię to samo. W sumie nie jestem tu wam potrzebny… Jak chcecie iść na plaże to idźcie. I tak nikogo nie ma kto mógłby na was napaść. Robię chyba tylko za coś w rodzaju przyzwoitki, żeby twoja mama nie zeszła na zawał myśląc o tym co robicie sami w niedużym domku, przy plaży.
-A co moglibyśmy robić? – mina Biebera była bardzo perfidna, a więc Zo tylko wywróciła oczami.
Kenny wyszedł i zamknął za sobą drzwi.
-Ej, słuchaj, Zo… - zaczął Justin – Albo dobra. Nieważne…
-Powiedz – poprosiła dziewczyna.
-Nieee. Uznasz, że ześwirowałem.
-I tak uważam, że ześwirowałeś, a więć to niczego nie zmieni – zaśmiała się Zo, a Bieber posłał jej mrożące krew w żyłach spojrzenie.
-Dzięki – powiedział z sarkazmem.
-No przecież żartuję. Mów.
-No dobra… Ale się nie śmiej. Hmm… Masz takie wrażenie… że ten domek… jest taki… znajomy – ostatnie słowo wypowiedzieli wspólnie – No dobra to było dziiiiwne – skomentował Justin.
-Tak, Jus. Wiem, że nigdy tu nie byłam, ale… nie mam pojęcia o co w tym chodzi.
-A ja wiem. Mamy coś z mózgiem. Chyba powinniśmy się leczyć, czy coś…
-Ja tak nie myślę. Może to nie jest normalne, ale… Czy wszystko musi być normalne??
-Jak dla mnie, to tak – zaśmiał się Bieber – Ale niech ci będzie. Uznajmy, że jesteśmy w pełni zdrowi na umyśle… A przynajmniej ty.
-Czemu ty nie?
-Bo chciałem, żebyś zaprzeczyła i powiedziała coś w rodzaju ‘Ach, Justinku! Jesteś bardzo zdrowy! Jesteś najmądrzejszym i najnormalniejszym mężczyzną jakiego spotkałam w życiu!’ – Bieber naśladował głos Zo.
-Taaa. Chyba chłopcem. Na pewno nie mężczyzną – powiedziała przekornie dziewczyna, a Bieber musnął jej usta.
-Chodź. Tym razem naprawdę chodźmy na plażę. Teraz MUSI się udać – JB złapał rękę Zoey i wyszli przed dom, który leżał praktycznie na plaży.
Zo zdjęła buty i grzała stopy idąc po gorącym piasku.
Szli za rękę i niczego więcej im nie było trzeba oprócz swojej bliskości.
-Wiesz co, Zo? – spytał Justin kiedy siedzieli na skraju plaży i pozwalali, żeby stopy obmywała im morska woda – Nigdy nie czułem się jak teraz. Zawsze mi czegoś brakowało… Kogoś… Teraz czuję się… Spełniony? Pełny? Nie czuję pustki. Kocham cię…
Dziewczyna oparła głowę na ramieniu Justina, a on położył jej rękę na plecach.
-Ja ciebie też… - wyszeptała dziewczyna.
Bieber złapał delikatnie Zo za podbródek i przekręcił jej twarz w swoją stronę.
Musnął jej usta i po chwili całował ją jak jeszcze nigdy.
Zoey kochała całowć się z Justinem, ale teraz było trochę inaczej… Kiedy raz po raz usta Biebera stykały się z jej ustami widziała w głowie coraz to nowe obrazy. Ona i mały Justin bawiący się na plaży; dom bardzo przypominający ten, w którym obecnie mieszkają, ale nie na plaży tylko… zdawało jej się, że to było w Stanach. Nie miała pojęcia gdzie. Widziała posiniaczoną twarz kobiety, która w jej odczuciu musiała być jej bardzo bliska; Justina wracającego ze szkoły z podbitym okiem i mężczyznę podbijającego mu drugie oko… Obrazy stawały się coraz straszniejsze.
Zoey odsunęła się od Biebera mając nadzieję, że obrazy się skończą. Udało się. Kiedy otworzyła oczy zobaczyła tylko Justina uśmiechającego się do niej niepewnie. Uznała, że zastanawia się, czy zrobił coś nie tak.
Zo pokręciła przecząco głową.
-Co jest? – Justin pogładził delikatnie jej policzek.
-Nic. Głowa mnie boli… - skałamała Zo. Nie wiedziała czemu, ale nie chciała dzielić się z Bieberem tym co przed chwilą widziała. Uznała, że jej chora wyobraźnia znowu wariuje.
-Kłaaamiesz – Jus musnął jej usta.
Tym razem obrazy nie powróciły.
-Czemu kłamiesz?
Bieber patrzył Zoey w oczy, a ona nie potrafiła odwrócić wzroku.
Dziewczyna pocałowała go w usta, a Bieber przewracając ją na piasek zrobił z tego bardzo namiętny pocałunek, zapominając o zadanym wcześniej pytaniu.

_______________________
Heeej :) Przepraszam Was, że tak dawno nic nie dodawałam. Ten rozdział napisałam dawno, dawno temu, ale uznałam za beznadziejny. Oceńcie.

sobota, 12 listopada 2011

20. Kocham Bartka H (tytuł z dedykacją dla Zuzi xD)

-Nie, że coś, ale ja się czuję jak w jakimś tanim horrorze i bardzo chętnie wróciłbym na tę uroczą plażę itd… - odezwał się Justin przytulając Zo do siebie.
Oboje nie mogli zasnąć, bo na dworze była straszna burza i jakoś nie mogli zapomnieć o ich zdaniem niewyjaśnionych zdarzeniach, które tu zaszły.
-Proszę bardzo. Idź. Ja tu zostaję. Nie zamierzam siedzieć podczas burzy, na plaży, w nocy… - powiedziała Zo zaspanym głosem.
-Czy nie słuchałaś pierwszej części mojej wypowiedzi?? W tanim horrorze, gdybyśmy się tylko trochę oddalili od tego ‘nawiedzonego’ domku przestałoby padać i wyszłoby jasne słońce…
-Nocą??
Justin się zaśmiał.
-Nie łap mnie za słówka, okey?? Każdy się może pomylić, a poza tym ten horror jest TANI.
-Tak, tak – Zo wywinęła się z uścisku Justina i przekręciła się na drugi bok.
-Że co, proszę??
Zoey roześmiała się cicho.
-Próbuję spać.
-A nie jest dla ciebie logiczne, że jak się nie będziemy przytulać, to nie zaśniesz? – powiedział Bieber obejmując odwróconą do niego dziewczynę.
-Głupek – zaśmiała się Zo.
-Twój głupek – Justin musnął jej szyję.
-Oj, spadaj. Ja chcę spać? Nie pamiętasz? – Zoey zawzięcie walczyła z uczuciami, które wzbudzał w niej JB.
-Pamiętam, Zo.
Dziewczyna bezwiednie się uśmiechnęła. Nie wiedziała dlaczego, ale strasznie podobało się jej jak wymawiał jej imię… Robił to tak czule… jakby naprawdę wiele dla niego znaczyło…
Poczuła delikatne muśnięcie ust Justina na policzku i odpłynęła.

-Ku**a, ne mogę oddychać! – ze snu wybudził ją słaby głos Justina i on blady, ledwo utrzymujący się w pozycji siedzącej.
Zoey zerwała się z miejsca i pobiegła obudzić Kenny’ego i starszą panią.
Nie wiedziała gdzie oni śpią…
Najpierw trafiła na pokój staruszki.
-Proszę pani!! Justin się dusi!! – wykrzyczała ze łzami w oczach. Dopiero po tym, jak to zrobiła uświadomiła, że starsza pani mogłaby dostać zawału od jej nagłych krzyków…
Zo była zrozpaczona. Tutaj totalnie nie było zasięgu, a do najbliższej cywilizacji było daleko. On nie mógł umrzeć!!
Kobieta o nic nie pytając szybko podniosła się z miejsca.
-Mów do niego. Mów, żeby próbował wziąć oddech. Mów, żeby się zrelaksował. Zaraz mu coś przyniosę. A ty… daj mu wody – zakomenderowała i poszła w przeciwną stronę niż poleciała Zo.
-Justin. Ona mówiła, żebyś się zrelaksował. Nie denerwuj się. Będzie dobrze – mówiła dziewczyna patrząc na Justina, który z każdą sekundą wydawał się coraz bledszy. Podała mu szklankę, którą napełniła w kuchni, po drodze.
-Kto ona? – wydusił z siebie Justin, biorąc łyk, a Zo zobaczyła w jego oku przebłysk rozbawienia.
-No ta starsza pani! Kto inny??? Kenny?
Bieber uśmiechnął się lekko, ale widać było, że z trudem walczy o choćby jeden oddech.
-Ej, trochę, jakby mi lepiej – powiedział słabym głosem, a Zoey miała nieprzyjemne przeczucie, że po prostu próbuje ją pocieszyć.
-Wypij – do pokoju wpadła staruszka i podała coś Justinowi. Chłopak spojrzał na to podejrzliwie, ale posłuchał kobiety. Chyba pomyślał, że umrze i tak i tak, a jak wypije to przynajmniej ma jakąś szansę przeżyć.
Kiedy skończył opróżniać spory kubek wziął głęboki haust powietrza.
-Oddycham – zaśmiał się, a Zo rzuciła mu się na szyję.
-Ej, bo udusisz – powiedział Justin słabym głosem i pogładził czule jej włosy.
Dziewczyna szybko się od niego odsunęła, a on uśmiechnął się czule.
-Jak pani to zrobiła? Dziękuję. Strasznie dziękuję – mówił Bieber, a jego głos był naprawdę, przerażająco słaby.
-Miałam tu jeszcze lekarstwa… Ciągle je mam… Mój mąż też się czasem dusił. Miał taką samą alergię, jak ty. Musi was uczulać coś w tym domu… A teraz spróbujcie zasnąć. Jakby się coś działo przyniosę wam jeszcze trochę tego lekarstwa, ale na 99,99% nie będzie wam już potrzebne – staruszka uśmiechnęła się życzliwie i wyszła z pokoju.
-Dzięki za uratowanie mi życia… - Justin musnął delikatnie usta Zo.
-Nie mi dziękuj – uśmiechnęła się dziewczyna.
-Jej już podziękowałem, a gdyby nie ty nigdy by się nie dowiedziała, że się duszę – zaśmiał się.
Zo nie widziała w tym nic śmiesznego.
Bieber nakręcił kosmyk jej włosów na palec.
-Śpimy? – spytał kładąc się na łóżku – Tzn ja na pewno już nie zasnę, ale jak ty chcesz spać, to śpij.
-Też nie zasnę… Jest… - Zo spojrzała na zegarek, ale nie zobaczyła niczego w ciemności. Spróbowała włączyć lampę, ale okazało się, że nie ma prądu – Dobra. Gdzie masz komórkę??
Bieber z lekko łobuzerskim uśmiechem podał jej komórkę, która leżała na ziemi.
-Co to za wyszczerz?
-Nie, nic – zaśmiał się Biebs – Tylko tyle, że swoją masz w ręku i oświetlałaś sobie drogę do włącznika światła – ciągle chichotał. Zo rzuciła w niego komórką.
-Bardzo śmieszne – udała obrażoną.
-Oj, weeź – Justin przysunął się na skraj łóżka i pociągnął lekko za dół koszuli nocnej Zoey, żeby przyciągnąć ją do siebie.
Dziewczyna pozwoliła mu się pocałować, ale kiedy uznała, że za bardzo się wczuwa to go przystopowała mówiąc, że chce spać.
Biebs parsknął śmiechem odsuwając się od niej.
Usiadł po turecku na łóżku.
-Przed chwilą mówiłaś, że nie zaśniesz, księżniczko – uśmiechał się szelmowsko, a jego oczy błyszczały.
-Zmieniłam zdanie – burknęła Zoey.
Justin znowu lekko się uśmiechnął.
-Jak chcesz – wzruszył ramionami – Mnie chwilę temu dzieliły sekundy od śmierci, a ty jesteś taka chłodna.
-Oj, bieeeeeedny – powiedziała sarkastycznie Zo kładąc się tyłem do Justina.
Bieber chwilę się nie odzywał.
-Po co wgl mnie ratowałaś, co? Kto ci kazał? Następnym razem nie wtrącaj się w moje sprawy – warknął Justin i też odwrócił się do niej plecami.
Byli za bardzo podobni do siebie, mieli zbyt podobne i silne charaktery, żeby się pogodzić.
Zo bardzo poruszyły słowa Biebera chociaż nie bardzo chciała się nawet sama przed sobą do tego przyznać… Bardzo się o niego martwiła. Tym jego mdleniem, duszeniem się i słowami…
Westchnęła głęboko.
Myślała, że Justin zaraz przytuli się do niej i przeprosi, ale tak się nie działo. Z drugiej strony bardzo dobrze pamiętała jakie Bieber ma opory przed mówieniem ‘przepraszam’…


-Wstawaj – Zo ze snu wybudził szorstki głos Biebera – Już nie pada. Wracamy do hotelu. Dziś zwalniają się pokoje. Musimy iść, bo znowu ktoś nam jej zajmie.
Zoey przetarła oczy i spojrzała na surową twarz Justina.
-Jus… - powiedziała cicho, a w jego oczach zobaczyła przebłysk Biebera, którego kochała.
-Co? – głos nadal był niemal ostry.
-Czemu jesteś zły?
Justina denerwował spokój Zo.
-Ty możesz odstawiać swoje fochy, kiedy tylko chcesz. Czemu ja nie mogę??
Zoey wzruszyła ramionami.
-Jak sobie chcesz.
Justin próbował spojrzeć na nią chłodno, ale Zo widziała jak patrzy na opuszczone ramiączko koszuli nocnej, która należała kiedyś do miłej staruszki z tego domu.
Dziewczyna wstała z łóżka. Jej koszula nocna kończyła się sporo przed kolanami.
Bieber chwilę przyglądał się Zoey i jego wyraz twarzy powoli się zmieniał, ale dziewczyna nie potrafiła rozszyfrować co oznacza.
Justin wybuchnął śmiechem.
Zo spojrzała na niego zdziwiona.
Chłopak pokręcił głową próbując zapanować nas śmiechem.
-Nie mogłaś założyć tej grubej piżamy w kwiaty?? – mówił Biebs przez śmiech.
-A to czemu? – dziewczyna też się lekko uśmiechnęła i zawzięcie starała się odgadnąć o co chodzi Justinowi.
Bieber zamiast odpowiedzieć podszedł do niej bliżej i założył jej ramiączko spowrotem na ramię.
-Bo nie kusiłoby mnie, żeby zrobić tak – chłopak wpił się w usta Zo, a jego ręka wsunęła się pod koszule nocną i gładziła czule jej plecy.
Zoey stwierdziła, że może mu pozwolić na trochę czułości, jeśli nie jest związana z ‘obmacywaniem’ jej i próbowaniem się do niej dobrać.
-Kocham cię, wiesz? – powiedział Justin całując dziewczynę coraz mocniej.
Zo odwzajemniała pocałunki.
Przy nikim jeszcze nie czuła się tak, jak przy Bieberze.
Kiedy skończyli pocałunek JB założył kosmyk włosów za ucho Zoey i musnął jej policzek.
Dziewczyna wtuliła się w niego, a on objął ją czule.
Zo była strasznie skołowana huśtawkami nastroju Justina.


-Wolność i koniec tego dziwnego zapachu domu!! – wrzasnął Bieber, kiedy oddalil się na tyle, żeby kobieta nie mogła go usłyszeć.
Zo się zaśmiała, a Kenny nie skomentował.
-Ja tam bym się za bardzo nie cieszył – westchnął.
-Czemu? – Justin spojrzał na niego podejrzliwie.
-Bo ta ‘miła’ staruszka poinformowała paparazzich gdzie jesteście. Nie wiem co robiliście sami w pokoju, ale mięli na to stały widok przez okno i z tego co mi się wydaje wpuściła nawet kogoś do środka i ma z tego mnóstwo kasy. Podsłyszałem przypadkiem jej rozmowę…
Mina Biebera wyrażała teraz smutek, bezsilność i ogromną wściekłość.
-A to dziwka – syknął – A gdzie są w takim razie ci paparazzi?
Kenny odwrócił się do tyłu.
-Tam – wskazał palcem za ukrytego mężczyznę w krzakach – Tam, tam, tam – pokazywał coraz więcej osób.
-Fuuuuuck – zaklął Bieber – Na razie się nie narzucają, a więc ciii. Udajemy, że ich nie widzimy.
-Taaa. I na pewno nie widzieli jak Kenny pokazuje ich palcem… - odezwała się sarkastycznie Zo.
-Cicho. Robię sobie nadzieję – powiedział Justin – Oni są jak ninja, nie? – odezwał się Biebs po chwili ciszy.
Zoey się roześmiała.
-No, ale serio. Nigdy ich nie widać, a jak już napadną to jest źlee… I chyba nie śpią… - mówił Justin.
-Masz rację – westchnęła Zoey, a Bieber delikatnie złapał ją za rękę.
-Nienaaaawidzę ich – powiedział Justin zmęczonym głosem, w którym słychać było to, że w nocy nie był w najlepszym stanie.


-No to wreszcie mamy gdzie mieszkać – wyszczerzył się Biebs niosąc swoje i Zo bagaże do ich wspólnego pokoju.
-Taa… - powiedziała Zoey.
-Czemu jesteś smutna? – Justin odstawił walizki, zamknął drzwi i spojrzał dziewczynie w oczy.
-Chyba przez tych cholernych paparazzich – Zo wzruszyła ramionami.
-Nie martw się – Bieber musnął ustami jej policzek – Nic nie możemy na to poradzić.
-Ale teraz nie będziemy mogli nigdzie wyjść…
-A może nie jest tak źle? Może jeszcze wcale tak dużo osób nie wie, że tu jesteśmy?
-Wierzysz w to? – Zo uniosła powątpiewająco brwi.
-Nie – zaśmiał się Biebs – Ale jakoś sobie poradzimy – pocałował lekko jej usta.
-Mam nadzieję… - westchnęła dziewczyna i usiadła na łóżku.
Bieber wyciągął z torby laptopa. Uruchomił go i chwilę coś zawzięcie na nim robił.
-Zoey… Chodź tu. Umm… - odezwał się krzywiąc się lekko.
Zo podzeszła do Justina i nie wiedziała, czy płakać, czy się śmiać.
-Nie, że coś… Fajne te zdj, ale jakby były na naszym komputerze, a nie, gdyby mógł oglądać je cały świat… - westchnął JB.
Na zdjęciach widać było go i Zoey w różnych sytuacjach, których nigdy nie powinno widzieć świato dzienne.
-Dzięki Bogu byliśmy na tyle mądrzy, że nie zrobiliśmy niczego więcej… No, chyba największym wyskokiem naszego pobytu tam był ten pocałunek dziś rano… No i te niektóre rzeczy w łóżku wyglądają… umm… namiętnie, ale nic się naprawdę nie działo.
-Poczekaj, powtórz. KTO był na tyle mądry, żeby nie zrobić niczego więcej?? – spytała Zo.
-Dobra, ty – zaśmiał się Justin i musnął szybko jej usta – Ale i tak to łóżko straaaaszliwie skrzypiało, a więc bez szans.
Zo uderzyła go w rękę, a on wywrócił oczami i się do nie uśmiechnął.
-Jestem ciekawy reakcji mojej mamy na te zdj… - powiedział po chwili Biebs z lekko przymrużonymi oczami.
-Ja teeeż – westchnęła Zoey.
-Myślę, że jest jakaś mizerna szansa, że to przeżyjemy… mała, ale zawsze – odezwał się Justin – Idziemy na plażę?
-Okey…
Kiedy zamknęli swój pokój i zaszli do Kenny’ego, ten słodko spał.
-Nie budzimy go. Wyjdziemy tylko na chwilę – powiedział Justin.
Gdy tylko wyszli na zewnątrz okrążyli ich paparazzi i fani. Było ich tak dużo, że nie mięli totalnie, jak przedrzeć się dalej.
-Wracamy – syknął wściekły Bieber i mocno pociągnął Zo za sobą, do hotelu.
Pobiegli do swojego pokoju i zamknęli się z nadzieją, że nikt za nimi nie poszedł.
-No i dupa. Fajnie się nam zapowiada odpoczynek – skrzywił się Justin.
-Przebierzmy się.
-Że co?
-No przebierzmy – zaśmiała się Zoey.
-Umm… Dobra… ale za co?
-Ciebie przebierzemy za dziewczynę.
-Yyy?
-Noo.
-Jak?
-Normalnie – Zo pokazała mu język – założymy ci perukę i ubierzemy cię w moje ciuchy.
-Taa jaaasne.
-Chcesz wyjść?
-Niby tak… Ale… No dobra. A ty będziesz taką mega różową lalą. Róż, róż, róż i będziemy psiapsiółkami – zamrugał rzęsami Justin.
-Nie ubiorę różu – zaoponowała Zo.
-Ja mam się przebierać za dziewczynę, a ty nie ubierzesz różu?!
Zoey się zaśmiała.
-Tak.
-To nic z tego nie będzie – Justin zrobił minę nie znoszącą sprzeciwu.
-Okey… Założę blond perukę, i będę różowiutka. Zadowolony??
-Tak – wyszczerzył się Bieber.

______________________________________
Wiem, że dłuuuugo nie pisałam, ale to przez moją przyjaciółkę xP Rozdział jest jaki jest, ale jak już wspominałam dawno nie pisałam i jeszcze się na nowo rozkręcę ;)

niedziela, 4 września 2011

19. To normalne... Prawda?

Zza drzwi wyłoniła się niewysoka postać starszej kobiety.
-Tak? – spytała po angielsku.
Kobieta miała na sobie koszulę nocną, co było trochę dziwne, bo był środek dnia…
-Na dworze jest straszna burza, a my trochę zabłądziliśmy… Czy moglibyśmy się u pani na chwilkę zatrzymać? – spytała Zo.
-Oczywiście. Wchodźcie. Dawno nie miałam gości – otworzyła szerzej drzwi, a Justin, Zoey i Kenny weszli do środka.
Dom od środka wyglądał tak jak z zewnątrz… Jakby był w stanie rozkładu.
Zo musiała bardzo się postarać, żeby nie skrzywić się czując stęchły zapach panujący w domu.
-Przepraszam za mały bałagan… - powiedziała staruszka prowadząc ich do salony.
-Mały? – Bieber szepnął do swojej dziewczyny.
-Bądź grzeczny – Zoey, z uśmiechem lekko uderzyła go w rękę, a on musnął jej usta.
Doszli do salonu. Zo była bardzo zadowolona, że jest zbyt mokra, żeby siadać na brudnej kanapie.
-Zaraz przyniosę wam coś do jedzenia, ale nie mam za dużo rzeczy…
-Niech pani sobie nami nie zawraca głowy – powiedziała Zoey, ale kobieta przeszła już do innego pokoju.
-Ja bym tam nic nie jadł i nie pił na waszym miejscu. Ona może chcieć nas otruć i wykorzystać seksualnie – palnął Justin z mądrą miną.
-Głupek – dziewczyna się zaśmiała i znowu go uderzyła.
-Nie bij mnie.
-Bo?
-Jeszcze pytasz? - Bieber wpił się w jej usta - Czemu smakujesz truskawkami? – Justin oblizał swoje wargi, kiedy skończyli pocałunek.
-Bo błyszczyk?
-Yhm. Smakuje mi – Bieber musnął usta dziewczyny.
Starsza pani weszła do salonu i postawiła przed nimi coś przypominającego ciastka i coś, co również, niestety, tylko przypominało herbatę.
-Smacznego – uśmiechnęła się.
-Bardzo dziękujemy, ale przed chwilą jedliśmy… - powiedziała nieśmiało Zo.
Staruszka trochę posmutniała.
-No dobrze… Ale nie łudźcie się, że szybko przestanie padać. Czuję w kościach, że deszcz będzie padał najkrócej do jutra. Nigdy się nie mylę.
Cała trójka spojrzała po sobie.
-Tu zawsze długo pada… Jak zacznie, to leje bardzo długo – znowu odezwała się kobieta – Będę mogła was przenocować, jeśli chcecie... Ojejku! Nie przedstawiłam się! Jestem Kelsey.
-Miło nam – uśmiechnął się Bieber – Ja jestem Justin, to jest Zoey, a to Kenny.
-Mnie również. Czyli zostaniecie na noc, czy wracacie w ten deszcz?
Justin miał niewyraźną minę. Nie uśmiechała mu się perspektywa spania tu, ale tym bardziej podczas ulewy, na plaży.
-Co o tym sądzicie? – spojrzał na Zo i ochroniarza – A byłby to dla pani duży kłopt, gdybyśmy zostali?
-Skądże – uśmiechnęła się gospodyni.
-To zostaniemy, jeśli pani nie ma nic przeciwko – powiedziała Zoey.
-Och, jak miło – uśmiechnęła się staruszka – Wy – zakochani pewnie chcecie spać razem, to pościele wam w jednym pokoju, a ty – Kenny możesz spać u mnie, a ja przeniosę się na kanapę.
-Nie, nie. Nie ma mowy. Ja mogę spać na kanapie – powiedział ochroniarz.
-Och, jaki z ciebie dżentelmen – zachwyciła się Kelsey – Pokażę wam pokój – zwróciła się do Justina i Zoey – Musicie się przebrać, bo jesteście cali mokrzy. Dla ciebie, Wielki, nie wiem, czy coś znajdę, ale poszukam… A dla was, dzieci… Na ciebie, mała powinien pasować jakiś z moi starych ciuchów, a na ciebie coś z ubrań Henry’ego – spojrzała na Justina
-Okey – JB i Zo wstali z miejsca i poszli za staruszką.
-Oto wasz tymczasowy pokój. Rozgośćcie się, przejrzyjcie szafę i wybierzcie sobie ubrania.
Pokój był… całkiem inny od reszty domu…
Kobieta poszła z powrotem do salony, a Zoey i JB stali, jak wryci gapiąc się na pokój.
Bieber pierwszy wszedł do środka.
-Wow. Jaki zadbany. I nawet pachnie normalnie – zdziwił się Justin. Jego wzrok zatrzymało zdjęcie wiszące na ścianie – Fajna poza – przekrzywił głowę z łobuzerskim uśmiechem.
Zoey spojrzała na zdjęcie i zakryła mu oczy.
-+18, kotku – zaśmiała się, a Justin zdjął jej rękę z oczu.
-Mylisz się skarbie. +15 – mrugnął do niej, a Zo wywróciła oczami.
Justin znowu patrzył na zdjęcie.
-Ej, to naprawdę ta sama babka? – Bieber nie odrywał wzroku od zdjęcia – Że tak powiem Bogini Sexu, a teraz… No cóż.
-Lata mijają, no nie?
-Niby – Justin wzruszył ramionami – Musimy kiedyś tego spróbować - pokazał ruchem głowy na zdjęcie.
Zo popchnęła Biebera, a on złapał jej ręce, przyciągnął do siebie i pożądliwie pocałował ją w usta.
-Ciekawe, czy ten koleś na zdjęciu to jej mąż… - zadumała się Zo – I ciekawe, czy jeszcze żyje…
-Taaa. Ciekawe. Mnie teraz zaciekawiło coś całkiem innego… Co masz pod tą sukieneczką – wyszczerzył się Justin.
-Kotku… - Zoey przygryzła wargę, złapał go za koszule i przysunęła twarz blisko jego ucha – Przykro mi, ale na to będziesz musiał jeszcze trochę poczekać – odsunęła się od niego, muskając jego policzek.
Wzrok Biebera był przepełniony nieukrywanym pożądaniem.
-Juuuustin…
-No, co? Nie zamierzam ukrywać tego, że mam ochotę, żeby TO z tobą zrobić – wzruszył ramionami – Ale mogę poczekać. Mogę czekać ile chcesz. Dopóki nie będziesz przekonana, że to właśnie ze mną chcesz być do końca życia.
Zoey uśmiechnęła się do niego czule i wtuliła się w jego tors.
-Jesteś idealny, Jus... – wyszeptała dziewczyna.
-Nie żartuj, mała – Bieber zaczął całować Zoey, pchając ją nieznacznie w stronę łóżka.
Trochę siłą położył ją na łóżko, które głośno zaskrzypiało.
-Ahm. To łóżko jest wyposażone w alarm przeciwseksowy. Jeśli chcesz TO robić to wie o tym cały dom.
Dziewczyna wybuchnęła śmiechem, a Bieber zaczął całować jej dekolt i szyję.
Łóżko skrzypiało przy każdym, najmniejszym poruszeniu.
-Dobra. Zmieńmy miejsce – Justin podał rękę dziewczynie, żeby wstała.
Nie puszczając Zo zaczął napierać drugą ręką na ścianę.
-Co ty robisz? – zaśmiała się dziewczyna.
-Chciałem sprawdzić, czy na pewno wytrzyma – przycisnął Zoey do ściany i zaczął ją namiętnie całować.
-Justin… Nie zapominaj, że ktoś może tu wejść... – przypomniała nieśmiało dziewczyna – Może sobie teraz odpuśćmy…?
-Niee. Nie możemy marnować czasu. Nie wiadomo, czy nie zechcesz, zaraz być znowu tylko przyjaciółką – Justin po raz kolejny wpił się w jej usta.
-Musimy się przebrać – Zoey odepchnęła lekko chłopaka.
-Mmmm – uśmiechnął się łobuzersko Bieber.
Zo uniosła oczy ku niebu i otworzyła szafę.
Justin poszedł w jej ślady i zaczęli przeglądać rzeczy.
-Podobają mi się – wyszczerzył się JB znajdując damskie stringi.
Zoey zacisnęła usta udając oburzenie i wybuchnęła śmiechem.
-Głuuuupek.
-Ładnie by ci w nich było – uśmiechnął się łobuzersko.
Zo wywróciła oczami i zaczęła dalej szukać ubrań. Nie było tu niczego, co by się jej podobało, ale po dłuższych poszukiwaniach znalazła coś znośnego. Justin również.
-Ej, na tej bluzce jest napis ‘swag’ – wyszczerzył się Bieber, pokazująć T-shirt, który dla siebie wybrał.
-Fajnie – uśmiechnęła się dziewczyna i ściągnęła mokrą sukienkę i odkręcając się tyłem do Justina, również stanik.
Bieber stał, jak słup nie odrywając wzroku od jej nagich pleców i niebieskich majtek.
-Czuję, że na mnie patrzysz, zboczeńcu – zaśmiała się dziewczyna.
-Że, co?? Wcale nie patrzę. Odwróć się i sama sprawdź.
Zo się roześmiała.
-Marzenia, kochanie – wciągnęła na siebie fioletową sukienkę, którą znalazła i odwróciła się do Justina – Nie przebierasz się?
-Już przebieram… Nie masz stanika – stwierdził chłopak.
-Yhm. Nie zamierzam zakładać po niej bielizny.
Twarz Biebera rozjaśnił szeroki uśmiech, a Zoey znowu się zaśmiała.
-Ten obrazek źle na ciebie wpłynął, Jus… - westchnęła Zo.
-Aj, tam – chłopak szybko się przebrał – Patrzyłaś – wyszczerzył się cwaniacko.
-Wcale nie – zaprzeczyła Zo.
-Widziałem – Bieber przyciągnął dziewczynę do siebie, ale zanim zdążył pocałować drzwi się otworzyły.
Para odsunęła się od siebie, ale nikt się nie pokazywał.
Justin wyjrzał za uchylone drzwi, ale nikogo nie było, a z salonu dobiegała wesoła pogawędka Kelsey i Kenny’ego.
-Duuuuchy – Justin zrobił wielkie oczy i zaraz się zaśmiał.
-Pewnie, Kelsey, kiedy wychodziła źle je zamknęła – powiedział Zoey.
-Na pewno – uśmiechnął się Justin – Ej, tam się coś poruszyło!
Zo odwróciła się przestraszona, a Bieber wybuchnął śmiechem.
-Dałaś się wkręcić. Buahahahahhahaha – wyszczerzył się JB.
-No wiesz, co… - powiedziała Zoey z wyrzutem, a Justin musnął jej usta.
-O ku**a – zaklął Bieber patrząc w okno.
-Co znowu?? – zirytowała się dziewczyna, ale kiedy spojrzała w okno też zrobiło się jej niewesoło.
-Co tam robi to światło? – spytał Justin – Tam są same pola, nie? – w momencie, gdy wypowiedział te słowa światło znikło.
-Pewnie ktoś się zgubił, jak my… - Zoey przełknęła ślinę.
-Albo babcia z Kennym celowo próbują nas nastraszyć.
-Czy ja wiem… Jeeny. Nic się nie stało. Zdaża się. Może to paparazzi nas namierzyli, czy coś – mówiła dziewczyna.
-Ale boisz się, że to duchy nie? – spytał Justin z lekkim uśmiechem – Mi się możesz przyznać. I tak nic przede mną nie ukryjesz.
-Okey. Ale tylko trochę.
-Wierzysz w duchy?
-No, tak… Ale nie białe zjawy, chodzące w prześcieradłach, tylko dusze osób, które odeszły…
-Ja chyba też wierzę… Ale CHYBA, a TO duchy na pewno nie były.
Zoey się zaśmiała.
-Gdybyśmy się nie bali, to byśmy sobie dali już z tym spokój, nie poświęcając temu więcej uwagi, a my na siłę próbujemy przekonać się nawzajem i siebie samych, że to tylko coś normalnego, a nie nadprzyrodzonego.
-No, wiem… Nawiedzony dom – zaśmiał się Justin.
-Taaa. Dobra. Dajmy spokój. To na pewno normalne.
-Znowu to robisz. Przekonujesz samą siebie, bo nie wierzysz, że to było normalne.
-Ale było! – wykrzyknęła Zoey i zaśmiała się przytulając się do Biebera.

__________________________________________
Ummm... Haha xD Piszcie co sądzicie ;) <3
Jak tam pierwsze dwa dni w szkole? U mnie było zarąbiście (co jest meeega dziwne, że JA to mówię ;o), ale zadali nam i to już nie jest fajne, ani trochę ;/ No, ale jednak z zajebistymi przyjaciółmi wszystko staje się fajne :) Okey. To się, kurcze rozpisałam XD

Rozdział dedykuję znowu Zuzi <3 Bez Twojej pomocy te rozdziały to już nie to samo... Napiszmy jeszcze coś, kiedyś razem, jak będziesz miała chwilę czasu, co ? :* 
I love Was i komentujcie xD Peace ;P <3