niedziela, 7 sierpnia 2011

12. Otumaniony.

Bieber z pobytu w szpitalu pamiętał w sumie tylko tyle, że zasypiał i budził się, co 5 sekund i po prostu nie wyrabiał. W końcu lekarze się nad nim zlitowali i dali mu leki nasenne. Był tu już 2 dni. Właśnie zaczynał się trzeci.
-Hej, Jus – do sali wszedł Beadles.
-Cześć, laleczko – powiedział Bieber z błogim uśmiechem.
Christian przed wejściem został ostrzeżony przez lekarzy, że Justin dostał leki, po których może się dziwnie zachowywać… Pomimo wszystko zachowanie Biebera go zaskoczyło.
-Jestem Christian. Żadna laleczka.
-Christina? To ty?
-Christian!
-No przecież mówię. Daj buzi.
Beadles miał ochotę to nagrać, ale uznał, że przyjaciel by go zamordował. Dosłownie.
-Nie dostaniesz buzi, Justin – powiedział Chris.
-Czemuuu??
-Zrywam z tobą! – Christian postanowił się trochę zabawić.
-Nie!!! Czemu mi to robisz Krysiu?
-Bo już cię nie kocham! Zeszłam się z Bieberem!
-Co?! Z tym pedałem?!
-Tak! Kocham go, a nie ciebie!
Justin wyglądał, jakby zaraz miał wybuchnąć płaczem.
-Dobra sorry, Jus. Żartuje.
-Będziesz dalej ze mną??
-Jestem Christian!
-Poczekaj. Pogubiłem się. Jaki Christian?
-Beadles!
-Ten mały, idiota, kopiujący Biebera?
-Że co?!
-Ma niezłą siostrę… Szkoda, że ten debil JB z nią jest.
-Debil to ty jesteś. Ty jesteś Justin Bieber, cioto!
-Co?! Zgrywasz się, Krysia?!
-Christian!!
-Co? Mieszasz mi. To Christina, czy Christian.
-CHRISTIAN!
-To, czemu mówiłeś, że jesteś laską?
-Nigdy, nic takiego nie mówiłem!
Bieber wyglądał na bardzo skołowanego.
-To już nic nie rozumiem… - powiedział załamany.
Do sali weszła Caitlin.
-O. Masz odwagę na mnie spojrzeć? – spytał ironicznie Justin.
-Jus… Nie złość się… Ja po prostu…
-Taa. Rozumiem.
-Ej. Chwila – przerwał im Chris – Ty zachowujesz się normalnie???
Bieber wybuchnął śmiechem.
-Nabijałeś się ze mnie?!
-Od pewnego czasu… W pewnym momencie naszej, jakże ciekawej rozmowy odzyskałem świadomość.
Christian też się zaśmiał.
-O, czym rozmawialiście? – spytała Cait.
-Trzeba było wcześniej przyjść to byś wiedziała – powiedział do niej sucho Bieber.
Caitlin ze łzami w oczach wyszła z sali.
-Debil – warknął Chris i poszedł za siostrą.
Justin nie wiedział, co ma robić… Nie miał siły, żeby wstać, ale miał ochotę za nią pobiec i przeprosić… Było mu przykro.
Zaczął z trudem się podnosić.
Wstał z łóżka.
Świat mocno mu zawirował, do tego stopnia, że musiał z powrotem usiąść.
Szybko się otrząsnął i najszybciej na ile było go stać pobiegł za Caitlin i jej bratem, których jeszcze było widać.
Dopadł ich, kiedy wyszli na zewnątrz.
-Caity! Przepraszam! Nie chciałem na ciebie najeżdżać… Nie chcę cię stracić! – przytulił dziewczynę, mocno do siebie.
Caitlin zdziwiła się, że Justin, w takim stanie ma w sobie aż tyle siły.
-Wybaczysz mi? – spytał.
Dziewczyna chwilę na niego patrzyła.
-A mogłabym inaczej? Uciekłeś dla mnie ze szpitala – zaśmiała się – A teraz wracaj, bo lekarze dostaną zawału.
Bieber musnął jej usta i zaczął kierować się w stronę sali, z której wybiegł.
Rodzeństwo poszło za nim.
-Co robisz na nogach, Justin?! – spytała go zdenerwowana lekarka, która właśnie zamierzała go odwiedzić.
-Nagła sytuacja miłosna, proszę pani!
Lekarka wybuchnęła śmiechem.
-Ach, rozumiem. Ale teraz wracaj do łóżka. Natychmiast!
-Luz… Ale ja tylko zemdlałem, okay? Nie wiem, po co robicie, od razu z tego taką aferę.
-Szczerze? Jesteś sławny, Justin. Twoje fanki by nas zamordowały, gdyby coś ci się stało – Bieber się cicho zaśmiał – A poza tym jesteś sam w domu. Musimy cię tu trzymać, bo mogłoby ci się znowu coś stać.
-A, kiedy mnie stąd wypuścicie?
-Twój menager – Scooter Brown, bierze cię do siebie dziś wieczorem. Przez czas, kiedy twojej mamy nie będzie, będziesz mieszkał u niego i jego dziewczyny… Szłam tu właśnie, żeby ci o tym powiedzieć.
-Mam mieszkać ze Scooterem pod jednym dachem? Nieeee….
-A wolisz zostać tu?
-Umm… Muszę to rozważyć…
Lekarka patrzyła na niego wyczekująco.
-No dobra. Jadę, bo jeszcze znowu wpadnie ci do głowy, żeby mnie kłuć…
-Oj, Justin…
-Oj, co? Nie jesteś delikatna, Rose. Przykro mi.
-Skąd wiesz jak mam na imię?
-Masz na sobie plakietkę z imieniem i nazwiskiem, babe.
Lekarka się zaśmiała.
-Twój chłopak mnie rozkojarza – zwróciła się do Caitlin.
Caity się zaśmiała.
-To cały on… - westchnęła.
Lekarka zostawiła ich samych.
-Dlaczego z nią flirtujesz?! – oburzyła się dziewczyna.
-No, przepraszam, przepraszam, przepraszam, przepraszam…
-Skończ już – przerwała mu Caitlin – Żartuję. Luuuz – zacytowała go.
-To spoko – podniósł się i musnął jej usta – Yyy... Scooter. Nie chce mi się do niego jechać… I cię zostawiać, Caity… O ile dobrze pamiętam to on mieszka w Chicago… Chyba…
-Damy radę, Jus – uśmiechnęła się do niego.
-Mam nadzieję… O ile Sccot nie odda mnie do ośrodka dla trudnej młodzieży.
Christian wybuchnął śmiechem.
-Przydałoby ci się.
Do sali wszedł Scooter.
-Yo, ziom – przywitał go Justin.
-Cześć, JB. Zbieramy się. Trzeba cię wziąć na nosze, czy jak?
-Baaaardzo śmieszne, Sccotyyyy. Umiem chodzić, ale z tego, co słyszałem miałeś być wieczorem.
-Jest 18:00.
-18:00 to nie wieczór!
-A co?
-Środek dnia, Sccot!
-Nie zgrywaj się, młody.
-Okay. Już idę, ale teraz… Ekhm. Zostawcie nas samych z Caity, okay? Muszę się z nią pożegnać.
Christian i Scooter natychmiast opuścili salę.
Caitlin usiadła obok Justina na łóżku.
Bieber przyciągnął ją do siebie i patrzył głęboko w oczy.
Najpierw delikatnie musnął jej usta.
-Kocham cię, mała – powiedział czule – Zawsze będę kochał i będę codziennie o tobie myślał i dzwonił.
Caitlin się uśmiechnęła i łza spłynęła jej po policzku.
-Ej, mała. Nie jestem tego wart – otarł jej łzę i znowu, delikatnie pocałował – Wracam najpóźniej za tydzień… Tak myślę.
-Będę tęsknić… - wyznała dziewczyna.
-Ja też – po raz kolejny musnął jej usta i zaczął namiętnie całować.
-Czas wam się kończy – w drzwi zapukał Scooter.
-Spier… Idź sobie! – wrzasnął Bieber – Nawet nie zdążyłem je solidnie pocałować! Daj pięć minut!
-Za to ‘spier’ masz trzy.
Wkurzony Justin powrócił do przerwanej czynności.
Czuł, że Caitlin rozpływa się pod jego dotykiem i pocałunkami.
-Minęły już cztery! – krzyknął Sccot zza drzwi.
-Nienawidzę cię! – odkrzyknął mu Justin.
-Z wzajemnością. Rusz dupę, Jus!
-Kurwa – zaklął Bieber pod nosem i ostatni raz wpił się w usta swojej dziewczyny – Muszę spadać… - niezadowolony podniósł się z łóżka.
-Kocham cię, Jus…
-Ja ciebie też, kochanie. Trzymaj się.
-Ty też – przytulili się czule.
-Sześć minut! – wrzasnął Scooter.
-A, kogo to, kurwa, obchodzi?! – odkrzyknął mu.
Scooter wtargnął do sali i złapał Biebera za bluzkę.
-Jeszcze raz się tak do mnie odezwiesz, gówniarzu to zostaniesz tutaj do końca swojego życia – wysyczał Sccot – A teraz jazda do auta, bo nikogo nie obchodzą twoje cholerne humory.
Wściekły Justin, nie patrząc na nikogo, wszedł do samochodu.
Kiedy odjeżdżali, uchylił okno i pomachał do Christiana i Caitlin.
-A moje ciuchy? – spytał w pewnym momencie Justin.
-Spakowałem cię – powiedział menager.
-Jak to?! Skąd masz klucze od mojego domu?!
Sccot zignorował pytanie i przez resztę drogi na lotnisko, nie odzywali się do siebie.
-Wysiadaj – powiedział ostro Scooter, gdy dojechali.
-Głupi nie jestem – warknął JB.
-Nie byłbym tego taki pewien…
-Zejdź ze mnie, okay?!
-I, kto to mówi.
-Ja. Wielki piosenkarz – Justin Bieber – powiedział Jus sarkastycznie.
-Wielki to ty nie jesteś. Z przykrością zauważam też, że tym całym ‘wielkim’ Justinem Bieberem jesteś dzięki mnie.
-Zajebiście. Dziękuję ci. Jesteś moim zbawcą.
-Zamknij ryj.
Sccot poszedł w stronę samolotu.
Bieber był na maxa zły. Nigdy jeszcze tak nie kłócił się ze Scooterem… W sumie to nie mięli nawet powodu, żeby się kłócić… Justin po prostu miał potrzebę się na kimś wyżyć… i komuś wygadać…
Wylecieli równo o 19:00.
Przez pierwszą godzinę lotu wgl ze sobą nie rozmawiali.
-Tam, w Chicago będziesz miał koleżankę. Piętnastoletnią siostrę mojej dziewczyny.
-Super – powiedział ‘entuzjastycznie’ Jus.
-Tylko nie narób mi wstydu, okay?
-Nieee. Będę ganiać w samych gaciach i pelerynie, po całym domu wrzeszcząc, że jestem Napoleon.
Scooter mimo woli się zaśmiał.
-Głupek z ciebie, Justin.
-Wiem – uśmiechnął się.
Menager uznał, że to już coś.
-Sorry, Sccot. Po prostu…
-Nie musisz się tłumaczyć. Też mnie poniosło. Teraz masz trudny okres. Powinienem to uszanować.
-Dzięki… Ale… No... Przegiąłem… Jak zwykle.
-Nie przejmuj się. Wyrośniesz z tego.
Bieber się zaśmiał.
-Fajnie by było, bo przez to ciągle tracę przyjaciół i wgl… Trudny ze mnie gość.
-Nie zaprzeczam.
Justin uderzył go lekko, a menager się zaśmiał.
-Nie no. Dzięki za wsparcie ogółem – powiedział Biebs z sarkazmem.
-Nie ma sprawy – mrugnął Sccot.
-A jak się ta dziewczyna nazywa? – wrócił do tematu Justin.
-Ona przyjechała do nas wczoraj… Kurde… Za nic nie mogę sobie przypomnieć… Mówię na nią ‘Blondi’, co ją totalnie wkurza – zaśmiał się.
-Uuu. Blondynka? – uśmiechnął się – A ładna?
-Szczerze? Zajebista.
Bieber się roześmiał.
-A na mnie się wkurzasz, jak przeklinam – pokazał mu język.
-Bo ty, JB masz 17 lat, a ja… więcej. Dużo więcej. Jestem dorosły i mogę przeklinać.
Justin znowu się zaśmiał.
-Ona i jej siostra są najładniejszymi i najbardziej gorącymi dziewczynami stąpającymi po ziemi. Zaufaj mi – powiedział menager.
-Wow. Fajnie. To szkoda, że mam dziewczynę w takim razie…
Scooter posłał mu karcące spojrzenie.
-No sorry! Napaliłeś mnie – bronił się.
-Okay. W porządku. Rozumiem.
-To luuuz.
-Co ty masz z tym ‘luz’??
-A nic. Taki po prostu wyluzowany gość jestem. Nie widać?
Sccot się zaśmiał.
-Jesteś spoko gość, JB. Tylko musisz nad sobą zacząć panować – powiedział menager.
-Mnie to mówisz? Myślisz, że nie wiem?
-To się pilnuj i będzie dobrze.
-No nie wiem…
-To ja będę cię pilnował.
-Tsaa. I jak zamierzasz to zrobić? Lać mnie po twarzy jak mnie poniesie?
-Podoba mi się ten pomysł.
-A mi nie!
-Sam mi go podrzuciłeś.
-To był SARKAZM, Sccoty.
-Okay, okay. Nie zmasakrowałbym twojej gwiazdorskiej buźki. Dla mnie to też byłoby niekorzystne.
Obaj się roześmiali.
Na miejsce dolecieli koło 23:00.
Z lotniska odebrała ich dziewczyna Sccota.
-Laura – podała rękę Bieberowi.
-Tom Crusoe.
Dziewczyna wybuchnęła śmiechem.
-Miło mi, Tom.
-Mi też, Laura.
Bieber zlustrował ją wzrokiem.
Faktycznie była bardzo gorąca…
-A gdzie twoja siostra? – upomniał się wsiadając do samochodu.
-Śpi… Była bardzo zmęczona, bo wczoraj w nocy, dopiero przyleciała, do mnie.
-Ahaa… W porządku…
-Ona nie wie, że do nas przyjeżdżasz.
-Uuu… A jest moją fanką?
-Toma Crusoe? Myślę, że tak.
Bieber się zaśmiał.
-A tego pedałka – Bimbera? – spytał, a Sccot i jego dziewczyna zgodnie wybuchnęli śmiechem.
-Lubi, lubi. Nawet bardzo. Kilka razy mówiła mi, że wybiera się na jego koncert.
-O, to miło.
-A co? Też go lubisz?
-Nieee… No, co ty. To jakiś gej. Nie wiem, co ona widzi w tym gościu…
-Coś mi się zdaje, że on nie jest gejem – wtrącił Scooter – Chodzi z Caitlin Beadles.
-To może jest BI? Gorąca z niej laska… Ugh. Zmarnuje się z tym Beiberem. Pewnie od razu zaciągnie ją do łóżka – mówił Justin.
Do końca podróży towarzyszył im śmiech i dobry humor.
Kiedy Bieber wysiadał z samochodu zakręciło mu się w głowie i lekko się zachwiał.
-Coś ci jest?! – podbiegła do niego Laura.
-Nie, nie. Luuz. Spokojnie. Będę żył – uśmiechnął się do niej.
Nawet po ciemku było widać, jaki Justin jest blady…
Weszli do środka. Bieber uznał, że fajnie sobie urządzili domek. Udał się do łazienki i padnięty poszedł spać do tymczasowo, swojego pokoju.

Justina obudziło słońce, nieśmiało zaglądające do jego pokoju.
-Kur… - zaklął pod nosem i zakrył głowę poduszką.
Dopiero po chwili uświadomił sobie, że nie jest już w szpitalu.
Zrzucił poduszkę i rozejrzał się po pokoju.
Nawet mu się spodobał. Był urządzony w jego stylu. Na ścianie nawet wisiała gitara.
Zdjął ją i zaczął cicho grać, śpiewać Favorite Girl i myśleć o Zo.
W pewnym momencie zauważył, że w drzwiach stoi dziewczyna i przygląda się mu z zaciekawieniem.
Dopiero uświadomił sobie, że jest w samych bokserkach.
-Ummm… Hej… - powiedział do niej, szybko grzebiąc w walizce, w poszukiwaniu spodni.
Dziewczyna zaśmiała się widząc, jak speszyła go jej obecność.
-Zawstydzony Justin Bieber? – zaśmiała się – Co za nowość.
-Jestem Tom Crusoe.
Nastolatka znowu się zaśmiała.
-Miło mi. Selena Gomez.
-Aaa!!! Czemu?! Czym zawiniłem????
-Nie drzyj ryja – powiedziała – Obudzisz wszystkich.
-A, która jest?
-5:05.
-Uuu… Masakara.
-Co ty nie powiesz.
-A co? Obudziłem cię, Sel?
Dziewczyna się zaśmiała.
-Nie… Obudziłam się chwilę temu. Strasznie wcześnie się wczoraj położyłam.
Bieber w końcu znalazł to, czego szukał w obszernej walizce i wciągnął na siebie spodenki.
-Justin… Najgorsze jest to, że oni mi nie powiedzieli, że przyjeżdżasz… Szczerze? Gdybym nie zobaczyła cię bez bluzki i tych twoich charakterystycznych tatuaży to nie bardzo bym cię poznała…
-Taa. Wiem, że wyglądam tragicznie... Ale nie zawsze tak wyglądam. Zaufaj mi.
-Wiem – uśmiechnęła się.
Spojrzał na nią.
Dziewczyna miała na sobie tylko krótkie spodenki i za dużą, powyciąganą bluzkę.
Bieber dostrzegł, że nie ma na sobie stanika.
Westchnął głęboko.
Dziewczyna była mega hot.
-A jak NAPRAWDĘ masz na imię? – spytał JB.

_________________________________
Dalsza część w rozdziale 13 ;P Haha.
Rozdział dedykuję Zuzi i dziewczynie, która wyjeżdża xD <3

sobota, 6 sierpnia 2011

11. Mów mi 'Panie Bieber'.


Justin obudził się w szpitalu.
-Obudziłeś się! Nareszcie! – Caitlin wtuliła się w niego.
-Hej, mała – uśmiechnął się – Co ja tutaj robię?
-Zemdlałeś… Dobrze, że do ciebie przyjechaliśmy… Nie wiem, co by się stało, gdyby nikt cię nie znalazł…
-A, więc zemdlałem, tak? – upewnił się Jus, który jeszcze wolno jarzył.
Caitlin skinęła głową.
-A zemdlałem, ponieważ…?
-Lekarze nie ustalili tego do końca, ale myślą, że z przemęczenia.
-Aaa…
Po chwili do sali wszedł Beadles, z kwiatami w ręku.
Bieber wybuchnął słabym śmiechem.
-Zemdlałem, a nie umieram!
-Oj tam, oj tam. Caitlin kazała mi je kupić – podał Justinowi ładny bukiecik.
-A moja mama wie, że coś mi się stało?
-Tak… - odpowiedziała Caity,
-I nie przyjechała? – zdziwił się Biebs.
Rodzeństwo spojrzało na siebie i Christian skinął głową.
-Fajnie, że moi rodzice się mną wgl interesują… - uśmiechnął się ironicznie,
-Twoja mama mówiła, że sobie poradzisz, a tam jest potrzebna… - mówiła Caity.
-Spoko – powiedział sucho Justin – Tylko szkoda, że jak chciałem, żeby miała mnie gdzieś, to bez przerwy przy mnie była, a teraz, jakby się przydała, to jej nie ma… Ironia.
Nagle zaczął dzwonić telefon Biebera.
Mama.
-O wilku mowa – mruknął JB i niechętnie nacisnął zieloną słuchawkę – Tak?
-Jak się czujesz, Justin? – spytała zaniepokojona rodzicielka.
-Źle – burknął.
-Jak to? Co ci jest?
-Wszystko. To i tak cię nie obchodzi.
-Jak to nie obchodzi! Justin, dziecko drogie! Co ty wygadujesz?? Może masz gorączkę?
-Maaamo – jęknął JB – Dobra. Muszę kończyć. Będą mnie zaraz kroić.
-Że, co?!
Bieber nie powstrzymał śmiechu.
-Paa – rozłączył się.
-Chcesz, żeby twoja mama zeszła na zawał? – spytała Caitlin.
Justin pokręcił, rozbawiony głową.
-Niee. Spokojnie. Ona mnie zna i moje genialne żarty… A, jak trochę się pomartwi to jej nie zaszkodzi.
-No, jak uważasz… My, musimy już iść, Justin – powiedziała Caitlin – Siedzieliśmy przy tobie jakieś 3 godziny… Rodzice każą nam wracać. Przyjedziemy do ciebie, jak tylko będziemy mogli, okay?
-W porządku – powiedział Biebs.
Caitlin pocałowała Justina w policzek i ignorując jego spojrzenie ‘proszę o więcej’, wyszła, ciągnąc Christiana za sobą.
Bieber chwilę myślał nad tym, czy Caity nie jest przypadkiem na niego zła… Odtworzył sobie w głowie wszystko, co robił od początku ich związku i uznał, że niczym nie zawinił. Przynajmniej miał taką nadzieję…
Zobaczył, że przy szpitalnym łóżku leży jego laptop. Był wdzięczny, że ktoś mu go przyniósł.
Podniósł go z ziemi i położył sobie na kolanach.
Włączył laptopa i zalogował się na skype’ie.
Roześmiał się, kiedy zobaczył, że Zo jest online.
‘Ej, ty cały czas siedzisz na skype’ie? ;P’ – napisał do niej.
‘Nieee. ;o Przed chwilą weszłam ;)’
‘Uuu… mamy ‘intuition’ :P Bahaha’
‘Taa. Siostrzana intuicja XD Jak się czujesz, Jus? Słyszałam, że zemdlałeś… Czy to prawda?
‘Ummm… Taaa. Ale nie martw się, baby ;)’
‘Oookaaay. A jak się czujesz ?’
‘No, żyję ;)’
‘Ale pytam jak się czujesz.’
‘Bywało lepiej.’
‘Justin!’
‘Haha. Trochę mi słabo i co jakiś czas we łbie mi wiruje, ale poza tym jest git. Zadowolona ? ;P’
‘No powiedzmy. Trzymaj się <3’
‘Ok, ok. Nie mam wyjścia. Jeszcze się z Tobą przecież nie spotkałem.’
‘:)’
‘Ale jest taka jedna rzecz, którą mogłabyś zrobić dla biednego, chorego, starego, przemęczonego, smutnego, uroczego…. Justina ;P’
‘Yyy? xD Co ? ;P’
‘Wejdź na kamerkę. Od razu poczuję się lepiej. <3’
‘Głupek ;P’
‘No i jak ?’
‘No nie wiem…’
‘A znalazłaś płytkę do instalacji?’
‘Niby tak…’
‘To wchodź! Ale mi już!!’
‘Haha. Ok. Chwila.’
‘Jest! :D Kocham Cię! <3’
‘Masz dziewczynę, Justin.’
‘Jak siostrę, skarbie ;) :*’
‘Okay. Niech Ci będzie.’
‘Nie gadaj, tylko wchodź na tę kamerkę!!!’
‘Już. Spokojnie ;P Ty też wejdź.’
‘Luz xD’
Pierwszy na ekranie pojawił się Justin.
Zoey zrobiło się słabo, kiedy zobaczyła, w jakim Bieber jest stanie… Był strasznie blady, jego oczy były przymglone, a wory pod oczami ogromne.
Po chwili wahania też podłączyła kamerkę.
-Nareszcie! – ucieszył się Biebs i uśmiechnął do niej słabo – Ślicznie wyglądasz.
-Dziękuję… Justin, co ci jest?
-Szczerze? Nie mam pojęcia. Aż tak źle wyglądam?
-Tak… - powiedziała po chwili wahania.
-Ups… Umm. Jeszcze gorzej niż poprzednio? – spróbował się zaśmiać – Jakoś zawsze trafiasz na mnie jak jestem w zajebistym stanie.
Zo uśmiechnęła się do niego.
-Kur…de. Ale masz zaje… fajny uśmiech – wyszczerzył się.
Zoey wybuchnęła śmiechem.
-Próbujesz nie przeklinać?
-Taa. Ale to nie tak, że ciągle przeklinam, czy coś, tylko po prostu… Twój uśmiech jest WOW. Wgl jesteś WOW.
-Masz dziewczynę, głupku.
-Wiem – pokazał jej język – A więc… Zo… Czy zostaniesz oficjalnie moją… siostrą?
Zoey znowu się zaśmiała.
-Tak, Justin. Ale pamiętaj. SIOSTRĄ.
-Okay, okay. Nie zdradzam dziewczyn…
-Spoko – uśmiechnęła się do niego.
Chwilę ‘patrzyli’ na siebie, w ciszy.
-Ej! Masz moją bransoletkę! – wykrzyknął Jus – Ja chcę ją z powrotem!
Zo, zdziwiona spojrzała na swoją rękę. Zdjęła bransoletkę i przysunęła ją do kamerki.
-Proszę. Bierz – zaśmiała się.
-Skąd taką masz? Mam identyczną – mówił rozbawiony Bieber próbując złapać bransoletkę dziewczyny.
-Dostałam.
-Ja moją też…
-Od…?
-Jasmine…
-Villegas?
-No, a jakiej – Justin, jakby momentalnie stracił humor.
Znowu chwilę nic nie mówili.
-Yyy… Panie Bieber?
Jus podskoczył przestraszony, kiedy zobaczył lekarza, stojącego w drzwiach.
-Muszę spadać – powiedział do Zoey – Przyszli po mnie – powiedział grobowym głosem, a dziewczyna się roześmiała.
-Będziesz jeszcze? – spytała.
-Yhm. Jeśli to przeżyję – mrugnął do niej i zamknął laptopa – Tak? – spojrzał pytająco na lekarza.
-Jak się czujesz, Justin? – spytał go lekarz.
-Nie przypominam sobie, żebyśmy przechodzili na ty…
Lekarz spojrzał na niego ironicznie.
-Jak się pan czuje?
-Jak powiem, że dobrze to mnie wypuścicie?
-Nie. Chcę wiedzieć jak NAPRAWDĘ się czujesz.
Bieber spojrzał na niego niezadowolony.
-A macie tu wykrywacz kłamstw, czy coś w tym rodzaju?
-Justin!
-Panie Bieber, proszę! – wkurzył się Justin.
-Panie Bieber. Nie mamy wykrywacza kłamstw. Jak się PAN czuje?
-Fatalnie – westchnął Jus – Chyba umieram.
Lekarz wywrócił oczami.
-Czy możesz… pan się uspokoić i zacząć mówić poważnie? To ważne.
-Okay, okay. Będziecie mnie kroić?
Zdenerwowany lekarz wyszedł z sali i trzasnął drzwiami.
Bieber się zaśmiał.
Łatwo ze mną nie będą mieć – pomyślał.
Po chwili do sali weszła młoda lekarka.
Justinowi oczy wyszły z orbit, kiedy ją zobaczył.
Wow. Była MEGA HOT.
-Dzie-e-eń dobry – wyjąkał w szoku.
Lekarka uśmiechnęła się do niego uroczo i usiadła na jego łóżku.
-A, więc tak… Słyszałam, że nie chcesz współpracować i każesz się nazywać ‘panem Bieberem’, tak? – powiedział do niego.
-Ty możesz mi mówić Justin – uśmiechnął się do niej.
Lekarka się zaśmiała.
-Ale z ciebie flirciarz, Justin. Słyszałam, że masz dziewczynę. Uważaj, bo mogę jej donieść. Siedziała tu przy tobie niewiadomo ile.
-Okay, okay. Ja wcale nie flirtuję, tylko chcę być miły.
-A jak zachowywałeś się w stosunku do mojego kolegi?
-Ummm… Chcę być miły dla kobiet. A to kobieta nie była z pewnością.
-No dobrze, Justin… W takim razie… Na poważnie. JAK SIĘ CZUJESZ?
-Kiepsko.
-Dobra. To już coś wiem, a dokładniej?
-Jest mi słabo i w głowie mi się kręci. To tyle.
-Czyli nie jest najgorzej, tak?
-Zależy, co pani rozumie przez ‘najgorzej’.
Lekarka westchnęła, a Justin się uśmiechnął.
-Okay. Rozumiem, że nic więcej z ciebie nie wyciągnę…
-Może pani próbować – puścił do niej oko.
Kobieta wstała z miejsca i poszła w stronę drzwi.
-Ale wrócisz tu jeszcze, shawty? – spytał jej, a ona nawet się nie odwróciła i wyszła z sali.
Bieber z powrotem otworzył laptopa.
‘Chyba ich wystraszyłem ;P’ – napisał do Zo, która dalej była dostępna.
‘Hahaha. Jak ? xD’
‘Nie chcesz wiedzieć. Uwierz mi ;P’
‘O matko XD’
‘Bahaha. Nie było tak źle i ta jedna lekarka była #HOT’
‘Yyyy? A Caitlin?’
‘No, kurde. Jak jestem w związku to nikt już nie może być hot ?’
‘Niby może…’
‘A jak tam ? Jak się mama czuje ?’
Zoey ucieszyła się, że Bieber pamiętał.
‘Nie jest źle ;)’
‘To spoko <3’
‘Ej, a ty zemdlałeś od razu po naszym śnie?’
‘Skąd wiesz ?’
‘Nie wiem…. Możesz to nazywać jak chcesz… Siódmy zmysł, intuicja…’
‘Luuz xD’
Do sali, w której leżał Justin znowu ktoś wszedł.
‘Znowu mnie męczą ;/ Spadam… -,-‘
‘Hej ;* Nie daj się pokroić! xD’
‘Spoko, mała ;)’
Po raz kolejny zamknął laptopa.
-Tak? – spytał lekarki stojącej obok niego.
-Przeszkadzam ci?
-Mam mówić szczerze?
Lekarka westchnęła głęboko.
-Nie… W sumie to pani akurat nie – uśmiechnął się do niej.
-Och, Justin. Mam dla ciebie nie za ciekawą informację… Muszę pobrać ci krew.
-Co?! – Bieber schował obie ręce pod kołdrę.
-Nie mów, że boisz się igieł, chojraku.
-Kto to chojrak?
-Justin! Nie zmieniaj tematu.
-No boję. A co?
-Jesteś już dużym chłopcem.
-Kurde. Mówi pani, jakbym miał pięć lat!
-Bo się tak zachowujesz. Poproszę twoją lewą rękę.
Bieber niechętnie wyjął rękę spod kołdry.
-Ale delikatnie – poinstruował ją.
Lekarka się zaśmiała.
-Ale z ciebie ziółko, Justin.
-To źle?
-Trochę.
Kobieta wbiła igłę w rękę Biebsa, a ten zamknął oczy, żeby tego nie widzieć.
-Już – powiedziała, kiedy skończyła.
-To nie było delikatnie! – wrzasnął na nią, a lekarka się zaśmiała.
-Oj, nie histeryzuj, Juss.
-Juss? Aww.
Lekarka westchnęła po raz kolejny.
-Następnym razem przyślę ci tu kogoś innego.
-Nie! Bo umrę – zagroził – I będziesz mnie miała na sumieniu.
Lekarka spojrzała na niego z politowaniem i opuściła pokój.
Justin przygryzł wargę i z powrotem otworzył laptopa.
‘Nakłuła mnie -,-‘ – poskarżył się Zo na skype’ie.
‘I dobrze ;P’
‘ZDRAJCZYNI!!!!’
‘Hahaha. Bardzo bolało, chłopczyku ?’
‘Foch -,-‘
‘Znowu ?’
‘Ostatni był jakiś tydzień temu, kotku i był ‘forever’, a więc wiesz… ;P’
‘XD Ja też nie lubię igieł ;/’
‘No widzisz.’
Chwilę nic nie pisali.
‘A co robisz ?’ – spytała Zo.
‘Piszę z Tobą ;P’
‘Ahaaa. Nigdy bym na to nie wpadła. A poza tym?’
‘Leżę… a właściwie siedzę i rozczulam się nad swoją przekłutą ręką ;/’
‘Oj, biedactwo.’
‘-,- FOCH’
‘O matko. Justin. Przestań.’
‘To matko, czy Justin ? Ok, ok.’
‘Ja spadam.’
‘WHY?! Nie opuszczaj mnie! <3’
‘Ale muszę, Jus. Wrócę ;)’
‘No okay… Pa.’
Wyłączyła laptopa i… znużony zasnął.
-Budzi się! – usłyszał głos Susan i ukazał mu się zarys dziewczyny.
-Sus?
-Jason! Obudziłeś się!
-No, co ty – uśmiechnął się ironicznie, ale nie otwierał oczu, bo uznał, że się nie opłaca. I tak widział wszystko niewyraźnie.
-Jak się czujesz? – spytała troskliwie siostra.
-Dobrze… - skłamał.
-Jason…
-No dobra. Cholernie źle, ale kit. I tak nikogo oprócz ciebie to nie obchodzi.
-Obchodzi…
-Podaj przykład.
-Mama…
-Aj, tam. Czy ja wiem? Przeze mnie tylko same kłopoty… A tak wgl to gdzie jestem?
-W szpitalu… Czemu nie otwierasz oczu?
-Bo nie widzę – skrzywił się.
-Jak to? – przestraszyła się dziewczyna.
-No, niewyraźne kształty tylko widzę. Luuuz. Nie denerwuj się. A może… powiedziałabyś mi jak tu trafiłem?
Dziewczyna chwilę się wahała.
-Zemdlałeś.
-Nigdy bym się nie domyślił! – powiedział z sarkazmem.
-Lekarze nie znają dokładnej przyczyny…
-A to nie przez to, że…
Chłopak nie zdążył skończyć pytania, bo ktoś go obudził.
-Co? – spytał zaspany.
Dziękował Bogu, że udało mu się wydostać z tego snu. Nie miał pojęcia, czemu, ale cholernie go przerażał.
-Hej, Jus – Justin niepewnie otworzył oczy, bojąc się, że znowu nie będzie nic widział, jak w śnie. Na szczęście jego obawy się nie sprawdziły.
-Yo – uśmiechnął się Bieber. Pierwsze, co zobaczył to Chris, siadający na jego łóżku.
-A gdzie Cait? – spytał Justin.
-Musiała zostać…
-Bo…?
-Mam odpowiedzieć szczerze?
-Nie, kurwa, chcę żebyś kłamał mi w żywe oczy!
-Dobra, spokojnie. Po prostu… Za bardzo martwi ją twój stan…
-Zajebiście. Czyli własna dziewczyna nie może na mnie patrzyć?!
-To nie tak…
-A jak??
Beadles westchnął.
-No właśnie – powiedział Justin.
-Oj, przestań. Spotkacie się, jak wyjdziesz ze szpitala.
-Super. Wyglądam tak strasznie, że ludzie brzydzą się na mnie patrzeć!
-Przestań, Jus!
-Bo co?!
-Nie jesteś królem świata, Justin. Ona też ma swoje życie i musi odpoczywać. Nie pamiętasz już jej wypadku…?
-Okay. Przepraszam… Poniosło mnie.
-Cię trochę za często ponosi.
-Dobra. Jak chcesz się ze mną kłócić to spadaj, bo nie mam na to siły.
-Okay. Już sobie idę – Christian wstał z miejsca – Trzymaj się – rzucił do przyjaciela i wyszedł.
Justin ‘pogrążył się w rozpaczy’.

________________________________________________
I jak ? Jeśli się podoba to komentujcie ;) Jeśli chcecie to NN mogę dodać nawet pojutrze, bo napisałam kilka rozdziałów naprzód.
Tak wgl to w napisaniu tego i kilku następnych rozdziałów pomogła mi Zuzia ;) (@MartynasSUPPORT) Bardzo Ci dziękuję za przekazywanie mi 'pozytywnej energii' Haha <3

czwartek, 4 sierpnia 2011

10. Paparazzi

Justin koło 6:00, kiedy jeszcze wszyscy spali, uruchomił laptopa.
Zo nie było.
Napisał na twitterze:
‘Jason??? WTF ?’
Imię Jason zawsze wydawało mu się znajome.
Matko, świruję – pomyślał załamany.
Zoey stała się dostępna na skype’ie.
‘Naprawdę przyjeżdżasz do Polski ? :D’ – napisała do niego.
‘Tak, Zo J <3’
‘Pamiętasz nasz sen ?’
‘Ten, w którym rozmawialiśmy o Cait i.t.d. ?
‘Yhm. A miałeś jeszcze jakiś?’
‘Umm… No. To było totalnie dziwne… Byłaś moją starszą siostrą.’
‘Też mi się to śniło…’
‘I ten ojciec pijak i wgl ?’
‘Tak…’
‘Ale masakra . Też świrujesz ;o XD’
‘Hahaha.’
‘A orientujesz się może o co tu chodzi ?’ - napisał Jus.
‘Nie… Ale… Wierzysz we wcielenia?’
‘W sensie, że kiedyś byliśmy kimś innym i.t.d…?’
‘Yhm.’
Bieber się zastanowił.
‘Bo ja wiem… Nigdy nad tym nie myślałem…’
‘Bo tak ogółem myślę, że to dziwne, że śni nam się to samo… Ponoć w snach czasem widzimy momenty z poprzedniego wcielenia…’
‘No nie wiem… To jest jakieś, takie, mega dziwne… A ty w to wierzysz ?’
‘Tak trochę…’
‘To dla mnie za dużo . Ten facet, co był naszym ojcem mnie po prostu przerażał. Kurde. Czułem się taki całkowicie bezbronny i wgl…’
‘Nic dziwnego. Potwór z niego.’
‘No… I pomyśleć, że niektóre dzieci naprawdę muszą się z takim czymś zmagać…’
‘Straszne.’
‘Yhm. A jeśli to byłoby, powiedzmy nasze poprzednie wcielenie to my też przez to przechodziliśmy…’
‘No… Może żyje się nam tak dobrze, bo wcześniej mięliśmy totalnie źle…’
‘Ej, coś w tym jest, co mówisz. Bo ja nie wiem jak niby możesz wydawać mi się bliska, jak wgl cię nie znam.’
‘Yhm. Ty też mi się wydajesz straszliwie bliski… Tak nienaturalnie… I mam tyle z tobą wspólnego…’
‘Na przykład ?’
‘Jak czytam o Tobie coraz to nowe rzeczy w Internecie, to bardzo często się pokrywają.’
‘Tylko, że nie zawsze piszą o mnie prawdę…’
‘Wiem.’
‘Poczekaj. Sprawdzimy to XD Umm… Powiedz co o mnie pisali.’
‘Było, że bardzo wolno jesz.’
‘Haha. To akurat prawda xd Ty też ?’
‘Baaardzo. xD Moja przyjaciółka zjada dwie kanapki, a ja w tym czasie pół.’
‘No dokładnie! XD Mam tak samo.  A co jeszcze ?’
Zoey i Justin wymieniali się informacjami o sobie dobrą godzinę i prawie wszystko się zgadzało.
‘Haha’ – napisał Jus – ‘To jest straszne. xD Przerasta mnie. Nie wiem, w co wierzyć, ale to na pewno normalne nie jest… Chyba XD’
Uwierz mi, że NA PEWNO ;P’
J
‘Ej, młoda. Cait się budzi. Spadam ;)’
‘Paa, Jason, braciszku ;*’
‘Pa, Susy <3 Sioraa. xD’
‘Ej, ej. Poczekaj’ – napisał po jakichś dwóch sekundach.
‘Nigdzie nie uciekam XD’
‘Spoko. Jak jestem starszy tzn, że szybciej umarłem ?’
Zoey chwilę nic nie pisała.
Chyba tak…’
‘Myślisz, że stary mnie wymęczył ?’
‘Nie mam pojęcia, Justin…’
‘Spoko. Myślisz, że byłby w stanie mnie zabić ?’
‘Jasona, Jus. Nie chcę o tym mówić, bo po prostu chce mi się płakać… Nie wiem, czemu…’
‘Okay. W porządku. Nie chcę Cię smucić, ale świrujemy, mała XD’
‘Haha. Nie da się ukryć ;P’
‘Ej, to teraz naprawdę spadam, bo czuję wzrok Caity na sobie, a nie mam ochoty się jej tłumaczyć.’
‘Paa <3’
‘Hej, siostrzyczko ;P :*’
Bieber zamknął laptopa.
-Z, kim pisałeś? – spytała Caitlin przecierając oczy.
-Z fanką – powiedział pierwsze, lepsze, co przyszło do głowy i nawet nie było kłamstwem. Zo była jego fanką.
-Aha. To fajnie – uśmiechnęła się dziewczyna.
Bieber się na niej położył i pocałował z uczuciem.
-Która jest? – spytała Cait.
Justin z niej zszedł i spojrzał na zegarek.
-Zaraz ósma, kochanie.
Caitlin bezwiednie uśmiechnęła się słysząc ‘kochanie’ w jego ustach.
-Robisz ze mną coś dziwnego, Jus… - powiedziała.
-Co? – uśmiechnął się.
-Tak na mnie działasz, że po prostu… Sama nie wiem. To jest niesamowite…
Justin uśmiechnął się jeszcze szerzej i pogładził jej policzek.
-Pomiędzy nami coś jest, Caity i nie da się tego ukryć – pocałował czule jej usta.
Caitlin poczuła motylki w brzuchu.
Bieber zagryzając wargę nieznacznie podciągnął bluzkę dziewczyny i zaczął przesuwać palcem po jej brzuchu.
Dziewczyna poczuła dreszcze.
Nie mówiła, żeby przestał, na co Justin zareagował lekko zwycięskim uśmiechem.
Niestety pamiętał jak obiecał jej, że nie przegnie.
Po raz trzeci spróbował wsunąć jej ręce pod bluzkę.
Robił to wolno, czekając na jej reakcję. Kiedy nie protestowała zaczął namiętnie ją całować nie wyjmując rąk spod bluzki.
Caitlin niepewnie odwzajemniała pocałunki.
Bieber tak chciał sprawić, żeby się wyluzowała…
Gładził jej nagie plecy, pod bluzką i w pewnym momencie połaskotał ją delikatnie. Dziewczyna się roześmiała i przerwali pocałunek.
Justin uśmiechnął się do niej ciepło.
-Mała, luuuz – przypomniał.
Caitlin uśmiechnęła się lekko.
Przysunął z powrotem swoją twarz do jej i patrzył dziewczynie głęboko w oczy.
Cait powoli zaczynała się rozluźniać, a Bieber był z tego powodu bardzo zadowolony.
-Pięęękna jesteś – powiedział i musnął jej usta.
Nagle ich namiot się otworzył i wparował do niego Chris.
-Uuups. Przeszkodziłem – skrzywił się przepraszająco i wycofał się w stronę wyjścia, kiedy zobaczył, że Justin i Caitlin od siebie odskoczyli i Caity nerwowo zaczęła poprawiać swoją, podwiniętą bluzkę.
-Zostań, Chris – powiedziała dziewczyna.
Justin pokręcił głową patrząc na niego, co oznaczało, że ma jej nie słuchać i wyjść.
Beadles się zaśmiał i wyparował z namiotu.
-Daję wam 30 minut! – zawołał z zewnątrz.
Bieber i Caitlin zaśmiali się szczerze.
-Słyszysz, mała? Musimy to jakoś wykorzystać – Justin przysunął się do dziewczyny i pocałował ją czule.
-Juuus.
-No co? – zirytował się lekko, odsuwając od niej – Nawet cię nie dotknąłem – uniósł ręce.
-Ale to nie o to chodzi… Młody nas podgląda – pokazała palcem przez niezamkniętą szparę w namiocie.
Beadles, kiedy zorientował się, że został zauważony, szybko odskoczył od namiotu.
Bieber poderwał się z miejsca i wybiegł za Chrisem.
Złapał go po krótkim pościgu i przywarł do drzewa.
-Co ty sobie myślisz? – spytał go zły.
-Sorry – wyszczerzył się Beadles.
Justin uderzył go w rękę.
-Auu. Przestań, Jus – Christian próbował się mu wyrwać.
Bieber uderzył go jeszcze nie za mocno kilka razy, odciągnął za koszulę od drzewa i popchnął tak, że Beadles się zatoczył.
-Nie podglądaj nas więcej – powiedział Biebs z cwanym uśmieszkiem i wrócił do namiotu.
Chris się zaśmiał. Stary Justin powoli wracał. Ucieszyło go to, ale i tak był wściekły na Biebsa.
Postanowił już z litości dać im to 30 minut.
Nagle dostał smsa.
‘Heeej… Tu Megan. Mam Twój numer od Biebera…’
Cała złość na przyjaciela przeszła mu w jednej sekundzie.
‘Cześć. J Co tam ?’
‘Doooobrze xD A tam ?’
‘Git XD’
Jednak zmienił zdanie z tymi trzydziestoma minutami wolności dla Caitlin i Justina.
‘Zapukał’ w namiot.
-Mogę wejść? – spytał.
-Chwila – powiedział Biebs.
-Musicie się ubrać? – zachichotał Beadles, a Caity w tym momencie otworzyła.
-Nie wymyślaj – powiedziała do niego ostro.
-Okay, okay. Justin… I Megan powiedziała, że mnie lubi? Dzięki ogółem…
-Nie ma sprawy. Tak. Lubi cię. Obstawiam, że w innym wypadku by do ciebie nie pisała – odpowiedział Jus – Sorry, że ci wcześniej nie powiedziałem, ale wyleciało mi z głowy.
-Spoko. Jeszcze raz dzięki.
-Przyjemność po mojej stronie.
-Ustawiasz Chrisa z dziewczyną, kochanie? – spytała Caitlin muskając policzek swojego chłopaka.
-Taaak – wyszczerzył się i skradł jej buziaka – Trzeba było im tylko trochę pomóc i na pewno do końca tygodnia będą razem.
Beadles uśmiechnął się lekko.
-Co dzisiaj robimy? – zarzucił hasło Justin.
W tym momencie usłyszeli poruszenie przy namiocie.
Bieber szybko wyjrzał na zewnątrz. Zobaczył trzech paparazzich, którzy momentalnie zaczęli robić mu zdjęcia.
Justinowi dosłownie chciało się płakać, z bezsilności i wściekłości.
Stał tak chwilę nic nie mówiąc, ze zbolałą miną.
-Musicie zawsze, wszystko rozpierdzielać? Każdą, najlepszą chwilę z mojego życia? Naprawdę? A chodzi wam tylko o pieniądze. Proszę bardzo – pokazał im środkowy palec – To na okładkę gazet, za którą na pewno dostaniecie miliony. Nie ma sprawy. Mam dość – załamany Justin wrócił do namiotu.
Caitlin i Christian, w międzyczasie zdążyli zorientować się już, co jest. Caity spojrzała na Biebera, a on ze smutną miną przytulił się do niej.
-Wyjeżdżamy – powiedział głosem bez wyrazu.
Justin przez te niecałe 3 dni, które spędzili razem był wesoły i ożywiony, jak nigdy, ale paparazzi zniszczyli wszystko. Znowu zaczęło być widać wory pod oczami Justina i to, że jest strasznie chudy i przepracowany… Kiedy był szczęśliwy to, to wszystko stawało się niemal niewidoczne… Caitlin było strasznie przykro z jego powodu.
Niewiele mówiąc Beadlesowie z Bieberem spakowali się i starając się olewać paparazzi, wrócili do domu.
Caitlin proponowała, żeby Justin został u nich, nawet na noc, ale ten nie miał na to nastroju.
Wrócił do domu i rzucił się na łóżko.
Sława jest do dupy – pomyślał.
Miał dość ciągłego udawania, że paparazzi go nie ruszają i tolerowania niedopuszczania go przez nich na krok. Miał tego serdecznie dość. Dość kłócenia się z nimi, dość olewania ich… Dość wszystkiego.
Westchnął.
Dopiero teraz uświadomił sobie jak masakrycznie jest zmęczony… Życiem.
Nawet nie zauważył, kiedy zasnął.
-Cześć, Justin – blondynka uśmiechnęła się do niego sympatycznie.
Siedzieli razem na ławce, w parku. Było ciemno.
-Hej, Zoey – Bieber uśmiechnął się smutno – Gdzie jesteśmy?
-Nie wiem… Nie znam tego miejsca – rozejrzała się.
Justin też zaczął się rozglądać.
-Ja też, chociaż… - zastanowił się - Wydaje się znajome – powiedzieli razem.
Spojrzeli na siebie niepewnie.
Zapadła lekko niezręczna cisza.
-Tak szybko skończyliście biwak? – zdziwiła się dziewczyna, przerywając ciszę
-Skąd wiesz?
-Śpisz sam.
-Czekaj, czekaj. Ja śpię? Kiedy niby zasnąłem?
Zo zaśmiała się dźwięcznie.
-Ja, nie mam pojęcia, Jus.
Bieber uśmiechnął się lekko.
-A skończyliśmy szybko, bo paparazzi nas znaleźli… - powiedział załamany.
-Przykro mi…
-Taa. Mi też… To jest chore, Zo. Totalnie chore. Po co ludziom moje zdjęcia i.t.d.? No, po co? Swoich nie mają?
-Nie mam pojęcia, po co… Ale szczerze to sama, czasem, chętnie oglądam twoje zdjęcia, zrobione z ukrycia…
-Ale ty to, co innego…
-Czemu?
-Nie mam pojęcia – uśmiechnął się słodko.
Dziewczyna się roześmiała.
-Nie da się niestety nic zrobić z tymi, całymi paparazzi… - powiedziała.
-Wiem… A szkoda – Bieber westchnął – A tak wgl to wow, że mi się śnisz. Nigdy tak jeszcze nie było, że dwie noce z rzędu.
-U ciebie chyba nie ma nocy, Justin.
-No możliwe…
Dziewczyna się uśmiechnęła.
-Ej, to, co robimy? A raczej… Co możemy robić? Ty jesteś bardziej zapoznana z tym całym ‘śnieniem grupowym’ – powiedział Bieber.
Zoey znowu wybuchnęła śmiechem.
-Nie wiem…
-Jak to?
-Tak to – pokazała mu język.
-A… jakbym cię pocałował to byłoby to uznane za zdradę mojej dziewczyny??
Zo wzruszyła ramionami z lekkim uśmiechem.
-A ty tylko o jednym... Zacznijmy od tego, że jak mnie pocałujesz to się na 99% obudzimy.
-Yyyy. Szkoda. Nuuudno tu trochę… - Bieberowi zaczęło wirować przed oczami i po chwili znalazł się z powrotem w swoim pokoju, ale świat nie przestawał mu wirować.
Justin podniósł się z łóżka. Przeszedł chwiejnie kilka kroków i obraz się urwał.

___________________________________
Bam! xD Koniec dziesiątego rozdziału ;P Jeśli przypadł Wam do gustu to liczę na komentarze ;) <3

poniedziałek, 1 sierpnia 2011

9. Sen

Rodzice Christiana i Caitlin zgodzili się, chociaż z trudem.
Pod namiot mięli jechać nad pobliskie jezioro.
Szybko się spakowali i wyjechali jeszcze tego dnia, po 19:00.
O 20:00 byli już na miejscu.
Wzięli 3 namioty, bo rodzice Beadlesów nalegali, ale zamierzali rozłożyć tylko dwa.
Caitlin trochę się co do tego wahała, ale nie miała ochoty spać sama. Chciała spać z Bieberem, ale trochę się też tego obawiała… Ostatecznie zgodziła się.
Justin natychmiast rozłożył namiot, a Christian męczył się z nim bardzo długo.
-Gdzie się tego nauczyłeś? – spytał poirytowany Chris.
-Nigdzie. Pod namiotem byłem może 2 razy. Po prostu przejrzałem instrukcję, Chrisssyy.
-Taa… Weź mi pomóż, bo do jutra sobie nie poradzę – powiedział Christian.
Bieber łaskawie mu pomógł.
Kiedy zgłodnieli rozpalili ognisko i piekli nad nim pianki, chleb i kiełbaski.
Niestety komary bardzo im dokuczały i szybko pochowali się do namiotów.
Chris najpierw siedział w jednym z Caitlin i Justinem. Grali w butelkę i rozmawiali o wszystkim.
Kiedy zrobiło się naprawdę późno, po kolei zaczęli przebierać się w namiocie Christiana.
Koło 2:00, Beadles poszedł do swojego namiotu, spać.
Bieber i Caitlin też się położyli.
Justin przytulał czule swoją dziewczynę.
Caitlin czuła się z Biebsem niesamowicie. Miała ochotę leżeć tak z nim wiecznie i żeby ich związek nigdy się nie skończył.
Bieber lekko musnął szyję dziewczyny.
Przeszedł ją dreszcz.
Zrobił to jeszcze kilka razy i pocałował ją w usta.
Caity modliła się, żeby nie posuwał się dalej, bo bała się, że nie wystarczy jej tyle siły woli, żeby go przystopować. Tak dobrze było jej z Justinem…
-Mała… Co jesteś taka spięta? – spytał Jus – Nie bój się mnie, śliczna.
-Nie boję się – wyszeptała i pocałowała go z uczuciem.
-Mówiłem, że nie będę na nic naciskał i zrobimy to jak będziesz miała ochotę, Cait. Naprawdę się nie przejmuj. Nie posunę się za daleko. Obiecuję.
Caitlin targały różne emocje.
Bieber musnął czule jej policzek.
-Robiłaś to już kiedyś? – spytał w pewnym momencie.
-Co? – zapytała, chociaż dobrze wiedziała, o co mu chodzi.
-No… TO…
-Nie, Justin.
-Spoko. Tylko chciałem wiedzieć – pogładził jej włosy.
-W porządku.
Justin pocałował ją namiętnie.
-Kocham cię, mała. Strasznie kocham. Z nikim nie było mi tak dobrze jak z tobą – mruczał Justin muskając jej dekolt.
-Ja ciebie też, Jus – powiedziała Caitlin.
Bieber pocałował ją znowu w usta.
Biebs był taki czuły… Dziewczyna miała ochotę całkowicie się mu oddać…
-Pamiętasz jak dałam ci pierścień czystości? – powiedziała w pewnym momencie Caitlin, kiedy Bieber całował jej ręce.
Zatrzymał się i przytulił się do niej.
-Taaak…
-Kiedy go zdjąłeś?
-Jakieś 3 miesiące temu, shawty. A co…?
-Nic…
-No co? – pocałował ją.
-Naprawdę nic… Tak po prostu spytałam.
-Spoko…
Bieber znowu zaczął namiętnie ją całować, a jego ręce niepewnie wsuwały się pod jej bluzkę.
-Jestem zmęczona, Jus… - powiedziała z trudem Cait.
Justin westchnął i wysunął ręce spod bluzki.
-Czemu nie możesz mi zaufać, Caitlin? Jak mówię, że nie posunę się dalej, to nie posunę.
-Ale jestem zmęczona po prostu…
-Taaa.
Bieber przytulił ją mocno do siebie, ale jego uczucia były trochę zranione.
-Przepraszam, Justin…
-Rozumiem, mała. Naprawdę. Po prostu troszkę mi przykro, że mi do końca nie ufasz…
-Ale ufam.
-Przecież wiem, że nie. Wiem, że zawiodłem twoje zaufanie… Wtedy… Ale to było dawno, kochanie. Teraz nigdy bym czegoś takiego nie zrobił… Pewnie ci też trochę namieszało w głowie to, co mówią o mnie w telewizji i wgl… Ale nie wszystko z tego jest prawdą…
-Jus, nie musisz się mi wcale tłumaczyć. Ja rozumiem. Po prostu ty też spróbuj zrozumieć mnie.
-No, próbuję…
Zapadła cisza pomiędzy nimi.
Justin bardzo szybko zasnął, ale Caitlin nie mogła.
Serce za szybko jej biło. Zanim się uspokoiło minęło koło 3 godzin.
Kiedy dziewczyna się obudziła, Biebera nie już było w namiocie. Wyszła i rozejrzała się.
Justin i Christian siedzieli nad jeziorem, łowiąc ryby.
-Śniadanie? – spytała rozbawiona Caitlin, obejmując Biebsa od tyłu i muskając jego policzek.
-Hej, kotku – pocałował ją w usta.
-Za mało jedzenia wzięliśmy z domu?
-No, nie, ale wiesz… Lubimy z Chrisem łowić – wyszczerzył się.
-Ale tu cisza i spokój… - rozmarzyła się Caity.
-No… Zero wrzeszczących fanek…
-Wystraszyłyby ci wszystkie ryby – zachichotała Caitlin.
-Baaaardzo śmieszne – powiedział Justin.
-Wiem – uśmiechnęła się.
Bieber puścił wędkę i rzucił się na dziewczynę. Zaczął ją łaskotać, a później wziął na ręce i groził, że wrzuci do jeziora.
-Jus! Puść! – piszczała dziewczyna.
-Dobra – zamachnął się udając, że chce ją wrzucić.
Caitlin piszczała i śmiała się na przemian.
-Puść!
-Powiedz, że mnie kochasz, mała, to dam ci spokój.
Caity spojrzała w jego oczy. Były wesołe. Kiedy oglądała Biebera w telewizji za każdym razem widać było w nich niesamowity smutek. Nie wiedziała czemu, ale nawet jak się uśmiechał wiedziała, że jest smutny. Po prostu za dobrze go znała.
Teraz było, jakby inaczej… Chyba naprawdę był szczęśliwy.
-Kocham cię – powiedziała.
-Co? – udał, że nie usłyszał.
-Kocham cię! – wrzasnęła, a on pocałował ją czule i postawił z powrotem na ziemi.
Caitlin przyjrzała się Justinowi.
Kiedy wcześniej byli razem, byli równego wzrostu, a teraz Bieber przerastał ją co najmniej o głowę, był silny i jakiś taki… Już nie chłopięcy, tylko męski.
-Wystraszyliście wszystkie ryby – jęknął Beadles.
-To nie ja, tylko ona – Justin pokazał oskarżycielsko palcem i uśmiechnął się słodko.
Caitlin go popchnęła, a on czule ją przytulił.
-Złowiliśmy 2 ryby. I tak nie potrafimy ich przyrządzić, a więc wiesz… - powiedział Bieber.
-Co fakt, to fakt… - przyznał Christian.
-Widzisz. Podoba mi się tu – stwierdził Justin.
-Mi też – uśmiechnęła się Caity.
-Mi też – wyszczerzył się Beadles.
-Naprawdę, dobrze mi zrobi trochę odpoczynku od sławy, od tego ciągłego zamieszania, nerwów… To mnie czasami po prostu przerasta. Na przykład, choćby jak paparazzi atakują mnie i Selenę na moich siedemnastych urodzinach – powiedział niezadowolony Bieber.
-Taki jest koszt sławy – westchnęła Caitlin obejmując go ramieniem.
Justin przygarnął ją do siebie i musnął jej usta.
-Dobra. Stop czułości. Błagam – powiedział Christian.
Biebs się zaśmiał.
-Też tak będę mówił jak będziesz miał dziewczynę. Zobaczysz.
Beadles wywrócił oczami.
-Co robiliście w nocy? – zagadał młody.
-Spaliśmy – powiedziała twardo Caitlin.
-Dobra, dobra. Tylko pytałem.
-Naprawdę tylko spaliśmy, Chris – zapewnił JB.
-Taaa.
-Weź przestań. Jak nie wierzysz to wyślij Cait na badanie dziewictwa, kurde.
-Oj, wierzę, wierzę, ale wiem, że na pewno chcesz jej go pozbawić w najbliższym czasie.
-Spierdalaj, Chris! Niczego nie zamierzam! Jak będzie, to będzie i powinieneś mieć, chociaż trochę mózgu i się nie wtrącać! – krzyknął wkurzony Justin.
-Okay. W porządku. Co jesteście tacy drażliwi, na ten temat?
Bieber nie odpowiedział, a Caitlin błądziła wzrokiem.
-Dobra. Nie chcecie mówić, to nie.
Beadles uświadomił sobie, że trochę przegiął.
-Sorry… - powiedział.
-Nie ma sprawy – odpowiedziała cicho Caity.
Justin przytulił ją do siebie.
-Naprawdę powinieneś mieć umiar czasem, Christian – powiedział sucho Bieber.
-Jeszcze raz sorry. Następnym razem będę siedział cicho. Naprawdę.
-Mam nadzieję – powiedział nadal zły, Jus.
-No, nie wściekaj się – poprosił Chris.
Justin nic nie odpowiedział.
Nagle jego telefon się odezwał.
Odebrał szybko.
-Tak?
-Załatwiłem ci tę Polskę w trasie – powiedział Scooter – W sumie to Polska sama cię sobie załatwiła… Ubiega o ciebie już nie wiem ile…
-To zajebiście – ucieszył się Bieber.
Scooter westchnął słysząc słownictwo Justina.
-A co robisz, JB? – spytał Sccot – Bo dzwonili i pytali się o wywiad z tobą, dzisiaj.
-Nie mogę. Mam wakacje, a poza tym jestem pod namiotem z Chrisem i Caity.
-Gdzie?
-A to twoja sprawa? Chcesz nasłać na mnie paparazzi, czy jak??
-No, nie…
-To dobrze. Daj mi trochę luzu, Scooter, błagam. Ja już nie wyrabiam.
-Okay. Cześć.
-Hej.
Bieber się rozłączył i wszedł na skype’a z telefonu.
Zo była dostępna.
Napisał jej tylko, że będzie w Polsce, żeby nikomu o tym nie mówiła i że nie ma na razie czasu pisać.
Obiecał sobie, że popisze z nią jak tylko wróci do domu.
Tego dnia cała trójka była bardziej zmęczona i położyli się spać wcześniej.
Oczywiście nie obyło się bez wieczornych czułości, ale Bieber się nie rozpędzał i dziewczyna ani razu nie musiała go hamować.
Szybko zasnęli.
-Będziesz w Polsce? – Bieber usłyszał za sobą znajomy głos.
-Będę – uśmiechnął się szeroko i odwrócił do dziewczyny.
-Nie podchodź – poprosiła.
-Czemu?
-Bo się obudzisz. Śpisz z jakąś dziewczyną, prawda?
-Skąd o tym wiesz?
-Nie mam pojęcia. Po prostu to czuję… To dziwne…
-No…
-Z, kim śpisz? – spytała dziewczyna uśmiechając się wesoło.
-Z Caitlin. Jesteśmy pod namiotem.
-Sami? – spytała z błyskiem w oku.
-Taaa. Ale Christian śpi w namiocie obok.
Zoey pokiwała głową ze zrozumieniem.
-Czyli jak śpię z kimś to nawet nie mogę do ciebie podejść? – spytał niezadowolony.
-Nie. Ale ja mogę do ciebie.
-A podejdziesz?
-Nie – uśmiechnęła się słodko.
-Czemu?
-Bo znowu spróbujesz mnie dotknąć, czy coś takiego i się obudzimy, a tego nie chcę.
Justin westchnął.
-Obiecuję, że nic nie zrobię.
W tym momencie Justin przeniósł się w inne miejsce.
Był w szkole. Nigdy wcześniej nie widział tej szkoły, ale wydała mu się niesamowicie znajoma. Wszystko widział aż za wyraźnie.
Jakiś starszy chłopak go staranował.
-Uważaj, debilu – fuknął do niego gościu.
Starszy chłopak wyglądał na gdzieś 14 lat.
Bieber przyjrzał się sobie i uświadomił, że sam nie ma więcej niż dziesięć.
-Jason… Trzymasz się? – podeszła do niego dziewczyna w wieku gdzieś trzynastu lat, o której wiedział, że jest jego siostrą.
To była Zo! Tylko sporo młodsza. Niewiadomo, czemu wiedział, że nazywa się Susan.
-Jest dobrze, Sus – odpowiedział.
Dziewczynka go przytuliła.
-Sam jest debilem. Jego ojcem jest dyrektor i myśli, że wszystko może.
-Dokładnie. Palant.
-Ile masz jeszcze lekcji? – spytała go blondynka.
-Jedną – nie miał pojęcia skąd to wiedział.
-Ja dwie… Mama powiedziała, żebyśmy dziś nie przychodzili szybko do domu, bo tata jest…
-A ten, po co tam?! – oburzył się Jason-Justin.
Dziewczyna wzruszyła ramionami.
-Jest naszym ojcem…
-A jak zrobi coś mamie?? Skąd wiesz, że jest?
-Mama do mnie zadzwoniła.
-Ahaa…
Zadzwonił dzwonek.
-Poczekasz na mnie godzinę, na świetlicy? – spytała Susan-Zoey, powoli idąc, do swojej klasy.
-Poczekam.
Jason zauważył, że po drodze, Sus zaczepiło kilku chłopaków. Jeden nawet złapał ją za tyłek, a ona posłała mu mordercze spojrzenie.
Była naprawdę przecudna, ale nie czuł nic do niej, bo była przecież jego siostrą.
Poszedł do swojej klasy.
Nie wiedzieć, czemu wiedział, że ma sprawdzian i że się na niego nie przygotował…
Napisał kilka rzeczy, które wiedział, a resztę lekcji się nudził.
Kiedy zadzwonił dzwonek zaczął kierować się do świetlicy, ale Susan zatrzymała go po drodze.
-Nie ma nauczycielki od matmy. Też kończę teraz.
-To super – ucieszył się chłopak.
Wracali powoli do domu.
-A może nie wracajmy dziś do domu… - powiedział w pewnym momencie Jason.
-Musimy, młody, bo jeszcze tata wścieknie się na mamę.
Jason westchnął.
-Ale ja się go boję…
-Wiem, Jas. Ja też.
-Siostra odprowadza cię do domu, Jasy?? Nie trafisz sam – podśmiewał się Max - chłopak, który od zawsze się go czepiał. Było z nim pięciu kumpli – Poszłabyś z nami, Sus, a nie z tym bachorem.
-Ten ‘bachor’ to mój brat, a idziemy razem tylko, dlatego, że skończyliśmy o tej samej godzinie. Ty też nie potrafisz sam trafić do domu? Zawsze odprowadza cię taka obstawa – mówiła Susan.
-Nie zaczynaj, Susy – Max złapał jej głowę i patrzył w oczy.
Susan wyrwała się mu.
-Spadaj – powiedziała, pociągnęła brata za rękę, w stronę domu.
Jason tak miał ochotę coś im nagadać, ale jak ostatnim razem to zrobił skończyło się z podbitym okiem, a później laniem od ojca - pijaka.
Nie bardzo miał ochotę to powtarzać.
Tym razem mięli szczęście i zbiry odpuściły sobie pościg za nimi.
Jason i Susan dotarli do domu i cichaczem weszli do pokoju Susy, bo był bliżej wejścia.
Było dosyć cicho. Wyglądało na to, że ojciec ogląda telewizję, a mama krząta się w kuchni.
W pewnym momencie drzwi od pokoju otworzyły się z impetem i ojciec wparował do środka.
-Jak w szkole? – spytał lekko bełkotliwie.
-Dobrze – uśmiechnęła się Susan.
-A tobie?
Jason zaczął nerwowo skubać spodnie.
-Odpowiadaj! – ojciec trzasnął go w twarz, a siostra przytuliła – Zostaw go, bo też dostaniesz! – wrzasnął, a ona odsunęła się zlękniona, od brata.
Chłopak ze łzami w oczach trzymał się za piekący policzek.
-Dzwoniła dziś, do nas twoja nauczycielka. Mówiła, że wgl się nie uczysz. Trzeba cię nauczyć dyscypliny – ojciec zaczął zdejmować pas.
Jason’owi oczy zaokrągliły się ze strachu.
-Tatusiu… Proszę! Zostaw go – dziewczyna osłoniła brata.
-Odsuń się, Susy – nakazał ojciec i odepchnął dziewczynę – Wstawaj mazgaju! - rozkazał ojciec, Jason’owi.
Chłopiec na drżących nogach podniósł się z ziemi.
Przerażony czekał na ciosy.
Ojciec się zamachnął.
Bieber obudził się cały spocony. Drżał lekko.
-O ku**a – powiedział cicho, starając się uspokoić oddech i bicie serca.
Wszystko widział tak realnie. Po prostu czuł ból, kiedy ‘ojciec’ uderzył go w twarz. Pamiętał każdy, najmniejszy szczegół snu. Wydawało mu się to takie… Znajome? JAK to mogło wydawać się mu znajome???
Bieber był załamany. Miał takie dziwne uczucie…
-Coś się stało, Justin? – spytała nieprzytomnie Caitlin.
-Nie, nic. Śpij, kotku – przycisnął ją do siebie i pocałował w głowę, a ona z powrotem zasnęła.
Bieber do rana nie mógł już ponownie zasnąć. Sen za mocno wrył się w jego podświadomość.

_____________________________________
Umm... xD Powiedzmy, że to tyle na dziś ;P Wiem, że trochę to wszystko dziwne, ale.. Jeśli się podoba, to komentujcie ;* <3

sobota, 30 lipca 2011

8. Caitlin

-Idziesz na kręgle? – Ryan złapał Biebera następnego dnia, kiedy Justin, właśnie wracał ze sklepu.
-Nie – powiedział Biebs, nawet nie patrząc na przyjaciela i idąc dalej.
-Co jest, Jus? – spytał zdziwiony chłopak.
Bieber się zatrzymał.
-Wczoraj miałeś mnie totalnie w dupie – odpowiedział z wyrzutem.
Ryan chwilę nic nie mówił.
Westchnął.
-Weź, przestań. Ciągle zajmujesz się tylko tymi Beadlesami. Po co ci ja? – spytał ironicznie.
Justin wywrócił oczami.
-Nie mogę się z nimi zadawać??
-Sam nie wiem. Może wolisz przyjaźnić się tylko z Christianem.
-Co ty odpierdzielasz?! – krzyknął Biebs.
-Cześć – powiedział Ryan i poszedł przed siebie.
-Że co?? – Justin po chwili szoku, wściekły poszedł szybko, w stronę swojego domu – Zajebiście – wysyczał – Ale z niego przyjaciel. ZAJEBISTY.
Biebs wszedł do domu i trzasnął drzwiami najgłośniej jak potrafił.
Rzucił zakupami i z całej siły kopnął stołek, który stał mu na drodze.
-Po co żyć, ku**a, jak się ma TAKICH PRZYJACIÓŁ?! – wrzasnął Bieber na cały dom.
Zaraz usłyszał, że telefon dzwoni.
Spojrzał na wyświetlacz. Mama.
-Tak? – spytał starając się uspokoić głos.
-Stało się coś?
-Nie – odpowiedział ostro.
-Co się stało? – zmieniła formę pytania.
-NIC. Po prostu mam zajebistych przyjaciół – powiedział Bieber sarkastycznie.
-Jak ty się wyrażasz??
-Sorry.
Pattie westchnęła.
-Ciocia zmarła, Justin. Zostanę tu jeszcze tydzień. Pomogę w przygotowaniu pogrzebu i tak dalej… - powiedziała rodzicielka pociągając nosem.
-Jej… Ale nie bd musiał być na pogrzebie?
-Jesteś okropny, Justin.
-Bo co?! Ryan wystawił mnie do wiatru i straszliwie nad tym, kurde ubolewam!
Pattie chwilę się nie odzywała.
-Nie musisz być na pogrzebie… Ta sława cię zmieniła, Justin. Myślisz tylko o sobie.
-I dobrze – syknął Bieber i się rozłączył.
Tak. Miał cholerne wyrzuty sumienia, ale próbował je stłumić swoim ‘dozgonnym cierpieniem’ z powodu straty najlepszego przyjaciela od zawsze.
Poczuł się totalnie bezsilny.
Skulił się, zakrył twarz dłońmi i zaczął płakać. Trząsł się od płaczu.

‘Co tam, mała ?’ – napisał do Zo.
Oczy dalej szczypały go od płaczu.
‘Jest spoko :) Zadzwonisz do mnie z kamerką?’
‘Nie .’
‘Czemu?’
Nie chciał napisać jej prawdy.
‘Nie wiem gdzie jest… Jutro, okay ? Miałem paskudny dzień…’
W rzeczywistości kamerkę miał wbudowaną w komputer, ale to można było pominąć…
‘W porządku. Wiem, że masz kamerkę w laptopie.’
Bieber się skrzywił.
‘Jak niby ?’
‘Widziałam cię kiedyś na jakimś zdj z laptopem.’
‘A może mam nowego ?’
‘Taaa. Bo akurat kupiłbyś sobie laptopa bez kamerki. Słabo kłamiesz, Jus. Czemu nie chcesz rozmawiać? Co się stało?’
‘Nic. Ryan okazał się debilem, który nigdy, naprawdę nie był moim przyjacielem.’
Z jego oka znowu popłynęła łza.
-Ku**a – zaklął pod nosem i otarł ją szybkim ruchem.
‘Nie przejmuj się. Nie jest tego wart.’
‘Wiem. Ale, ku**a nie potrafię. Nie wiem czemu mnie to tak ruszyło…’
‘Rozumiem cię, Justin. To nic dziwnego. Przyjaźniłeś się z nim odkąd pamiętasz. To normalne, że Cię to zabolało.’
Bieber pociągnął nosem.
‘I teraz mażę się, jak baba .’
‘Nie martw się. To normalna rzecz, że płaczesz. Naprawdę.’
‘Taa… Ale wolałbym jednak nie płakać .’
‘Jak każdy, Jus. Jeśli Cię to pocieszy to ja też dziś płakałam.’
‘Nie pocieszyło mnie . Czemu, mała ?’
‘Bo jakoś wszystko mnie przerasta… Mam taką, cholerną potrzebę, żeby się do Cb przytulić…’
‘Virtual hug ? xD’ – zaproponował.
‘Taa… A może wejdziesz na tę kamerkę chociaż?’
‘A ty wejdziesz ? ‘
‘Jak ? Nie mam jak jej zainstalować…’
‘No okay. Chwila. Zaraz do Cb dzwonię. Tylko się nie przestrasz, bo wyglądam jak 7 nieszczęść.’
‘Na pewno nie.’
‘Zaraz się przekonasz :P’
Justin zadzwonił do Zoey, a ona prawie natychmiast odebrała.
Kiedy się u niej pokazał, przetarł jeszcze szybko oczy.
‘Dobrze wyglądasz :)’
‘Taa…’
‘Naprawdę <3 Tylko tyle, że widać, że płakałeś. Zawsze fajnie wyglądasz XD’
‘Nawet z zapuchniętymi oczami??’
‘Tak.’
‘Haha .’
Zoey zobaczyła jak Bieber zachichotał.
‘Lubię Twój śmiech xD’ – napisała.
Uśmiechnął się i spojrzał prosto w kamerkę.
‘A teraz patrzę Ci w oczy XD’ – obwieścił.
‘Ja Ci też ;P’
‘Hmmm… Nie widzę… xD Odłączam się, okay ?’
‘Jak chcesz.’
Bieber zszedł z kamerki.
Ty też nie płacz, mała . Będzie dobrze . Obiecuję Ci . Niedługo się zobaczymy . Przyrzekam .’
‘Jak?’
‘Znajdę sposób .’
‘Jak?’
‘No, kurde, znajdę! ;P’
‘Okay XD Wierzę Ci na słowo.’
‘:)’
Justin wszedł na twitttera. Napisał:
‘Kocham Cię @imadreamer . Dziękuję za Wszystko, mała <3’
Oczywiście natychmiast powstało olbrzymie zamieszanie na całym twitterze.
‘Czemu to zrobiłeś ? XD’ – napisała mu Zo na skype’ie.
‘Myślałem, że nie wchodzisz na twittera ;P’
‘Umm… Wchodzę. Tylko nie piszę.’
‘Spoko ;) Napisz, że też mnie kochasz ;P’
‘Chciałbyś :P’
‘No weeeeź. Robimy wielką aferę. Będzie śmiesznie xD’
‘No, czy ja wiem…’
‘Wiesz, wiesz. No proooszę XD’
Zoey po jakichś trzech minutach napisała:
‘@justinbieber Też się kocham ;P Bahahaha. #JustinLovesMe xD’
Bieber dodał kolejny tweet.
‘@imadreamer Yeah, baby. #BieberLovesYou . #BieberLovesZo’
‘Zobaczymy za ile to będzie w TT’ – napisał do dziewczyny na skype’ie.
‘Wariat :P’
‘Haha . Muszę jakoś się rozruszać po tym załamaniu z Ryanem .’
Dodał kolejny wpis na twittera:
‘@ItsRyanButtler Najlepszy przyjaciel ? Wiesz wgl co to znaczy ? To boli, Ryan . Wiem, że masz to gdzieś, ale… Po prostu totalnie się rozczarowałem .’
‘Ale mu pojechałeś xd’ – napisała Zo na skypie.
‘Pojechałem ? Haha. Jakbym mu pojechał to by się nie pozbierał, ale na twitterze jest za mało znaków do wykorzystania ;P’
Zoey wybuchnęła śmiechem.
‘#JustinLovesMe , #BieberLovesYou i #BieberLovesZo jest w TT, jakbyś chciał wiedzieć, panie od afer ;P’
‘Wow ;o Niezłe tempo XD’
‘Taa…’
‘Złościsz się ?’
‘Nie. No co ty ;)’
‘To fajnie. Spadam coś zjeść, bo umieeeeram z głodu xD’
‘Paaa ;*’
‘Hej. Trzymaj się, mała <3 I nie próbuj mi więcej płakać . Pamiętaj, że zawsze jestem z Tobą :*’
‘Okay. Dziękuję <3’
‘Nie ma sprawy .’
Bieber się wylogował.
Poszedł do kuchni, wziął coś do jedzenia, usiadł na fotelu i włączył telewizor.
W pewnym momencie do głowy przyszedł mu, jego zdaniem świetny pomysł z udziałem Beadlesów.
Pobiegł do nich tak jak stał.
Wszedł do ich domu obwieszczając, że przyszedł.
Z pokoju wyszła Caitlin.
-Hej – uśmiechnął się do niej niepewnie.
-Cześć – odpowiedziała prawie niesłyszalnie.
-Złościsz się?
Caitlin westchnęła.
-Nie, Justin. Po prostu jest mi przykro, ale nie przez ciebie, tylko przeze mnie…
-Ale nie ma powodu, Caity. To mnie poniosło. Nic nie zrobiłaś. Ja rozumiem, że nie masz ochoty powtarzać tego co pomiędzy nami było…
Caitlin podeszła do niego bliżej i spojrzała w oczy.
-Ale ja mam – powiedziała ze łzami w oczach.
Bieber zamrugał szybciej.
Czule złapał jej głowę i musnął usta.
-Próbujemy? – spytał niepewnie.
Caitlin bardzo zdziwiła postawa Biebsa.
Był skruszony i przyznawał się do winy… Nie wiedziała ile to potrwa… Pewnie niedługo znowu zrobi się wybuchowy i ostry – myślała.
W pewnym momencie dotarło do niej, że pomimo wszystko chce jednak z nim być.
Uśmiechnęła się lekko.
-Tak – powiedziała prawie niesłyszalnie.
Twarz Biebera rozjaśnił szeroki uśmiech.
Przytulił ją.
-Jest ktoś w domu? – spytał jej na ucho, podgryzając je nieznacznie.
-Pojechali na zakupy, a ja nie miałam ochoty. Wrócą najszybciej za pół godziny.
Justin znowu, szeroko się uśmiechnął.
Zaczął namiętnie całować dziewczynę. Wplątywał ręce w jej włosy.
Jeszcze tak dobrze pamiętał smak jej ust…
Justin pchał lekko Caitlin w stronę jej pokoju i otwartych drzwi.
W końcu dotarli do łóżka i Cait przewróciła się na nie.
Bieber położył się na niej i zaczął muskać jej szyję.
Dziewczyna ciężko oddychała.
Znowu zaczął ją całować w usta.
Włożył jej ręce pod bluzkę.
-Jusss…. Stop – poprosiła dziewczyna.
-Ale przecież nic ci nie zrobię.
-Justin, proszę.
Bieber lekko obrażony podniósł się z dziewczyny.
-Nie, że coś, ale plotki, które najprawdopodobniej słyszałaś o mnie i Selenie, że kochamy się, kur**a milion razy dziennie to… Nom… Powiedzmy, że prawda wyglądała trochę inaczej.
Caitlin usiadła na łóżku.
-A mogę wiedzieć jak?
Bieber się jej przyjrzał. Z tymi rozczochranymi włosami wyglądała strasznie pociągająco…
Chwilę nic nie mówił.
-No, robiliśmy to, ale… - Bieber przygryzł nerwowo wargę i przeczesał swoje włosy palcami – No, po prostu robiliśmy. Jak to często ludzie w naszym wieku, ale… zrobiliśmy to może z 2 razy. Nie więcej, a razem byliśmy długo. Nie zamierzam niczego od ciebie wymagać, Cait. Chcę, żebyś o tym wiedziała.
Caitlin pokiwała głową.
-To dobrze – powiedziała.
-Nie śpieszy się nam z niczym, tak? Ja nie będę w żadnej sprawie na ciebie naciskał. Obiecuję.
-W porządku.
-I jeszcze jedno… - zaczął Jus. Caitlin spojrzała na niego pytająco. Bieber chwilę się z sobą bił – Przepraszam, Cait. Za tamto. Z Seleną zerwałem m.in. dlatego, że nie potrafiłem jej za nic przeprosić i wgl… Nie wiem jak ona wgl to znosiła… Naprawdę przepraszam, Caity. Nie chciałem, żeby tak wtedy wyszło…
-A chciałeś, żeby jak wyszło? – spytała Caitlin patrząc mu w oczy.
-Kurde, Caitlin. Przepraszam cię, czego nie robiłem odkąd pamiętam, a ty jeszcze…
-Przyjmuję przeprosiny, Jus, ale jak mamy być znowu razem to musimy sobie wszystko wyjaśnić.
Bieber przełknął ślinę. Myślał, że pójdzie łatwiej.
Nic nie odpowiadał.
-No jak? – Cait naciskała.
-No, a jak, ku**a mogłem chcieć, żeby wyszło?! Co to jest wgl za pytanie?!
W oczach Caitlin pojawiły się łzy.
Justina drażniło to, jak dziewczyny szybko się rozklejają.
-Mała… Przepraszam, ale… No, jak mam ci to niby wytłumaczyć. Po prostu jestem, byłem i najprawdopodobniej będę palantem… Wybacz mi po prostu. To się nie powtórzy, przyrzekam. Wydoroślałem i trochę zmądrzałem. Uwierz mi.
Caitlin wtuliła się czule w Biebera.
Poczuła się tak bezpiecznie w jego objęciach.
Bieber oparł głowę na jej ramieniu.
-Wybaczysz?
Justin czuł, że coś się w nim przełamało. Nie miał pojęcia dlaczego, ale miał wrażenie, że to trochę było spowodowane Zo. Nie miał nawet siły zastanawiać się jakim cudem.
-Wybaczę, Jus – szepnęła.
Bieber musnął jej szyję i puścił ją z objęć.
-Ja też wydoroślałam, Justin… - powiedziała w pewnym momencie, Caitlin.
Bieber pogładził ją czule po policzku i pocałował ją namiętnie.
-Jesteśmy!! – usłyszeli wrzask Christiana.
Jus i Caity odsunęli się lekko od siebie.
-Justin? – zdziwił się Chris wchodząc do pokoju.
-Nie. Sierotka Marysia, kurde.
Beadles się zaśmiał.
-Siema – przywitał się z Bieberem.
-Hej, hej.
-Co tu się działo podczas naszej nieobecności?? – spytał podejrzliwie Chris.
-Duuużo – wyszczerzył się Biebs, a rozbawiona Caitiln uderzyła go w rękę.
-Jesteście znowu razem? – zapytał Christian, prosto z mostu.
Caitlin pokiwała głową na ‘tak’.
-To zajebiście – wyszczerzył się młody.
-A przyszedłem tu w takiej jednej sprawie, która całkiem wyleciała mi z głowy… - zaczął Bieber – Jedziecie ze mną dziś albo jutro pod namiot? To się jeszcze zobaczy kiedy, ale preferowałbym dzisiaj.
Rodzeństwo spojrzało na siebie.
-Taki spontan? – zaśmiał się Christian – Dzisiaj to wymyśliłeś?
-Pół godziny temu.
Caitlin też się zaśmiała.
-Jasne, że z tobą jadę – wyszczerzył się Chris.
-A ty, Caity?
-Pewnie – przytuliła go czule.
-To świetnie – ucieszył się Bieber, głaszcząc Caitlin po plecach.
-Pójdę się spytać rodziców – powiedział Christian i wyleciał z pokoju, a Justin złapał w rękę telefon i wykręcił numer mamy.
-Tak? – Pattie odebrała. W jej głosie słychać było, że płakała.
-Mamo… Mam takie pytanie… Mogę pojechać pod namiot?
-Co??
-No, to. Proszę. I tak nie mam co robić. Całymi dniami siedzę sam w domu i cięgle się z kimś kłócę. Pobyłbym tam tylko z jakieś 5 dni. Co ty na to? Mam wakacje, no…
-No nie wiem, Justin… Z kim chcesz tam jechać?
-Z Chrisem i Caity.
-Nie jestem co do tego przekonana.
-Maaamo. Spalibyśmy wszyscy w oddzielnych namiotach… - skłamał.
Pattie chwilę nic nie mówiła.
-Jedź, Justin. Tylko uważaj na siebie, kochanie i nie zróbcie niczego głupiego.
-Okaay. Dzięki, mamo. Kocham cię strasznie, shawty.
-Ja ciebie też. Tylko nie mów tak do mnie, proszę.
-Dobra – Bieber się zaśmiał – Jeszcze raz dziękuję.
-Nie ma za co, Jus. Trzymaj się.
Justin korzystając z sytuacji, że Chrisa nie ma, musnął usta swojej dziewczyny.
-Jeeej… Jak mi cię brakowało – powiedział szczerze.
-Mi ciebie też – odpowiedziała Cait – Nawet sobie tego nie wyobrażasz…